Wyższe stawki podatku od towarów i usług – podstawową 23 proc. i obniżoną 8 proc. – po raz pierwszy wprowadził rząd PO-PSL w 2011 r. Kolejne gabinety co dwa lata przedłużały tę w założeniu tymczasową podwyżkę. Teraz resort finansów chce zerwać z prowizorką. W zamian za to proponuje sztywne, ustawowe zapisanie warunków, po spełnieniu których stawki VAT automatycznie wrócą do swoich podstawowych wielkości – 22 i 7 proc. (formalnie tyle nadal będą wynosić). Nie ma jednak co liczyć, że obniżka nastąpi szybko.

Zgodnie z ministerialnym projektem powrót do niższych stawek nie będzie już zależał bezpośrednio od decyzji polityków, lecz od poziomu deficytu finansów publicznych oraz długu. Podwyższone stawki będą obowiązywać tak długo, jak spełnione będą dwa warunki. Pierwszy: dług publiczny pomniejszony o wartość gotówki, jaką MF ma na swoich rachunkach np. ze sprzedaży obligacji, będzie się utrzymywał powyżej 43 proc. PKB (według danych resortu finansów w ubiegłym roku wynosił około 47,7 proc. PKB; w tym roku sięgnie 45,9 proc. PKB).

Warunek drugi: różnica między deficytem sektora finansów publicznych a celem, do którego Polska zobowiązała się zmierzać, będzie większa niż 6 pkt proc. PKB. Celem jest deficyt na poziomie 1 proc. PKB, a różnica, o której mowa, to skumulowana wartość liczona od roku 2015, w terminologii finansów publicznych nazywana sumą kontrolną. Ta czasowa cezura wzięła się stąd, że 2015 był pierwszym rokiem obowiązywania reguły ustalającej limit wydatków publicznych, której suma kontrolna jest jedynym z ważnych elementów. Kryterium odpowiednio dużej sumy kontrolnej też jest spełnione: w 2017 r. wynosiła ona 6,28 proc. PKB. I to wystarczy, żeby nadal obowiązywały stawki 23 i 8 proc.

Choć powrót do niższego VAT będzie trudny, to jednak nie niemożliwy. Jeśli wierzyć ministerialnym prognozom, już w tym roku suma kontrolna spadnie poniżej 6 pkt proc. PKB. Jednak dług publiczny uda się obniżyć do wymaganego poziomu dopiero za trzy lata.

23 proc. zostaje z nami na dłużej

Jeśli spełnią się prognozy resortu finansów, do bazowych stawek wrócimy najwcześniej w 2023 r. Ministerstwo Finansów opublikuje projekt zmian w ustawie o VAT. Zamieni w nim obecnie obowiązującą „tymczasowość” stosowania podwyższonych stawek na ściśle określony mechanizm. Wysokość stawek będzie zależała od wielkości długu i deficytu sektora finansów publicznych. Resort musiał zmierzyć się z tematem, bo z końcem tego roku wygasa dwuletni termin stosowania podwyżki wprowadzonej po raz pierwszy przez rząd PO-PSL w 2011 r. Gdyby ministerstwo nie przygotowało nowelizacji, to od 1 stycznia 2019 r. podatek wróciłby do swoich bazowych stawek, czyli 22-proc. stawki podstawowej i 7-proc. obniżonej.

Utrzymywanie się nadwyżki w państwowej kasie (po wrześniu było ponad 3 mld zł na plusie) nie zmienia tego, że spadek stawek oznaczałby spory ubytek w dochodach z VAT. Chodzi o kwotę rzędu 7 mld zł. Tegoroczny wynik finansów publicznych będzie bardzo dobry (0,3 proc. PKB deficytu według Międzynarodowego Funduszu Walutowego). W przyszłym roku, ze względu na słabnący wzrost gospodarczy, trudno go będzie jednak powtórzyć. A spadek dochodów z VAT byłby dodatkowym ciosem, na który MF nie może sobie pozwolić.

