W pierwszym przypadku problem polega na tym, że podatnicy muszą zaliczyć do przychodu całość odszkodowania wypłaconego z polisy autocasco, nawet jeżeli wcześniej ujęli w kosztach tylko 75 proc. wydatków na naprawy powypadkowe.

Problem ten związany jest z przepisami obowiązującymi od 2019 r. O wszystkich zmianach w PIT i CIT dotyczących aut osobowych, które weszły w życie 1 stycznia 2019 r. mówiłam w jednym z wcześniejszych podcastów.

W przypadku, który omawiam teraz - ważna jest jedna. Chodzi o to, że jeżeli samochód jest wykorzystywany do celów mieszanych, czyli zarówno służbowych, jak i prywatnych, to od przychodów odlicza się tylko 75 proc. kosztów związanych z używaniem auta.

➡️ Słuchaj podcastów DGPtalk: Obiektywnie o Biznesie:
Spotify http://prawna.pl/spotify
iTunes Podcast http://prawna.pl/itunes
Google Podcast http://prawna.pl/google
Strona DGPtalk https://podcast.gazetaprawna.pl

Takim kosztem są właśnie naprawy powypadkowe.

Na marginesie wspomnę tylko, że nadal kosztem podatkowym nie są wydatki na powypadkowy remont, jeżeli samochód nie był objęty ubezpieczeniem dobrowolnym. Te przepisy pozostały niezmienione. To też powoduje, że firmy dbają o to, aby samochody miały takie ubezpieczenie.

Jest jednak inny problem. Fiskus uważa, że otrzymane od ubezpieczyciela odszkodowanie autocasco związane z naprawami powypadkowymi zalicza się do przychodów w całości – nawet jeżeli dotyczy ono auta użytkowanego do celów mieszanych.

Wprawdzie w ustawach o podatku dochodowym jest przepis, zgodnie z którym do przychodów nie zalicza się zwróconych wydatków niezaliczonych do kosztów uzyskania przychodów, ale fiskus uważa, że nie ma on zastosowania w tym przypadku.

Twierdzi bowiem, że kwota, którą otrzymuje podatnik nie jest zwrotem wydatków niezaliczonych do kosztów podatkowych, ale odszkodowaniem uzyskanym w ramach zawartej umowy autocasco.

Co więcej jego zdaniem nie ma znaczenia, że zgodnie z umową zawartą z ubezpieczycielem wysokość odszkodowania może stanowić równowartość kwoty poniesionej na naprawę samochodu.

Mam dla podatników jeszcze jedną złą wiadomość. Taką interpretację – niekorzystną dla nich – podzielił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku wydanym 19 listopada 2019 r. Uznał on, że „wydatek zwrócony”, o którym mowa we wspomnianym przeze mnie przepisie, to wydatek ten sam, a nie taki sam. Sąd wyjaśnił, że uzyskana przez podatnika kwota od ubezpieczyciela tylko odpowiada wartości poniesionego wydatku, lecz nie stanowi jego zwrotu.

To oznacza, że podatnik musi wykazać w swoim rozliczeniu dochód do opodatkowania stanowiącego różnicę pomiędzy kwotą otrzymaną od ubezpieczyciela (przychodem) a kwotą stanowiącą 75 proc. poniesionych wydatków (kosztami uzyskania przychodów).


Jeżeli ubezpieczyciel oddaje tyle ile przedsiębiorca wydał na naprawy– to opodatkować trzeba 25 proc. otrzymanego odszkodowania.

To trochę zaskakujące – bo w praktyce podatnik żadnego przychodu nie uzyskuje.
Wyrok na razie jest nieprawomocny.

Niewykluczone, że sprawą teraz zajmie się Naczelny Sąd Administracyjny. Mam nadzieje, że NSA podejdzie inaczej do sprawy i spojrzy na praktyczny wymiar otrzymywanych od ubezpieczyciela pieniędzy. W rzeczywistości bowiem stanowią one taki zwrot.

Przejdę teraz do kolejnego zagadnienia czyli do ryczałtu od aut. Chodzi o to, że jeżeli pracownik użytkuje służbowe auto po godzinach pracy, to firma dolicza do pensji kwoty ryczałtu. W przypadku aut o pojemności do 1,6 litra jest to 250 zł miesięcznie, przy większej pojemności – 400 zł.

Przepisy w tym zakresie obowiązują od kilku lat i miały zakończyć problem z wyliczaniem przychodu pracownika za korzystanie z służbowego auta do celów prywatnych. I zakończyły.
Powstał jednak kolejny - czy kwota odpowiednio 250 zł i 400 zł – zawiera w sobie koszty paliwa. Od początku fiskus twierdził, że nie. Tego stanowiska nie podziela Naczelny Sąd Administracyjny.

Mimo jednak że NSA konsekwentnie orzeka na korzyść pracowników, to fiskus nie zmienił zdania.

Dyrektor Krajowej Administracji Skarbowej wydaje interpretacje korzystne dla podatników tylko, jeżeli w danej sprawie zapadł już wyrok NSA. I takie interpretacje pojawiają się w bazie Ministerstwa Finansów cały czas. Ostatnia, którą znalazłam jest z 7 listopada 2019 r.

Jeśli sprawa nie była przedmiotem sądowego rozstrzygnięcia, podatnik nie może liczyć na pozytywną odpowiedź.

Mam jednak nadzieję, że wkrótce dyrektor KIS zmieni swoją wykładnię.

Na razie jednak, aby firma była bezpieczna, nie doliczając przychodu za paliwo wykorzystane do jazd prywatnych – musi iść do sądu.

Jest też jeszcze jedno rozwiązanie – można zapisać w regulaminie, że do jazd prywatnych pracownik musi tankować paliwo we własnym zakresie. Oczywiście nie można pozostać przy zapisie – musi to być praktyką. W takim przypadku – pracownik, który tankuje podczas urlopu lub w weekendy powinien płacić z własnej kieszeni. Ale pytanie – czy to wystarczy. Co jeżeli w tygodniu podatnik jeździ również prywatnie.