Ulga na złe długi w PIT i CIT nie zagwarantuje wpływów do budżetu, nie spełni też funkcji pozafiskalnych. Nie wiadomo, po co rząd chce ją przywrócić - mówi w wywiadzie dla DGP dr Jacek Drosik doradca podatkowy w Ślązak, Zapiór i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych.
Dr Jacek Drosik doradca podatkowy w Ślązak, Zapiór i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Zaprezentowany niedawno przez ministra rozwoju i finansów projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym zakłada wprowadzenie od 2018 r. w podatkach dochodowych ulgi na złe długi. Jednak procedura ta nie jest całkiem nowa...

Reklama
Tak. W latach 2013–2016 obowiązywała już w przepisach ustawy o podatku dochodowym podobna ulga i została poddana dogłębnej krytyce. Mimo to rząd planuje powrót do tej, jak się wydaje, bardzo kontrowersyjnej instytucji prawnej.
Dlaczego tamta ulga była krytykowana?
Nie spełniała swojej funkcji. Po pierwsze łatwo było ją ominąć. Przykładowo dłużnik mógł np. poprzez umowę odnowienia uchronić się przed skutkami ulgi, tzn. nie korygować kosztów. Po drugie w latach 2013–2016 zdarzało się, że podatnik nie płacił długów, co powodowało wyksięgowanie kosztów. Wskutek tego dłużnik będąc jednocześnie podatnikiem podatku dochodowego w podatkowej księdze przychodów i rozchodów wykazywał dochód, choć faktycznie miał stratę. Na taki wirtualny dochód otrzymywał kredyt. Z kolei bank w związku z tym kredytem uzyskiwał po pewnym czasie prawo do odpisania wierzytelności nieściągalnej.
Czy projektowana ulga jest pozbawiona tych mankamentów?
W mojej ocenie nie. Różnica polega jedynie na tym, że teraz nie ma obowiązku korekty kosztów, a jest konieczność zwiększenia podstawy opodatkowania (a więc dochodu). Arytmetycznie efekt będzie taki sam, jak przy poprzednio obowiązującej uldze.
Ale przecież dłużnik będzie musiał zapłacić, a jeśli tego nie zrobi, to będzie musiał zwiększyć podstawę opodatkowania (dochód) lub zmniejszyć stratę. To chyba dobrze?
No właśnie nie jestem do końca przekonany, że tak się stanie. W mojej ocenie nowa ulga nie spełni oczekiwań. Nie będzie miała skutku fiskalnego, ponieważ obowiązek korekty dochodu „in plus” przez dłużnika zostanie zneutralizowany korektą dochodów „in minus” wierzyciela. Co do funkcji niefiskalnych – również nie zostaną osiągnięte (wskazują na to doświadczenia z lat 2013–2016). Jeżeli dłużnik nie płaci długu w terminie 120 dni, to można założyć, że znalazł się w trudnej sytuacji. Tym bardziej nie będzie miał pieniędzy na zapłatę dodatkowego zobowiązania, a ulga na złe długi jeszcze pogorszy i tak trudną sytuację, w której prawdopodobnie się znalazł. Nie można zakładać, że dłużnicy nie wykonują swych zobowiązań ze złej woli.
Skoro projekt ustawy wprowadza dla dłużników obowiązek korekty dochodu, to zapewne będą też kary za jego niewypełnienie. Jakie to sankcje?
Projekt nie przewiduje kar, niemniej nakłada na dłużnika obowiązek powiększenia podstawy opodatkowania po upływie 120. dnia od upływu terminu płatności. Jeżeli dłużnik tego nie uczyni, narazi się na wszczęcie postępowania karnego skarbowego z art. 61 kodeksu karnego skarbowego, tj. z powodu wadliwego prowadzenia ksiąg, oraz z art. 56 tej ustawy, czyli zatajenia przed organem podatkowym obowiązku dokonania korekty (poprzez niezłożenie deklaracji korygującej).
Czyli sankcje są. Może więc lepiej zapłacić należność?
