Jeśli prezes spółki z o.o. chce uniknąć odpowiedzialności za jej zaległości podatkowe, musi złożyć wniosek o jej upadłość, nawet gdy firma ma aktywa, ale nie płaci zobowiązań – wynika z wyroków WSA.
Oba wyroki WSA w Warszawie dotyczyły członków zarządu, na których fiskus chciał przenieść odpowiedzialność za zaległości spółki kapitałowej. Zasadniczo jest to możliwe, gdy zaległość powstała w czasie pełnienia funkcji członka zarządu, a egzekucja z majątku spółki okazała się bezskuteczna.
Członek zarządu może uwolnić się od odpowiedzialności, jeżeli we właściwym terminie złoży wniosek o ogłoszenie upadłości albo dowiedzie, że nie został on złożony na czas bez jego winy, bądź też wskaże majątek spółki, z którego zostaną zaspokojone żądania fiskusa.
Reklama
Jedna zaległość
W pierwszej sprawie spór toczył się o to, kiedy wniosek o upadłość powinien zostać złożony – czy wystarczającą przesłanką jest nieuregulowanie przez spółkę choćby jednego zobowiązania. Chodziło o zaliczki na PIT, które nie trafiły w lutym na konto urzędu skarbowego. Fiskus uznał, że był to już właściwy moment na złożenie wniosku.

Reklama
Innego zdania był prezes. Złożył on wniosek o upadłość w lipcu, ale – jak przekonywał – i tak działał zapobiegawczo, bo w tym momencie spółka miała aktywa warte 1,2 mln zł (co potwierdził syndyk), a jej zaległości względem urzędu skarbowego wynosiły 650 tys. zł.
Urzędnicy uważali jednak, że wniosek był spóźniony. Wyjaśnili, że nieregulowanie zobowiązań jest odrębną przesłanką ogłoszenia upadłości, niezależną od stanu majątku. Słowem, kto chce uniknąć odpowiedzialności, ten powinien złożyć wniosek już wtedy, gdy spółka zalega z jakąkolwiek płatnością. I to nawet wtedy, gdy ma tylko jednego wierzyciela.
WSA w Warszawie uznał, że rację w tym sporze ma fiskus. – Wniosek o upadłość był spóźniony – stwierdził sędzia Waldemar Śledzik. Potwierdził, że przesłanką ogłoszenia upadłości jest nieregulowanie zobowiązań.
Tylko adres
W drugiej sprawie chodziło o CIT, a właściwie o odsetki za jego nieterminową zapłatę, bo sam podatek udało się wyegzekwować z majątku spółki. Jej prezes w ogóle nie złożyła wniosku o upadłość. Tłumaczyła, że nie wiedziała, iż sytuacja spółki jest zła, bo bilansowo wyglądała dobrze. Przekonywała także, że do niezłożenia wniosku o upadłość nie doszło z jej winy. W tym czasie bowiem była w zagrożonej ciąży i nie interesowała się zbytnio sprawami spółki. Twierdziła też, że wskazała majątek spółki, z którego fiskus może ściągnąć zaległości.
Fiskus to podważył. Stwierdził, że wskazany przez nią majątek był tylko na papierze, wynikał z ksiąg rachunkowych i ewidencji, ale w rzeczywistości pod wskazanym adresem go nie było. Ponadto uznał, że skoro kobieta nie mogła zajmować się sprawami spółki, to powinna była zrezygnować z funkcji prezesa.
Podatniczka przegrała też w warszawskim sądzie. WSA stwierdził, że samo wskazanie aktywów w księgach nie pozwala uwolnić się od odpowiedzialności, skoro w rzeczywistości majątku nie ma.
ORZECZNICTWO
Wyroki WSA w Warszawie z 23 marca 2018 r., sygn. akt III SA/Wa 1136/17, III SA/Wa 1359/17.