Takie czasy, że nie wystarczy już interpretacja indywidualna ani ogólna, że o samym przepisie nie wspomnę. Uchwalone przez Sejm prawo to zaczyn, z którego minister finansów bądź szef Krajowej Administracji Skarbowej zaczynają dopiero wyrabiać ciasto. Czasem wyjdzie z tego znośny piernik. Częściej niestety zakalec. Najrzadziej wyrasta puszysta baba.
I jest jak w typowej cukierni – kto zapłaci więcej, ten nie będzie żałował. Kto nic nie wysupła, obejdzie się smakiem.
Przykładów aż nadto. Tydzień temu pisałam o dwukrotnych już – w ciągu zaledwie miesiąca – wyjaśnieniach do nowelizacji, która weszła w życie od 1 stycznia 2018 r., a dotyczy 50-proc. kosztów uzyskania przychodów. Wyjaśnienia niczego nie tłumaczą, wręcz przeciwnie, czynią jeszcze większy zamęt i ostatecznie odsyłają do... ministra kultury i dziedzictwa narodowego.