Oczywiście. Tylko czy podatnika będzie na to stać? Z tego punktu widzenia ulga na złe długi w mojej ocenie jest o wiele mniej humanitarną instytucją niż egzekucja administracyjna. W toku postępowania egzekucyjnego należy uszanować minimum egzystencji podatnika. Tymczasem ulga na złe długi nie ma związku z jego losem.
Czy procedura ma polegać na tym, że wierzyciel, korzystając z nowej ulgi na złe długi, wskazuje od razu dłużnika, który nie zapłacił – i wtedy fiskus sprawdza, czy ten dłużnik zwiększył dochód lub zmniejszył stratę, a jeśli nie, to kara z KKS? Wiadomo, że wierzyciele będą z tego korzystać, bo to dla nich wygodne rozwiązanie. Ale czy dłużnicy zostaną złapani w pułapkę bez wyjścia?
To nie wynika z ogłoszonego projektu ustawy, ale w mojej ocenie nie było takiej potrzeby. Obowiązek taki wypływa z już obowiązujących przepisów ustawy o podatku od towarów i usług. Zresztą organ podatkowy zauważy u wierzyciela zmniejszenie podstawy opodatkowania spowodowane rozliczeniem ulgi na złe długi dzięki danym pochodzącym z jednolitego pliku kontrolnego. Porównanie danych przesłanych przez dłużnika pozwoli organowi zorientować się, czy wywiązał się z obowiązku podwyższenia podstawy opodatkowania (albo zmniejszenia straty).
Czy można się obawiać, że dłużnicy, zmuszeni do uregulowania podatku, będą chcieli zrekompensować to sobie podwyżką cen swoich wyrobów?
Z pewnością. Wyższe podatki to niższy zysk. O tym jednak, czy taka możliwość istnieje, zdecyduje rynek. Podatnik może podnosić ceny oferowanych towarów lub świadczonych usług, ale nie w nieskończoność. Jeżeli jego problemy nie wynikają z niskiej rentowności, lecz braku płynności, dodatkowe zobowiązanie spowodowane koniecznością zwiększenia dochodu może być dla niego ciężarem nie do udźwignięcia.
A co dla wierzycieli oznacza wprowadzenie tej ulgi? Przecież obecnie mogą już skorzystać z ulgi na nieściągalne wierzytelności?
Z punktu widzenia prawa podatkowego ulga uprości wierzycielom możliwość odzyskania podatku zapłaconego wcześniej z tytułu wierzytelności, która nie została uregulowana przez dłużnika. Dotychczas wierzyciel musiał czekać, aż wierzytelność będzie mogła zostać uznana za nieściągalną.
Która z tych procedur jest dla wierzycieli korzystniejsza?
Obie zapewniają ten sam efekt – obniżenie dochodu do opodatkowania, przy czym ulga na złe długi nie będzie wymagała podjęcia przez wierzyciela żadnych działań w celu odzyskania należnych mu od dłużnika kwot. Będzie więc łatwiejsza w zastosowaniu. Uznanie wierzytelności za nieściągalną wymaga sporządzenia przynajmniej protokołu oszacowującego przewidywane koszty procesowe i egzekucyjne związane z dochodzeniem wierzytelności. Ulga na złe długi wymaga tylko upływu 120. dnia od terminu płatności.
Czy zatem jest sens utrzymywania obu ulg?
W mojej ocenie dwie ulgi są niepotrzebne, mogą nawet wywołać efekt odwrotny do zamierzonego. Obecnie wierzyciel powinien podjąć kroki zmierzające do odzyskania wierzytelności na drodze cywilnej. Po ponownym wprowadzeniu do ustaw o podatku dochodowym ulgi na złe długi takiej motywacji już nie będzie miał. Ogranicza się ona wszak wyłącznie do odzyskania podatku zapłaconego z tytułu powstania wierzytelności, jak się okazało później, nieściągalnej. Innymi słowy podatnik nie mogąc odzyskać całej kwoty wierzytelności, otrzyma należny od niej podatek (w uproszczeniu 19 proc. jej wartości). Ulga na złe długi pozwoli wprawdzie na jego odzyskanie, ale zniweluje cel przyświecający regulacjom dotyczącym możliwości odpisania w koszty wierzytelności nieściągalnych. W mojej ocenie to wewnętrzna sprzeczność, która nie powinna mieć miejsca.