Izba Zbożowo-Paszowa przygotowuje w tej sprawie oficjalne wystąpienie do ministra finansów. – Chcemy zaapelować o zdecydowane kroki, bo budżet tylko z powodu oszustw na rynku śruty sojowej traci 100 mln zł rocznie – mówi Anna Zymerman, sekretarz generalny izby.

Marcin Ginel, ekspert z firmy doradczej PwC, uważa, że poziom wyłudzeń jest nawet większy, jeśli wziąć pod uwagę także inne produkty rolnicze.

Teraz śruta

Patologia dotyczy nie tylko oleju rzepakowego, ale także obrotu śrutą sojową. – Za popularnością śruty stoi zarówno ogromne zapotrzebowanie na nią (jest to składnik paszy wykorzystywany w większości gospodarstw rolnych), jak i to, że można ją szybko upłynnić – tłumaczy Stefan Majerowski, menedżer w dziale doradztwa podatkowego w EY.

Zaczęło się od ofert przywozu śruty z portów niemieckich po bardzo niskich cenach. Kierowane były one najpierw do klientów z Wielkopolski, ale potem coraz częściej do tych z północnych regionów województwa mazowieckiego (okolice Żuromina i Sierpca) oraz Podlasia.

– Po wewnątrzwspólnotowym nabyciu towarów przez słupa śruta jest przepuszczana przez karuzelę, w której zostaje wyłudzony VAT. Oszuści zakładają w tym celu nawet kilkanaście firm, które mają posłużyć do wydłużenia łańcucha dostaw towaru i utrudnienia kontroli. Ostatnim jej ogniwem staje się uczciwy podmiot, który nabywa śrutę od oszusta i z tego tytułu odlicza VAT naliczony. Oszuści nie odprowadzają podatku należnego i wprowadzają na rynek towar tańszy o 10–15 proc. od ceny rynkowej (różnica do 23 proc. stanowi „marżę” przestępcy) – wyjaśnia ekspert EY.

Na jeszcze inny schemat działania przestępców wskazuje Marcin Ginel. Oszuści przekonują dostawców śruty, że nabywany towar będzie wykorzystywany na potrzeby prowadzonej przez nich działalności rolniczej. Dołączają oświadczenia, które powinny umożliwić stosowanie dla takiej transakcji obniżonej stawki VAT. Następnie jednak śruta jest sprzedawana przez przestępców kolejnym kontrahentom – już według stawki podstawowej. Zarobek na różnicy stawek jest więc znaczący – przyznaje ekspert PwC.

Jego zdaniem wyobraźnia przestępców jest nieograniczona i wkrótce ten sam problem może dotyczyć śruty słonecznikowej oraz warzyw i owoców o długim okresie składowania.

Zaczęło się od oleju

Na rynku oleju rzepakowego problem oszustw jest na tyle duży, że już w maju 2016 r. resorty finansów i rozwoju wystosowały do przedsiębiorców list ostrzegawczy. Apelowano o szczególną ostrożność, bo tylko ona pozwala uniknąć konsekwencji podatkowych związanych z handlem z oszustami.

Przestępcy najczęściej okradają budżet państwa „na znikającego podatnika”. Taki podmiot nie odprowadza należnego podatku do budżetu, a jednocześnie tworzy formalne podstawy do żądania jego zwrotu na dalszym etapie. To zaś pozwala na oferowanie towarów po niższej cenie. Zdaniem obu resortów popularność rynku obrotu olejem rzepakowym wśród oszustów jest związana z tym, że wykorzystuje się go jako surowiec w produkcji biodiesla.

Przykłady oszustw

Przykłady oszustw

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Uwagę urzędników przykuwa zazwyczaj brak faktur dokumentujących transakcję. – Ale nawet gdy są one w absolutnym porządku, podejrzliwość wzbudza zbyt niska cena towarzysząca transakcji – wyjaśnia ekspert PwC.

Fiskus ją kwestionuje, co może się wiązać z obowiązkiem dopłaty nieodprowadzonego wcześniej podatku wraz z odsetkami. Konieczność ta spada na nabywcę, jako że sprzedający znika z rynku – wskazuje Marcin Ginel.

W jego przekonaniu dotychczasowe sposoby walki resortu finansów z oszustami nie są wystarczające. Ekspert przypomina, że niektóre kraje, np. Bułgaria, Słowacja czy Węgry, z uwagi na olbrzymi poziom wyłudzeń wprowadziły dla handlu zbożem tzw. mechanizm odwrotnego obciążenia, w którym to nabywca, a nie sprzedawca rozlicza VAT. – W krótkiej perspektywie przekłada się to zazwyczaj na zmniejszenie strat budżetu, ale jest to działanie doraźne. Skutek jest bowiem taki, że przestępcy uciekają z jednego sektora gospodarki do drugiego – zauważa Marcin Ginel.

Jako przykład podaje objęcie w Polsce odwrotnym obciążeniem branż elektronicznej i stalowej. W efekcie oszuści zaczęli w większym stopniu wyłudzać VAT w handlu produktami spożywczymi.

Zdaniem eksperta EY lepsze skutki przyniosłoby zapowiadane utworzenie centralnej bazy faktur oraz porzucony na razie mechanizm podzielonej płatności (z ang. split payment), w którym nabywca uiszcza część ceny odpowiadającą wartości podatku na dedykowane do rozliczeń VAT konto bankowe sprzedającego. 

Na co powinien zwrócić uwagę nabywca śruty sojowej:

1. Towar jest oferowany poniżej jego ceny rynkowej. W Polsce ceny śruty kształtowane są głównie przez importerów i wynikają z notowań giełdy CBOT w Chicago. Dystrybutorzy, którzy legalnie ją odkupują, sprzedają towar dalej, narzucając marżę w wysokości kilku złotych na tonie. Jeśli cena oferowana przez dystrybutora jest niższa od rynkowej o ok. 30 zł na tonie, można przypuszczać, że towar jest przedmiotem przestępstwa.

2. Pochodzenie śruty. Kupowanie śruty w Hamburgu czy Magdeburgu i sprzedawanie jej w Polsce jest nieopłacalne chociażby z uwagi na stawki transportowe. Taniej można ją kupić w porcie w Gdyni.

3. Miejsce załadunku śruty wewnątrz kraju. Opłaca się ją sprzedawać tylko z magazynów portowych. Na terenie Polski mogą funkcjonować wyłącznie dziuple – magazyny przestępców.

4. Śrutę oferują bardzo mało znane lub małe firmy. To rodzi podejrzenie, że są one wykorzystywane jako słupy.

5. Żądanie od odbiorcy zapłaty zaraz po rozładunku lub w bardzo krótkim czasie po nim.

6. Proponowanie takiej samej ceny za śrutę w całej Polsce, niezależnie od miejsca dostawy. Koszty dostawy mogą być pokrywane z wyłudzonego podatku.

Źródło: informacje firmy Agrolok sp. z o.o. – członka Izby Paszowo-Zbożowej

Polecany produkt: VAT w samorządach >>