Liczy się nie tytuł pisma, ale jego sens – uznał Naczelny Sąd Administracyjny. I nakazał rozpatrzyć „skargę reklamacyjną” jako zażalenie na czynności egzekucyjne
Chodziło o mężczyznę, który nie zapłacił mandatu. Naczelnik urzędu skarbowego jako organ egzekucyjny potrącił należną kwotę z wypłacanej zainteresowanemu renty. Ten zorientował się jednak, że jego dochody są na tyle niskie, iż nie podlegają egzekucji. Postanowił odzyskać pobrane przez fiskusa pieniądze. Nadał na poczcie pismo do urzędu skarbowego. Zatytułował je „skarga reklamacyjna” i zażądał zwrotu bezprawnie wyegzekwowanych 105,80 zł.
Reklama
Naczelnik przez trzy miesiące zastanawiał się nad odpowiedzią. Ostatecznie odmówił wszczęcia postępowania. Stwierdził, że ustawa o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 1619 ze zm.) nie przewiduje rozstrzygania przez organ egzekucyjny wniosków o zwrot wyegzekwowanej kwoty. – Zwrot jest tylko czynnością techniczną – wyjaśnił. Jego stanowisko potwierdził dyrektor Izby Skarbowej w Lublinie.
Mężczyzna wygrał jednak przed WSA w Lublinie. Sąd nakazał organom, by rozpatrzyły „skargę reklamacyjną”, traktując ją jako zażalenie na czynności egzekucyjne. Uznał, że żądając zwrotu pobranej kwoty podatnik de facto zarzucił urzędnikom bezprawne działanie. Innymi słowy – zakwestionował zgodność egzekucji z prawem. Dlatego jego wniosek należy rozumieć jako skargę na czynności egzekucyjne – stwierdził WSA.
Tak samo orzekł NSA. Wyjaśnił przy tym podatnikowi, że nie może zasądzić na jego rzecz zwrotu potrąconej kwoty ani zadośćuczynienia. Może natomiast nakazać organom rozpatrzenie skargi – co uczynił.
ORZECZNICTWO
Wyrok NSA z 8 września 2015 r., sygn. akt II FSK 2015/13. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia