Procedura jest prosta: najpierw podatnik, zwykle przedsiębiorca, występuje z wnioskiem o interpretację indywidualną. Potem - jeśli stanowisko fiskusa jest dla niego niekorzystne – może wezwać ministra finansów do jego zmiany. Gdy jednak ten je podtrzyma, wnioskodawca może – i często korzysta z tego prawa – iść do sądu. A wojewódzkie sądy administracyjne (WSA) nierzadko przyznają mu rację. Organom podatkowym pozostaje wtedy tylko skarga kasacyjna do NSA.

Skarga z automatu

Ministerstwo Finansów potwierdza, że w I kw. tego roku Biura Krajowej Informacji Podatkowej (BKIP) działające w ramach wybranych izb skarbowych złożyły 344 kasacje od wyroków dotyczących interpretacji, podczas gdy w tym samym okresie roku ubiegłego zaledwie 119. Najwięcej składa ich BKIP w Płocku, obsługujące podatników z województwa mazowieckiego – w I kw. tego roku było ich już blisko 170. Wiesława Drożdż, rzecznik MF, poinformowała, że skargi kasacyjne złożone przez resort za pośrednictwem BKIP dotyczą najczęściej – podobnie jak w przeszłości– podatku dochodowego od osób fizycznych, podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatku od towarów i usług (VAT).

Jeśli tempo utrzyma się w kolejnych miesiącach, to w skali roku do NSA może trafić ok. 1400 podpisanych przez ministra finansów kasacji od orzeczeń w sprawie interpretacji. W zeszłym roku było ich w sumie 640.

– Nie mamy już mocy przerobowych – przyznaje przedstawiciel jednej z izb skarbowych. – Jesteśmy zawaleni nie tylko wnioskami o interpretacje, ale również sprawami, w których wykładnia przepisów jest przedmiotem sporu przed sądami oraz w których musimy wnosić skargi do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Tak nie było we wcześniejszych latach. Można powiedzieć, że interpretacje wymknęły się spod kontroli – mówi, prosząc o zachowanie anonimowości. A inny przyznaje, że nie jest tajemnicą, iż minister finansów, który formalnie wydaje interpretacje, nakazuje upoważnionym dyrektorom izb skarbowych skarżyć do NSA wszystkie sprawy zakończone przed WSA niekorzystnym dla fiskusa orzeczeniem. Nawet te, w odniesieniu do których od lat ugruntowana jest jednolita linia orzecznicza (np. zwolnienie z PIT dotacji ze środków unijnych i brak opodatkowania w przypadku wypłaty dywidendy rzeczowej przez firmy czy akcjonariuszy spółek komandytowo-akcyjnych). Ma to swoje skutki: sądy – zarówno WSA, jak i NSA – są jeszcze bardziej przeciążone, a na ich wyroki trzeba dłużej czekać.

Lawina spraw

Wzrost liczby kasacji to pochodna tego, że interpretacji przybywa, a przede wszystkim – że są coraz częściej zaskarżane przez podatników do WSA. Z kolei sądy wojewódzkie coraz więcej ich uchylają. W 2012 r. taki los spotkał ponad 61 proc. zaskarżonych aktów (w sumie około 1600), podczas gdy w 2010 r. 53 proc. (około 500). Różnica jest więc znacząca i stale się powiększa. DGP pisał o tym w artykule „Liczba interpretacji powoli odbija się na jakości” z 8 listopada 2012 r.

Strategia MF przynosi zresztą pewne efekty. Z zaskarżonych (zarówno przez organy podatkowe, jak i podatników) do NSA orzeczeń uchylane jest co trzecie i następnie kierowane do ponownego rozpoznania. W 2012 r. do Izby Finansowej Naczelnego Sądu Administracyjnego urzędy złożyły w sprawach podatkowych ok. 1300 kasacji (dotyczących zarówno interpretacji, jak i decyzji podatkowych), podczas gdy osoby fizyczne i przedsiębiorstwa ok. 3 tys.

Według Katarzyny Łakomej, dyrektora Biura Prawa Administracyjnego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, to, że organy składają kasacje w sprawach, w których NSA orzekał już wielokrotnie i jednolicie, wynika m.in. z dążenia organów do wyczerpania wszystkich dostępnych środków odwoławczych, tak aby nikt nie mógł im zarzucić niedostatecznej dbałości o interesy Skarbu Państwa.

Alicja Sarna, doradca podatkowy, starszy menedżer w MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy, wskazuje jednak na inne powody. Według niej organy chcą raczej zyskać na czasie i utrudnić wnioskodawcom osiąganie korzyści finansowych z wygranej przed sądem wojewódzkim (gdy interpretacja dotyczy możliwości zaliczenia danych wydatków do kosztów uzyskania przychodów przedsiębiorca mógłby np. wystąpić z wnioskiem do urzędu skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w podatku, podobnie gdy sąd stwierdził, że jakaś czynność nie jest opodatkowana).

– Rozstrzygnięcie uzyskane po latach nie jest już tak przydatne, szczególnie gdy odnosiło się do konkretnej, jednorazowej transakcji – dodaje Alicja Sarna.

Czas w cenie

Agnieszka Jendrzejewska z Wydziału Informacji Sądowej NSA mówi, że na podstawie analizy bieżących wokand można oszacować, iż średnio okres oczekiwania na rozpoznanie na rozprawie przez sędziów skargi kasacyjnej dotyczącej interpretacji wynosi ok. 21 miesięcy. To dużo. Amelia Górniak, doradca podatkowy w Crido Taxand, mówi, że efektem tego jest spadek zaufania do urzędów i konieczność działania w warunkach przedłużającej się niepewności. – Przedsiębiorca nie tylko zmaga się z przewlekłym postępowaniem, ale też ponosi większe koszty, np. pomocy prawnej – zauważa.

Jej zdaniem realia urzędniczo-sądowe wypaczają cel i znaczenie instytucji interpretacji. Zamiast szybkiego rozstrzygnięcia sprawy podatnik dowiaduje się o podatkowych konsekwencjach decyzji biznesowej nawet z paroletnim opóźnieniem. – A przecież trzymiesięczny termin na wydanie interpretacji indywidualnej przez ministra finansów miał zapobiegać takim sytuacjom – przypomina Górniak.