Nadal są wątpliwości, czy zmieniony podatek od samochodów będzie zgodny z przepisami unijnymi. Importerzy sprzeciwiają się też objęciu nim pojazdów dostawczych.
Reklama
Chodzi o senacki projekt, który – jak pisaliśmy – zakłada objęcie samochodów o masie nieprzekraczającej 3,5 tony zmienionym podatkiem akcyzowym. O jego wysokości mają decydować: pojemność silnika, emisja spalin wyrażona normą Euro i wskaźnik deprecjacji wartości samochodu. Chcąc wyliczyć podatek, trzeba będzie zajrzeć do tabeli stawek opublikowanej w ustawie (zależnych od normy euro i pojemności silnika), a następnie skorygować stawkę o wskaźnik deprecjacji.
Niezgodność z przepisami UE
Taka propozycja miała zapewnić, że – w przeciwieństwie do wcześniejszych założeń – tym razem wszystko będzie zgodne z przepisami unijnymi i wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE z 2007 r. w sprawie Brzeziński przeciwko Izbie Celnej w Warszawie (sygn. akt C-313/05). Jednak firmy z rynku motoryzacyjnego nie podzielają tego zdania.
Maciej Szymajda, wiceprezes StowarzyszeniaKomisów.pl zwraca uwagę, że w sprawie rozpatrzonej przez TSUE niezgodność przepisów brała się z tego, że akcyza od używanych samochodów sprowadzanych z UE była wyższa niż takich samych kupionych w Polsce.
Twierdzi, że o ile propozycja uzależniająca wysokość akcyzy od wieku auta i pojemności silnika była ewidentnie niezgodna z przepisami UE, to w przypadku obecnej nie jest to aż tak widoczne na pierwszy rzut oka.
Zdaniem eksperta najnowszy projekt ustawy również zablokuje import aut starszych z większymi silnikami.
– Może więc być nadal niezgodny z art. 90 Traktatu UE, co najmniej dla aut starszych niż 14-letnie, bo dla nich współczynnik deprecjacji przestanie rosnąć – wyjaśnia Maciej Szymajda. Dodaje, że dla takich samochodów nie będzie można również zastosować dodatkowego współczynnika deprecjacji, obniżającego wartość samochodu ze względu na ponadnormatywną utratę wartości.
– W związku z tym kwota akcyzy należnej np. od 15-letniego auta sprowadzonego z innego państwa UE będzie wyższa niż ułamek odpowiadający rezydualnemu podatkowi zawartemu w cenie podobnego samochodu na rynku krajowym – wyjaśnia Szymajda.
Wskazuje, że dziś mamy na rynku auta z silnikami o pojemności powyżej 3 l, których cena jest porównywalna do kwoty akcyzy wyliczonej według nowych zasad.
– Przy tak naliczanej akcyzie ich sprowadzenie zostanie zablokowane, bo będzie nieopłacalne – twierdzi ekspert.
Dyskryminacja starszych
Adam Małyszko, prezes Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów FORS, uważa, że zmiany mimo wszystko uderzą w mniej zamożnych nabywców.
– Jeżeli zaproponowane stawki zablokują dostęp do tanich i dobrych pojazdów z zagranicy, to uboższa część społeczeństwa będzie skazana na pojazdy z rynku krajowego, którymi dziś, poza prowadzącymi stacje demontażu, nikt nie jest zainteresowany – twierdzi.
Przyznaje jednak, że sama idea zmian jest słuszna, bo wyeliminuje większość obecnych patologii, m.in. z celowym zaniżaniem wartości pojazdów.
Postulaty branży
O zupełne wycofanie się z obecnego projektu postuluje Wioletta Rolewska, ekspert branży motoryzacyjnej.
– Jest mało korzystny zarówno dla branży motoryzacyjnej, jak i ze względu na wpływy do budżetu państwa – uważa.
Jej zdaniem najlepiej byłoby wrócić do projektu, który zakładał obniżenie do 8 proc. obecnej stawki 18,6 proc. wartości samochodu w przypadku pojazdów osobowych o pojemności silnika powyżej 2 l i uporządkowania przepisów uszczelniających cały system.
Wioletta Rolewska twierdzi, że po wejściu w życie zmian najbardziej stracą nabywcy samochodów z silnikiem o pojemności co najmniej 2 l. Podaje przykład volkswagen Touareg 3,0 tdi z 2009 r., za który nabywca musi zapłacić 72 tys. zł (podstawa obliczenia akcyzy 39,5 tys.). Dziś akcyza od takiego auta wynosi ok. 7,3 tys. zł. Po zmianach miałoby to być 15,5 tys. zł.
– Wyższy podatek, wbrew zapewnieniom MF, będzie również na samochody o niższej pojemności – twierdzi Wioletta Rolewska. Twierdzi, że dziś akcyza w przypadku kia ceed 1,4, z 2010 r., za który nabywca musi zapłacić 22 tys. zł (podstawa naliczania akcyzy 13 tys. zł) wynosi ok. 430 zł. Według nowych zasad będzie to 840 zł.
Eksperci z branży motoryzacyjnej krytykują też propozycję rozszerzenia opodatkowania o pojazdy ciężarowe o masie całkowitej do 3,5 tony.
– Jest to zupełnie nowe obciążenie, które w największym stopniu dotknie mikro i małe przedsiębiorstwa – najczęściej firmy rodzinne, w których samochód dostawczy jest głównym narzędziem pracy – podkreśla Adam Małyszko.
Etap legislacyjny
Senacki projekt nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym – prace nad ostatecznym kształtem projektu w Senacie