Obecnie w ustawie o PIT i w ustawie o CIT nie ma regulacji dotyczącej zasad dokonywania korekt sprzedaży i kosztów. Przez lata dominował pogląd, że wszystko zależy od powodu korekty – termin jej dokonania uzależniony był bowiem od zdarzenia gospodarczego. Jeżeli powodem korekty był błąd (np. na fakturze znalazło się 1000 sztuk zamiast 100), korekta nie następowała w wyniku nowego zdarzenia, więc w pełni zasadne było jej wsteczne rozliczenie (zarówno od strony przychodów sprzedawcy, jak i kosztów nabywcy).
Reklama
Inaczej gdy miało miejsce nowe zdarzenie, w szczególności zwrot towaru (np. w ramach gwarancji). Zwrot jest zdarzeniem samym w sobie, wobec czego naturalne wydawało się, że powinien być rozliczany w momencie zwrotu, bez konieczności cofania się w czasie. Analogicznie było w razie udzielenia rabatu posprzedażowego.

Reklama
Jednak w pewnym momencie organy podatkowe i sądy zaczęły się domagać korekt wstecznych dokonywanych w dacie zdarzenia pierwotnego (sprzedaży). Na nic zdawały się zdroworozsądkowe argumenty dotyczące chociażby remanentu końcowego. Jeżeli towar został sprzedany, to nie było go w magazynie na koniec roku. Jeżeli jednak sprzedaż została anulowana, to towar powinien być wykazany w remanencie, ale nie mógł być wykazany, bo nabywca zwrócił go w następnym roku. W domach sprzedaży wysyłkowej i w marketach oznacza to permanentne korekty rozliczeń do końca okresu przedawnienia, a szczególnie w okresie gwarancji.
Problem nie tkwi zatem w przepisach – przecież kiedyś były OK – tylko w ich zmieniającej się interpretacji.
Zmiana przepisów nie jest więc tak naprawdę potrzebna, a nawet – paradoksalnie – może być szkodliwa. Skoro bowiem dopiero od danej daty będzie możliwość bieżącego rozliczania korekt, to wcześniej musiało być inaczej. Wprowadzając taki przepis, ustawodawca niejako zatwierdzi wcześniejszą praktykę narzucania rozliczania korekt w czasie. Na dodatek każdy nowy przepis rodzi się „nagi” i dopiero z czasem obrasta w orzecznictwo i interpretacje.
Oznacza to, że obecnie potrzeba nie tyle nowego prawa, ile nowej (starej?) interpretacji. Może ją zapewnić minister finansów, ale nie kwapi się z jej wydaniem. Nowe przepisy będą przydatne, ale dopiero w przyszłości, i to będzie ich największa zaleta. W praktyce oznacza to, że odetchnąć z ulgą będzie można nie tyle w momencie ich wejścia w życie, ile w momencie przedawnienia zobowiązań podatkowych powstałych w poprzednim (obecnym) stanie prawnym. A na to trzeba czekać ponad 5 lat. Co prawda w projekcie jest mowa, że nowe zasady korekt należy stosować także do zobowiązań sprzed nowelizacji, ale dotyczy to wyłącznie przypadku, gdy korekta byłaby przeprowadzona już pod rządami nowych przepisów. Rozliczenie korekty na bieżąco przed datą wejścia w życie nowelizacji (prawdopodobnie 1 stycznia 2016 r.) będzie czekało na przedawnienie.
Aby uniknąć takich sytuacji w przyszłości, warto też rozważyć kwestię podniesienia jakości interpretacji i orzecznictwa podatkowego. Niestety jest tak, że w organach podatkowych i sądach są zazwyczaj osoby bez doświadczenia praktycznego. Dla nich rozliczenie korekty na bieżąco lub w czasie jest dylematem teoretycznym – przecież sami takich korekt nie robią i nigdy nie robili. Dopiero kiedy odejdą z pracy i założą własną firmę (dość często tak się zdarza) odkrywają drugie dno swojego postępowania i narzekają, tak jak wszyscy inni przedsiębiorcy. Wskazane byłoby zatem odwrócenie trendu. Osoba, która kiedykolwiek prowadziła działalność, będzie inaczej patrzyła na sprawę niż teoretyk. Oczywiście znajomość prawa jest ważna, ale możliwość oceny skutków w dużej mierze jest uzależniona od doświadczenia. Najważniejszy jest jednak zdrowy rozsądek i oby było go jak najwięcej.