Prognoza dla długu publicznego

Prognoza dla długu publicznego

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Resort szukał więc wyjścia pośredniego. Takiego, które nie zmieni w ustawie na stałe stawek na podwyższone (formalnie stawki bazowe to nadal 22 i 7 proc.), ale też pozwoli nie wracać do sprawy za kilka lat. Ma nim być mechanizm ściśle powiązany z działaniem reguły, za pomocą której co roku ustalany jest limit wydatków publicznych. Standardowo ministerstwo wylicza go, biorąc wydatki z poprzedniego roku i powiększając je o średni PKB z ostatnich sześciu lat (plus jego prognozę na dwa kolejne) i o cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego (czyli o 2,5 proc.). W sytuacji gdy deficyt finansów jest zbyt wysoki albo zadłużenie zbyt duże, limit musi być skorygowany. Ustawa o finansach publicznych jasno określa wielkość tych korekt. Pierwszą, o 1,5 proc. limitu wydatków, przeprowadza się, gdy dług publiczny pomniejszony o kwotę wolnych środków, jakimi dysponuje resort finansów, przekracza 43 proc. PKB, lub – i to jest druga przesłanka – deficyt jest zbyt duży w stosunku do celu, do jakiego powinien zmierzać rząd, przygotowując kolejne budżety. Celem jest utrzymywanie deficytu na poziomie 1 proc. PKB. Korektę przeprowadza się, jeśli licząc od 2015 r. (czyli od roku, gdy reguła została zastosowana po raz pierwszy), skumulowana różnica między faktycznym deficytem a celem – suma kontrolna – przekracza 6 pkt proc. PKB.

Urzędnicy ministerstwa proponują, by powrót do niższych stawek VAT następował wówczas, gdy limitu wydatków nie trzeba będzie korygować. Czyli wtedy, gdy dług i deficyt spadną do odpowiednio niskich poziomów.

– Naszą intencją jest, by powrót do obniżonych stawek VAT nie wiązał się z drastycznymi cięciami wydatków. Reguła wydatkowa działa w ten sposób, że nadzwyczajna zmiana dochodów wynikająca z obniżenia stawki VAT powinna prowadzić do cięcia wydatków w tym samym stopniu. Dlatego dobra sytuacja fiskalna, gdy przestanie działać mechanizm korygujący w regule wydatkowej uwarunkowany wysokim deficytem lub długiem, pozwoli na podniesienie poziomu wydatków o 12 mld zł. To jest kwota, którą można by przeznaczyć na sfinansowanie obniżenia VAT – mówi wiceminister finansów Leszek Skiba.

Na razie korekty trzeba przeprowadzać, bo dług pomniejszony o wolne środki wyniósł w 2017 r. 47,7 proc. PKB, a „sumę kontrolną” resort ocenia na 6,28 pkt proc. PKB.

Uzależnienie powrotu do niższego VAT od wielkości deficytu i długu oznacza, że co najmniej przez pięć lat Polska będzie stosowała podwyższone stawki. Długość tego okresu można szacować na podstawie dostępnych prognoz MF. W uzasadnieniu do projektu przyszłorocznego budżetu resort przewiduje, że wielkość długu uwzględniana w mechanizmie ustalania VAT będzie utrzymywała się powyżej wymaganej wartości – czyli 43 proc. PKB – do 2021 r. I to wystarczy, by stosować podwyższone stawki, choć już w tym roku suma kontrolna zmniejszy się poniżej 6 pkt proc. PKB ze względu na rekordowo niski deficyt w 2018 r.

To, że kryteria pozwalające na odejście od 23- i 8-proc. VAT zostaną spełnione w 2021 r., nie oznacza jednak, że automatycznie podatek się zmniejszy. Według projektu ustawy będzie się to odbywało z dwuletnim poślizgiem ze względu na terminy publikacji danych przez GUS. To, jaki był faktyczny dług za 2021 r., będziemy wiedzieć dopiero pod koniec 2022 r., co oznacza, że przywrócenie stawki podstawowej w wysokości 22 proc. i obniżonej na poziomie 7 proc. mogłoby nastąpić dopiero od 2023 r.

Opublikowany dziś projekt nie zawiera innego ważnego rozwiązania, na które czeka rynek – czyli matrycy VAT. To nowe przyporządkowanie poszczególnych towarów i usług do stawek podatku. Dzisiejszy system oparty na Polskiej Klasyfikacji Towarów i Usług stosowanej przez GUS rodzi wiele nieporozumień, a podatnicy nie zawsze wiedzą, którą stawkę zastosować. PKWiU na potrzeby VAT ma więc zostać zastąpione przez klasyfikację CN wykorzystywaną w handlu międzynarodowym. Nowa matryca ma być neutralna dla budżetu. ©℗