Krzysztof Jedlak

Krzysztof Jedlak

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Na szczęście (dla nas – całej reszty) tylko 1/3 uprawnionych skorzystała z możliwości i zażądała wznowienia postępowań, w ramach których nałożono na nich karny, 75-proc. podatek za lata 1998–2006. Nie oddychajmy jednak przedwcześnie z ulgą. Wiemy na pewno, że podatnicy domagają się zwrotu ponad 120 mln zł. Jednak kilka izb skarbowych jeszcze nie oszacowało wartości żądań. Śmiało można więc zakładać, że w sumie sięgają one 150 mln zł. Do tego dochodzi co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych odsetek. Można też na to spojrzeć inaczej. Podatnicy domagają się zwrotu tego, co wpłacili. A zdążyli dotąd wpłacić tylko część tego, co powinni. Skarb Państw miał otrzymać od nich setki milionów złotych. Plus ewentualne odsetki. Teraz wiadomo już, że nie otrzyma. A to, co mu kapnęło, zwróci i jeszcze do interesu grubo dołoży.

Łatwo przyszło, łatwo poszło? Może, ale w końcu trzeba będzie wyłożyć nie abstrakcyjne pieniądze abstrakcyjnego państwa, tylko – nasze. Karnie wpłacane przez nas co miesiąc w ramach zaliczek na PIT, CIT czy rozliczeń VAT.

Zgadzam się – i podkreślałem to już – że przepisy o opodatkowaniu ukrywanych dochodów biły nie tylko w oszustów, ale i porządnych podatników, którzy w związku z upływem czasu czy wybranym sposobem rozliczeń nie byli w stanie należycie udokumentować źródeł posiadanego majątku. Oni oczywiście powinni odzyskać pieniądze. Ale co z przeważającą – jak sądzę – grupą tych, którzy na to nie zasługują? Czy ich lewe dochody w ogóle pozostaną nieopodatkowane, czy też fiskus znajdzie jakieś rozwiązanie (może przynajmniej skalą należałoby im przyłożyć?)?

I jeszcze jedno. Na wspomniane kwoty opiewa pierwszy rachunek. Za jakiś czas TK uzna, że równie niekonstytucyjne są przepisy o karnym podatku, które obowiązują od 2007 r. Jeśli przyjmie koncepcję, że od początku są one wadliwe i nie mogły być podstawą rozstrzygnięć, to historia ze wznawianiem postępowań i żądaniami zwrotu pieniędzy się powtórzy. Zapewne jednak na większą skalę. Wtedy zsumowany rachunek za głupotę ustawodawcy będziemy liczyć w dużo grubszych kwotach.

Naturalnie, szkód moralnych wynikłych z takiego stanu spraw oszacować nie można. A są one ogromne z oczywistych względów.

W nauce prawa istnieje pojęcie racjonalnego ustawodawcy. Z takim założeniem – że jest on racjonalny – trzeba dokonywać wykładni przyjętych przezeń i obowiązujących przepisów. Przyznam jednak szczerze, że z punktu widzenia zwykłego obywatela jest to nieznośnie trudne.