Ministerstwo Finansów chce opodatkować dochody kontrolowanych przez polskich podatników (osoby fizyczne i firmy) spółek zagranicznych (controlled foreign company – CFC). Wyłączone z tej zasady mają być te podmioty, które prowadzą „rzeczywistą działalność gospodarczą”. Już teraz eksperci twierdzą, że ten termin jest nieprecyzyjny i spowoduje liczne spory podatników z fiskusem. Czy nie można dokładnie zdefiniować tego pojęcia?

Pojęcie rzeczywistej działalności gospodarczej zostało wykształcone na gruncie orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE (wyrok C-196/04 Cadbury Schweppes). Jego doprecyzowanie poprzez wskazanie na elementy świadczące o tym, że mamy do czynienia ze sztuczną strukturą, nastąpiło w rezolucji Rady z 8 czerwca 2010 r. w sprawie koordynacji zasad dotyczących kontrolowanych przedsiębiorstw zagranicznych i niedostatecznej kapitalizacji w Unii Europejskiej (2010/C/156/01). Przykładowo o tym, że faktycznie podmiot prowadzi działalność, świadczy zatrudnianie wykwalifikowanych pracowników czy wyposażenie go np. w odpowiedni sprzęt, wykorzystywany przy produkcji czy świadczeniu usług. Takich kryteriów nie spełnia sztucznie utworzona struktura.

Celowo nie wprowadzaliśmy sztywnych definicji, ponieważ konkretne wymogi – dotyczące chociażby liczby pracowników – łatwo byłoby ominąć. Przykładowe kryteria oceny prowadzenia rzeczywistej działalności gospodarczej zostały zawarte w uzasadnieniu do projektu.

Zarówno podatnicy, jak i organy podatkowe na bazie dotychczas wypracowanego w ramach Unii Europejskiej rozumienia tego pojęcia będą musiały nauczyć się stosowania nowych przepisów.

Ale ta nauka może w wielu przypadkach odbywać się na salach sądowych. Czy nie da się temu zapobiec przykładowo poprzez wydanie przez ministra finansów interpretacji ogólnej?

Wydaje mi się, że to raczej nie jest instrument, który w tym wypadku by się sprawdził. Sądzę, że w tym zakresie wystarczająca będzie szersza akcja informacyjna skierowana do organów podatkowych.

Należy też mieć świadomość, że tego typu nieostre pojęcia są charakterystyczne dla wszelkich regulacji przeciwdziałających nadużyciom. Nie musimy się z góry obawiać takich ogólnych pojęć. Przepisy mają zapobiegać przypadkom spółek – skrzynek pocztowych. Chodzi o zakładanie firm, które nie mają pracowników i nie wykonują żadnych funkcji, a których jedynym celem jest uniknięcie opodatkowania.

Ale przecież w myśl proponowanych przepisów dochody z działalności rzeczywistej też mogą być w Polsce dodatkowo opodatkowane.

Po pierwsze przepisy o CFC zostaną zastosowane, o ile rzeczywiście będzie można mówić o zagranicznej spółce kontrolowanej, tj. takiej, w przypadku której podatnik przez minimum 30 dni będzie posiadał bezpośrednio i pośrednio co najmniej 25 proc. udziałów, praw głosu czy udziałów w zyskach. Po drugie spółka ta musi notować minimum 50 proc. przychodów pasywnych, np. z tytułu dywidend czy przychodów ze zbycia udziałów. Mimo spełnienia tych warunków opodatkowanie nie będzie wchodzić w grę w przypadku prowadzenia rzeczywistej działalności gospodarczej. Jednak to wyłączenie odnosi się tylko do spółek zarejestrowanych w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Inaczej jest w przypadku pozostałych krajów. Przepisy o opodatkowaniu będą stosowane, gdy dochód spółki kontrolowanej przekroczy 10 proc. przychodów z rzeczywistej działalności gospodarczej.

Jeżeli jednak dochód spółki spoza UE i EOG przekroczy 10 proc. przychodów z działalności rzeczywistej, to zostanie opodatkowany w całości, bez względu na to, co jest jego źródłem? Jak będzie wyglądał w takiej sytuacji mechanizm opodatkowania?

Załóżmy, że 80 proc. to przychody pasywne – czyli spełniony jest warunek do bycia spółką kontrolowaną, który mówi o minimum 50 proc. Wówczas trzeba wziąć pod uwagę udział podatnika w całym zysku spółki – np. 50 proc. – i czas posiadania udziałów, np. pół roku. Czyli opodatkowana 19-proc. stawką podatku powinna być wyłącznie 1/4 dochodu zagranicznej spółki. Projekt przewiduje ponadto możliwości dokonania odliczeń. Odliczony może być np. podatek zapłacony w kraju, w którym spółka jest zarejestrowana. W praktyce chodzi więc o wyrównanie poziomu opodatkowania.

Oczywiście, mówimy o przypadkach, gdy stawka podatku jest w kraju rejestracji spółki niższa o co najmniej 25 proc. niż w Polsce. To ogólny warunek, aby w ogóle stosować przepisy CFC.

Czy resort finansów ma jakieś szacunki, jaka jest skala transferowania kapitału z Polski w celu uniknięcia opodatkowania?

Nie mamy takich informacji. Jednak proszę spojrzeć na dane Ministerstwa Gospodarki. W 2010 r. wartość polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych wynosiła ponad 4 mld euro. Najwięcej z nich ulokowano w Luksemburgu (ok. 1,6 mld euro), Szwajcarii (707 mln euro) i na Cyprze (434 euro). To zastanawiające, że w tych krajach inwestujemy więcej niż w Niemczech.

Zjawisko unikania podatku występuje i to widać po przepływach pieniężnych.

Ale czy wprowadzenie opodatkowania nie spowoduje, że aby go uniknąć, najbogatsi Polacy będą przyjmować obywatelstwa innych krajów?

W naszej ocenie nie powinien być to istotny czynnik. Wprowadzając te przepisy, chcemy dołączyć do grona państw takich jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania, USA, Kanada, Japonia, które od lat stosują regulacje typu CFC. Regulacja ta jest bowiem pewnym standardem międzynarodowym.

To dlaczego ministerstwo dopiero teraz chce je wprowadzić?

Jest taka ogólna tendencja w ramach UE i OECD. Wpisuje się to w działania ministra Macieja Grabowskiego, który wielokrotnie podkreślał, że jednym z jego priorytetów jest uszczelnienie systemu podatkowego.