To opowieść snuta od kilku lat przez ludzi dzierżących dziś stery władzy. Jak w każdym micie, tak i tu wątki realne przeplatają się z fantazjami. Owe 250 mld to proste zsumowanie szacunków luki w VAT, z dużym zaokrągleniem. Tak naprawdę dziś już chyba nikt nie pamięta, skąd się to wzięło: czy z eksperckich opracowań firmy doradczej PwC, czy z raportów Fundacji CASE przygotowywanych dla Komisji Europejskiej. Liczba żyje już własnym życiem i karmi się ludzką niewiedzą co do charakteru samej luki w VAT, która nie jest przecież tylko efektem przestępstw. Wielkość luki ma zwykle związek z koniunkturą gospodarczą i częściowo może być ona skutkiem np. upadłości firm. Mit o zabraniu mafiom z tego punktu widzenia jest więc propagandowym chwytem, podobnie jak działalność tzw. komisji vatowskiej w Sejmie poprzedniej kadencji, która miała wszystko wyjaśnić, a wyjaśniła niewiele.
Ale „kłamstwo vatowskie”, o którym opowieść buduje właśnie dzisiejsza opozycja, wcale nie jest lepsze. Tu z kolei szermuje się statystykami stwierdzonych zaległości w VAT, których rząd rzekomo nie jest w stanie odzyskać od złodziei. Pierwsza uwaga: zaległości musiały rosnąć w miarę zagęszczania podatkowego sita, bo służby skarbowe miały coraz więcej ustaleń. Fakt, samo stwierdzenie zaległości to trochę mało, ale jednak poprzednicy obecnej władzy też nie mają na tym polu zbyt wielu sukcesów. Za to zatrzymanie działania karuzeli VAT, z którego potem wynika stwierdzenie zaległości, ma znaczenie, bo sprawia, że to, co z budżetu mogło wypłynąć pod postacią nienależnie pobranego zwrotu, teraz w nim zostaje. W tym sensie narzędzia, jakimi dysponuje MF, działają, pieniędzy z VAT-u jest sporo, relatywnie więcej biorąc pod uwagę stan koniunktury, niż było jeszcze 5–6 lat temu. Egzekwowanie należności od karuzel jest bardzo trudne, bo wpadają głównie „słupy”, na które są porejestrowane fikcyjne firmy, a puste faktury dokumentują transakcje, których nie było. Co ludzie mówiący dziś o „kłamstwie vatowskim” powinni wiedzieć.
Co to wszystko oznacza? Zrobienie z luki vatowskiej politycznej maczugi do okładania przeciwników dezawuuje ją jako miernik skuteczności systemu podatkowego. Jak w przypadku każdego prostego narzędzia – a maczuga takim przecież jest – ozdoby nie mają znaczenia, tak i w debacie o VAT nikt nie przejmuje się już niuansami. Metodologia? Fakty? Kto by tam zawracał sobie tym głowę, gdy liczy się tylko polityczna walka. Obie strony prezentują przy tym podobny poziom zaangażowania i są równie subtelne w wywijaniu tą vatowską maczugą, dość oszczędnie gospodarując prawdą.
Ile wynosiła luka w VAT