Czytelnik od dwóch lat prowadzi firmę budowlaną. Interesy idą coraz lepiej i coraz więcej zleceń otrzymuje z zagranicy, np. Finlandii i Niemiec. Znajomy księgowy, wskazując mu potencjalne problemy, zwrócił uwagę na to, że przy realizacji inwestycji może się zdarzyć, że oba kraje będą chciały pobrać od niego podatek. Przecież to niemożliwe – dziwi się czytelnik. Czy ma rację?
Wprawdzie jedną z podstawowych zasad w prawie podatkowym jest unikanie podwójnego opodatkowania, ale niestety praktyka bywa inna. Często przekonują się o tym właśnie firmy budowlane, realizujące zagraniczne inwestycje. Zdarza się, że obce państwo uznaje, że na jego terytorium powstał zakład, a w konsekwencji przedsiębiorca powinien zapłacić daninę od uzyskanego tam dochodu. Jednocześnie podatku przez cały czas może od niego żądać Polska. Wystarczy, aby nasz fiskus inaczej niż zagraniczny ocenił te same przepisy.
Reklama
Decyduje czas budowy

Reklama
Czym jest zakład? Zgodnie z art. 5 ust. 1 Modelowej Konwencji OECD chodzi o stałą placówkę, przez którą całkowicie lub częściowo prowadzona jest działalność gospodarcza przedsiębiorstwa. Artykuł 5 ust. 3 odnosi się do kwestii prac budowlanych prowadzonych w innym państwie. Stanowią one zakład tylko wtedy, gdy trwają dłużej niż 12 miesięcy. Mimo tego definicja zakładu ciągle stwarza problemy przedsiębiorcom. Ich źródłem są głównie przyjęte przez poszczególne państwa różne terminy dotyczące jego powstania. Chodzi zarówno o prace przy budynkach, drogach, mostach, jak też te związane z modernizacją już istniejącej infrastruktury. Najpopularniejszy przykład dotyczy Litwy, gdzie polska firma budowlana, która prowadzi inwestycję dłużej niż 9 miesięcy, będzie miała zakład na terenie tego kraju i rozliczy się tam ze związanych z nim zysków.
Kolejny problem dotyczy sposobu obliczania takiego terminu , gdy firma prowadzi kolejno wiele osobnych projektów budowlanych lub montażowych. Oficjalny komentarz do konwencji OECD stwierdza, że kryterium 12 miesięcy powinno być odnoszone oddzielnie do każdego projektu (placu) budowy lub montażu. Jeśli w danym przypadku termin będzie dłuższy niż 12 miesięcy, dany plac budowy lub montażu zostanie uznany za zakład przedsiębiorstwa. Przedsiębiorca powinien zwrócić uwagę także na fakt, że plac budowy lub montaż istnieje już od pierwszego dnia, w którym przedsiębiorstwo podjęło działalność, co obejmuje także wszelkie prace pomocnicze i przygotowawcze – i trwa on aż do pełnego zakończenia prac albo ich całkowitego zaniechania. Co istotne, do tego okresu zalicza się także wszystkie ewentualne przerwy, np. sezonowe, związane z warunkami atmosferycznymi, względnie spowodowane czynnikami technicznymi.
Danina w obu krajach
Dlaczego te definicje i powiązane z nimi problemy są takie ważne? Dlatego, że w praktyce zdarza się właśnie to, czego obawia się czytelnik i urzędnicy obu krajów potrafią odmiennie ocenić, czy powstał zakład. Dla polskiego przedsiębiorcy walka z zagranicznym fiskusem może być zbyt dużym problemem (choć jeśli to on popełnił błąd, może być to najlepsze wyjście). Nie lepiej będzie w naszym kraju, gdzie urzędnicy wcale nie muszą zmienić zdania, a przedsiębiorcy nie pomogą wnioski o interpretację indywidualną czy nawet spór sądowy. Przekonał się o tym np. właściciel firmy budowlanej, który realizował inwestycję w Finlandii. Tamtejsi urzędnicy uznali, że powinien zapłacić podatek, bo w ich kraju powstał zakład. Innego zdania byli polscy urzędnicy, którzy uznali, że o powstaniu takiej stałej placówki nie ma mowy. Sprawa trafiła aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał (sygn. akt II FSK 1300/12), że błąd zagranicznego fiskusa nie zwalnia od obowiązku zapłaty podatku w naszym kraju.
Czasochłonna procedura
We wskazanym wyroku NSA sam zasugerował wyjście lepsze (choć niewiele). Chodzi o wszczęcie odformalizowanej procedury wzajemnego porozumiewania się między państwami. Jej pozytywny wynik mógłby stanowić podstawę do wznowienia postępowania – przypomniał sąd kasacyjny. Jak się do tego zabrać? Dokumenty należy wysłać na adres: Ministerstwo Finansów, departament podatków dochodowych, ul. Świętokrzyska 12, 00-916 Warszawa. We wniosku trzeba przedstawić stan faktyczny sprawy oraz wyjaśnić, dlaczego nastąpiło naruszenie przepisów umowy. Należy także dołączyć dokumenty potwierdzające jego stanowisko (najważniejsze są rozliczenia podatkowe wystawione przez zagranicznego fiskusa oraz korespondencja przetłumaczona na polski). Niestety jest to rozwiązanie czasochłonne. Modelowa Konwencja OECD nakazuje, aby procedura została zakończona w ciągu dwóch lat. W praktyce jednak w większości umów zawartych przez Polskę nie wskazano terminu, więc może trwać dłużej. Co więcej procedura nie jest stosowana często (choć polskie firmy i tak są z prymusami w tym zakresie). Mało wniosków jest też rozstrzyganych korzystnie. Problem zauważyła OECD, która chce, aby kraje wypracowały minimalny standard odnośnie do tej procedury, tak aby stała się ona łatwo dostępna i szybka. 7 czerwca 2015 r. Polska zobowiązała się do wdrożenia tych zmian.
Uwaga na przeprowadzki
Podwójne opodatkowanie często dotyka też podatników, którzy w trakcie roku zmieniają miejsce stałego zamieszkania i wracają do Polski bądź z niej emigrują. Jeśli fiskus z jednego kraju nie dowie się, że przestali oni być rezydentami podatkowymi, to nadal będzie od nich żądał daniny. Jednocześnie PIT od wszystkich dochodów będą chcieli także urzędnicy państwa, gdzie podatnik osiadł na stałe. Jeśli nie chce płacić podwójnej daniny, to powinien poprosić w kraju, gdzie zamieszkał, o wydanie certyfikatu rezydencji i następnie przedstawić go administracji fiskalnej poprzedniego państwa. To powinno rozstrzygnąć jego problemy znacznie efektywniej niż te czytelnika z firmą budowlaną.
Podstawa prawna
Art. 23 ust. 1 Konwencji z 8 czerwca 2009 r. między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Finlandii w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu (Dz.U. z 2010 r. nr 37, poz. 205). Art. 240 ust. 1 pkt 10 ordynacji podatkowej z 29 sierpnia 1997 r. (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 613).