Straci polski budżet, a zarobią zachodni sąsiedzi. Takie mogą być skutki planowanych zmian podatkowych. Projekt został już przyjęty przez rząd i czeka na rozpatrzenie przez Sejm. W obecnym kształcie budzi jednak wiele obaw, przede wszystkim agencji celnych i spedytorów. Mieliby oni odpowiadać solidarnie za VAT niewpłacony przez importera. Liczą na zdrowy rozsądek posłów i wykreślenie proponowanego przez rząd przepisu z projektu ustawy o zmianach w VAT. Podobnych rozwiązań próżno szukać za zachodnią granicą.

– Rozważamy przeniesienie tam swojego biznesu. Trudno będzie działać w sytuacji, w której urzędnicy fiskusa mogą w każdej chwili zwrócić się do nas po zapłatę, np. pół miliona złotych VAT, jeśli nie wpłacił go nasz klient – wyjaśnia w rozmowie z DGP Leszek Zawada z agencji celnej Sadmax. Podkreśla, że agencja ma odpowiadać przez 5 lat, aż do przedawnienia zobowiązania podatkowego, więc w tym czasie będą też biegły odsetki za zwłokę.

Zwraca uwagę na to, że w Niemczech nie ma tak surowych przepisów i jeśli zapis o solidarnej odpowiedzialności nie zostanie zmieniony, to najprawdopodobniej tam będzie dokonywana większość odpraw celnych.

Podobne obawy zgłaszały Ministerstwu Finansów organizacje branżowe. Polska Izba Cła, Logistyki i Spedycji podkreślała, że agencje celne i spedytorzy jako przedstawiciele bezpośredni importerów nie mają żadnej możliwości sprawdzenia rozliczeń podatkowych swoich klientów. Tym samym ustawodawca żąda od nich odpowiedzialności za coś, nad czym nie mają żadnej kontroli – alarmowano.

Dodatkowo Polska Izba Cła, Logistyki i Spedycji przypomniała, że niedawno rząd liberalizował przepisy dotyczące rozliczania VAT przy imporcie. Miało to zachęcić importerów do odprawiania się w polskich portach. Dzięki temu już o 25 proc. wzrosły wpływy budżetowe z cła – oszacowała organizacja.

Agencje celne miały konkurować z Hamburgiem, a raczej się tam przeniosą

Przestrzega jednak, że te same firmy za chwilę wrócą odprawiać się za zachodnią granicę. Podkreśla, że obciążanie agencji celnych odpowiedzialnością za VAT niezapłacony przez importera ma tyle sensu, ile obciążenie biura rachunkowego za podatek niewpłacony przez jego klienta.

Ministerstwo Finansów argumentuje, że obciążenie agencji celnych solidarną odpowiedzialnością za VAT importera przyczyni się do wzrostu dochodów budżetowych z uszczelnionego w ten sposób VAT. Eksperci i branża są przekonani, że skutki nowego pomysłu będą przeciwne do zamierzonych.

Bezpośredni też odpowie

Zapis o solidarnej odpowiedzialności znalazł się w projekcie ustawy – Prawo celne, który w ubiegłym tygodniu został przyjęty przez rząd. Nowe przepisy są konieczne, aby wdrożyć regulacje Unijnego Kodeksu Celnego, który wszedł w życie w niedzielę 1 maja.

– Przy okazji przemycono regulację, której wprowadzenia prawo unijne wcale od Polski nie wymaga – podkreśla Bartosz Bołtromiuk, doradca podatkowy w kancelarii Paczuski Taudul.

Sylwester Witalis, doradca podatkowy i partner w kancelarii KDCP, wyjaśnia, że dziś agencje celne, aby ograniczyć ryzyko odpowiedzialności podatkowej, występują najczęściej przy odprawach celnych jako ich przedstawiciele bezpośredni. Taki status daje konkretne korzyści finansowe, bo dzięki temu agencja nie odpowiada solidarnie z importerem za brak wpłaty VAT albo jakiekolwiek inne błędy w rozliczeniu wykryte przez fiskusa. Taki obowiązek ciąży tylko na przedstawicielach pośrednich importera, czyli podmiotach, które we własnym imieniu, ale na rzecz swojego klienta dokonują zgłoszenia celnego.

Te właśnie reguły chce zmienić rząd. Projekt zakłada zmianę dzisiejszego brzmienia art. 33a ust. 8 ustawy o VAT. Agencje celne i spedytorzy, mimo że działają najczęściej jako przedstawiciele bezpośredni, będą odpowiadać solidarnie z podatnikiem, czyli importerem za niezapłacony VAT – tłumaczy Sylwester Witalis.

Dodaje, że wyjątek będzie przewidziany jedynie dla importerów ze statusem AEO, czyli uprzywilejowanych podmiotów korzystających z wielu ułatwień celnych na terenie całej Unii Europejskiej. W tych przypadkach odpowiedzialność za VAT importera nie zostanie rozciągnięta na agentów celnych.

Polskie ryzyko

Ministerstwo Finansów argumentuje, że zmiana jest związana z potrzebą uszczelniania systemu VAT. Zdaniem Bartosza Bołtromiuka obarczenie agencji celnych solidarną odpowiedzialnością za błędnie rozliczony podatek z pewnością nie zwiększy dochodów budżetu państwa. Przyniesie raczej odwrotny skutek.

