FINANSE Zaledwie 20 samorządom i związkom międzygminnym udało się uzyskać prawo egzekwowania opłat za śmieci, mimo że od 18 kwietnia 2015 r. mają taką możliwość
To zdecydowanie za mało i ze szkodą dla samorządów. Dlaczego tak się dzieje? Otóż decyzja, czy chcą sami ściągać należności od mieszkańców, czy zostawić to fiskusowi, zależy od naczelników urzędów skarbowych. A ci niechętnie zgadzają się na delegowanie uprawnień ze względu na niejasne przepisy dotyczące przekazywania tych kompetencji wraz ze środkami.
- Według założeń systemowych samorząd nie może dokładać środków własnych do realizacji zadań rządowych. Co więcej, nie można realizacji tego zadania finansować z opłaty śmieciowej – wyjaśnia Maciej Kiełbus, partner w kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners Kancelaria Prawna sp. k.
Reklama
Zapewne także nie bez znaczenia są finanse urzędów skarbowych. Skarbówka ściąga pieniądze za śmieci wraz z innymi zaległymi opłatami przez już zatrudnionych urzędników. Wraz z przekazaniem uprawnień musiałaby ze swojego budżetu dać gminie także środki na ten cel.

Reklama
Praktyka pokazuje, że ściągalność we własnym zakresie jest o wiele bardziej opłacalna. Wszak 47 miast mających ustawowe upoważnienie do egzekucji własnych danin, m.in. Warszawa, Wrocław czy Kraków, od początku śmieciowej rewolucji egzekwuje opłaty ze znacznie większym powodzeniem niż fiskus. W przypadku stolicy Małopolski poziom ściągalności sięga 70 proc. A Gdynia chwali się, że do miejskiego budżetu wpływa 99 proc. opłat za odbieranie i unieszkodliwianie odpadów. Urzędy skarbowe działają zaś, zdaniem samorządowców, zbyt wolno. Poza tym ich średnia ściągalność oscyluje wokół 25 proc.
Warto jednak dodać, że nie wszystkie samorządy są zainteresowane przejęciem egzekucji. Małe gminy wolą, by zajął się tym fiskus, nie chcą bowiem występować wobec swoich wyborców jako egzekutorzy i tym samym tracić szanse na wygranie kolejnych wyborów. Tłumaczą też, że nie mają odpowiedniej wiedzy na temat sytuacji finansowej mieszkańców ani... cierpliwości do egzekucji. Niektóre przyznają również, że mimo wszystko fiskus jest od nich skuteczniejszy.