Jeszcze jednak na studiach pojawiły się wątpliwości dotyczące wybiórczej moralności fiskusa – uczciwie zarabiającego należy złupić i zabrać mu część zysku (ups, przepraszam! – miało być opodatkować...), a bandycie czy oszustowi zostawić całość, bo jego pieniądze są brudne.
Zasadę wyłączającą z PIT przychody wynikające z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, fiskus od zawsze traktował zresztą dość szczególnie. Jeżeli organ podatkowy stwierdził, że ktoś wydaje za dużo (a w każdym razie dużo więcej niż zarabia), to wymierzał mu po prostu sankcyjny podatek w wysokości 75 proc. nadmiernych wydatków i zbytnio się nie zagłębiał w to, z jakiego źródła pochodziły pieniądze. Część podatników próbowała twierdzić, że pieniądze pochodziły z nierządu (czynność, która nie może być przedmiotem prawnie skutecznej umowy). Tu był jednak problem w sądzie, bo poszczególne składy sędziowskie albo domagały się dowodów nierządu – samo okazanie paszportu z adnotacjami o przekraczaniu granicy było niewystarczające (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego – Ośrodek Zamiejscowy w Szczecinie z 24 lutego 1999 r., sygn. akt SA/Sz 1980/97).