Prof. Witold Modzelewski - profesor nauk prawnych z UW, doradca podatkowy, wiceminister finansów w latach 1992–1996; był m.in. twórcą ustawy o VAT. Współpracował z PiS w kampanii wyborczej, a ostatnio uczestniczył w zespole Kancelarii Prezydenta ds. ustawy frankowej. Zasiada w Narodowej Radzie Rozwoju przy prezydencie.

MF na mocy ustawy utworzyło spółkę, która ma stworzyć centralny rejestr faktur? Czy to pomoże w walce z "dziurą" w VAT?

Prof. Witold Modzelewski: Jeśli powiemy o dotychczasowych osiągnięciach resortu finansów na polu walki z luką w VAT, to one równają się zero. Jak do tej pory nie zrobiono nic, a dochody z VAT za pierwsze cztery miesiące tego roku są w zasadzie na poziomie bardzo złego roku 2015. Straciliśmy pół roku, a według ostrożnych szacunków mogliśmy - dzięki uchwaleniu nowej ustawy o VAT prezentowanej przez PiS w kampanii wyborczej - mieć między 7 a 9 mld zł miesięcznie, w zależności od dnia wejścia w życie. Straciliśmy czas, którego nie musieliśmy tracić, mówię to z głębokim smutkiem. Bo wiara w to, że przy pomocy „środków komunikacji elektronicznej” cokolwiek się tu zmieni, świadczy tylko o kompletnej nieznajomości rzeczy. Naszą słabością nie jest brak informacji. Techniki wyłudzania VAT są powszechnie znane, zajęła się tym nawet młodzież. W internecie można znaleźć firmy, które zajmują się wyłudzeniami VAT lub pomocą w tego rodzaju „optymalizacji podatkowej”. Naszą słabością jest złe, dziurawe prawo, psute przez poprzednie lata z dziwaczną konsekwencją. Ile VAT płaci branża stalowa? Nic..

Z powodu odwróconej stawki VAT...

W.M.: Czyli inaczej zwanej stawki zerowej. To jest lobbystyczny przywilej niepłacenia VAT, prezentowany jako „sposób na uszczelnienie VAT”, co jest kompletnym nonsensem. Można to jednym ruchem uchylić - tzw. załącznik 11 do ustawy i mamy przez cały rok o 5 mld zł więcej.

Jeżeli państwo musi do podatku dopłacać więcej, niż z niego uzyskuje, to może lepiej znieść ten podatek? Taki jest chyba sens odwróconego VAT?

W.M.: „Odwrócony VAT” nie ma dla budżetu żadnego sensu. W ubiegłym roku zwróciliśmy 90 mld złotych, a wyłudzenia z tego to ok. 10 proc., a może więcej.

 I nic się na lepsze nie zmieniło w sprawie VAT?

W.M.: Ostatnio przypomniano sobie o pomyśle VAT granicznego - idzie o VAT płacony przy przywozie paliw.

Tak zwany pakiet paliwowy...

W.M.: Tak, choć to było napisane już we wrześniu ubiegłego roku, moim zdaniem nawet lepiej niż w obecnym wariancie. Teraz dopiero ktoś sobie przypomniał o tym pomyśle. Tylko, że mamy pół roku za sobą, podczas gdy dziennie do Polski wjeżdża podobno 500 cystern bez VAT i akcyzy. Choć oczywiście jest to rozwiązanie ważne i potrzebne, szkoda, że tak późno.

To co się powinno wprowadzić, by można było mówić o zmianach?

W.M.: Obecna ustawa (o VAT-PAP) do niczego się już nie nadaje. Bronią jej ci, którzy zarabiają, dzięki jej lukom. Brakuje w niej podstawowego rozwiązania tzw. podzielonej płatności. Polegającego na tym, że kupuję towar, na jeden rachunek płacę 100 proc., a na drugi płacę 23 proc. A na tym rachunku, gdzie jest 23 proc. "trzyma łapę" urząd skarbowy i nie pozwala dostawcy wydać na inne cele niż fiskalne. Wszystko to zostało przez lata wypracowane, a wciąż nie ma nawet projektu. To są rozwiązania, które chronią uczciwych podatników. Tak jak VAT graniczny chroni uczciwych dostawców paliw. Ale poza tym żadnego innego rozwiązania z wrześniowego projektu, mającego prowadzić do likwidacji luki VAT-owskiej, nie mamy.

Dlaczego pana zdaniem tak jest?

W.M.: Moja teza, którą powtarzam publicznie, jest taka, że obecnie rządząca większość parlamentarna jeszcze nie wygrała wyborów przy ulicy Świętokrzyskiej. PiS nie rządzi Ministerstwem Finansów. Zresztą prezes Jarosław Kaczyński powiedział, że MF to twierdza III RP. Bezspornie. Tam rządzą ci sami ludzie, co wcześniej i oni swoją robotę dalej robią, to samo, co przez poprzednie 8 lat. Tak jak banki rządzą prawem bankowym, tak lobbyści rządzą podatkami. Ministerstwo Finansów jest wciąż bezpieczną ekspozyturą tych interesów. Po co inwestować na rynku, skoro można „zainwestować” w napisanie ustawy? Jeśli w państwie rządzi ten, kto ma pieniądze, to państwo jest fasadowe. Podobnie zresztą działa Unia Europejska pisząc dyrektywy dla konkretnego koncernu. Jesteśmy zatem bardzo „zachodni”. I o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć, choć tego nie akceptuję, że władza jest uległa wobec koncernów w dziedzinie prawa regulacyjnego, to władza, która reprezentuje taką postawę tworząc prawo podatkowe jest antywładzą zaprzeczając swojej misji. Prawo podatkowe musi być stanowione w interesie publicznym, bo w przeciwnym razie jest nic niewarte.