– Efektem może być powrót wielu importerów do odprawiania się za zachodnią granicę – uważa Bartosz Bołtromiuk.

Zasady solidarnej odpowiedzialności w imporcie

Zasady solidarnej odpowiedzialności w imporcie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Podkreśla, że klient agencji celnej lub spedytora wcale nie musi być oszustem, wystarczy, że jego dostawca popełni błąd w klasyfikacji towaru, co jednak – w świetle nowego przepisu – będzie skutkować odpowiedzialnością agencji za zaległość w VAT. Będzie ona odpowiadać solidarnie z podatnikiem aż do przedawnienia zobowiązania, czyli przez 5 lat. Przez ten czas będą rosły odsetki za zwłokę.

W tej sytuacji zdaniem Sylwestra Witalisa agencje celne będą dążyły do zmiany sposobu rozliczania i zapłaty VAT. – Być może klienci agencji celnych i spedytorów będą zmuszeni składać agencji dodatkowe formy zabezpieczenia – uważa ekspert.

Jego zdaniem część importerów może podjąć decyzję o przeniesieniu odpraw celnych np. do Niemiec, gdzie agencje celne nie są obarczone takim ryzykiem. Inni importerzy będą zmuszeni poszukać nowych agencji, które wezmą na siebie ciężar solidarnej odpowiedzialności.

– Będzie jednak i taka grupa importerów, która może być zmuszona do powrotu do zapłaty importowego VAT w Polsce, gdyż ich lokalne agencje zrezygnują z dotychczas oferowanego im zakresu usług – zaznacza Sylwestr Witalis.

Lepiej za granicą

Bartosz Bołtromiuk uważa, że propozycja ministerstwa cofnie nas do czasów, w których importerzy wybierali odprawy w Niemczech, zamiast zabezpieczać w Polsce podatek rozliczany w deklaracji.

Wyjaśnia, że przykładowo w ramach procedury 42 polski importer, który zdecyduje się na odprawę w Niemczech, nie musi w ogóle płacić tam VAT, jeżeli kupiony towar będzie potem transportowany do naszego kraju. Podatek jest należny dopiero w państwie członkowskim przeznaczenia, czyli w Polsce. Ekspert dodaje, że w przypadku nabycia wewnątrzwspólnotowego z Niemiec do Polski VAT może zostać u nas rozliczony bezgotówkowo, czyli podatek należny jest zarazem podatkiem naliczonym.

– Szanse polskich podmiotów w walce z zachodnią konkurencją są więc nierówne, a koszty nawet czasowego angażowania środków w finansowanie VAT od importu są na tyle wysokie, że stanowi to wystarczający argument do przeniesienia odpraw do innego państwa unijnego – przestrzega ekspert.

Kłopotliwe spóźnienie

Zdaniem Bartosza Bołtromiuka dobrze byłoby, gdyby posłowie w trakcie dalszych prac nad nowelizacją zrezygnowali ze zmiany art. 33a ust. 8 ustawy o VAT.

Eksperci uważają jednak, że importerzy nie powinni biernie czekać na ewentualne zmiany przepisów lub interpretacji. Radzą, by jak najszybciej renegocjować lub doprecyzować umowy z agencjami celnymi i ustalić nowe zasady współpracy, w tym szczegółowy sposób rozliczania VAT w imporcie.

A miało być tak pięknie

Importerzy od dawna narzekali na zbyt restrykcyjne przepisy podatkowe w Polsce. Skutkiem tego wybierali odprawy w portach w Niemczech, w Holandii. O Hamburgu mówiło się wręcz, że jest największym polskim portem.

Były wicepremier Janusz Piechociński twierdził, że tylko w latach 2011–2013 nasz budżet stracił z tytułu cła 900 mln zł. Poprzedni rząd dostrzegł problem i sukcesywnie liberalizował zasady rozliczeń. Przykładowo już od 1 kwietnia 2011 r. zniknął obowiązek składania zabezpieczenia przez tych importerów, którzy rozliczają VAT na uproszczonych zasadach (w deklaracji).

Od 2015 r. skrócono i uproszczono procedury związane z odprawą celną, a także przyznano prawo do późniejszego regulowania VAT z tytułu importu, z tym że tylko firmom mającym status upoważnionego przedsiębiorcy AEO. Mogą one wywieźć towar z portu niezależnie od rozliczenia podatku. W konsekwencji w ubiegłym roku przedstawiciele polskich portów zapewniali, że mniejsze firmy z naszego i innych krajów już wybrały odprawy, np. w portach Trójmiasta. Wielkie koncerny nadal jednak rozliczają się w Niemczech, gdzie posiadają centra obsługi i dystrybucji towarów na całą Europę Zachodnią i Środkową-Wschodnią.

Ministerstwo Gospodarki zapewniało, że tylko ułatwienia dla importerów przyjęte w 2015 r. przyniosą budżetowi około 200 mln zł rocznie dodatkowych wpływów. Rosły też wpływy budżetowe z samych portów. Sam terminal kontenerowy DCT Gdańsk płaci z tytułu VAT, ceł i akcyzy około 2 mld zł rocznie. Teraz – jak obawiają się eksperci – taka tendencja zostanie zahamowana.

Ministerstwo Finansów nie podało w projekcie skutków regulacji nowego prawa celnego.