Ministerstwo Finansów twierdzi, że z takiej obniżki skorzystałoby 90 proc. wszystkich podatników CIT. Oznaczałoby to jednak, że w Polsce zaledwie 10 proc. podmiotów płacących CIT ma przychody powyżej 1,2 mln euro brutto (czyli jeszcze przed odjęciem VAT), bo taki limit zaproponowało MF w projekcie. Netto oznaczałoby przychody rzędu 4,2–5 mln zł. Przy takiej skali działalności – jak pisaliśmy – bardziej opłaca się pozostać przy spółce osobowej i płacić PIT. To lepsze niż dwukrotne opodatkowanie w spółkach kapitałowych (CIT od spółki, a następnie jeszcze podatek od dywidendy).

Kto zatem skorzystałby na obniżce CIT? Oceniliśmy, że przede wszystkim spółki z o.o. tworzone głównie w celach optymalizacji podatkowej.

Co na to Rada Legislacyjna przy premierze? „Paradoksalnie, projektowane rozwiązanie będzie prowadzić do skutku odwrotnego niż deklarowany w projekcie. Może ono wprawdzie wspierać rozwój małych podatników, ale tylko do momentu, w którym przestaną oni spełniać kryteria małego podatnika. Stworzona zostanie w ten sposób bariera wzrostu przedsiębiorstwa, której osiągnięcie spowoduje zahamowanie wzrostu i podjęcie przez wspólników (akcjonariuszy) decyzji o utworzeniu nowej spółki spełniającej kryteria małego podatnika i to bez konieczności stawiania czoła ograniczeniom wymienionym w art. 19 ust. 1a; dotychczasowy podatnik może np. udostępnić swojej spółce siostrze mienie na podstawie umowy najmu lub dzierżawy, bez konieczności rozporządzania tym mieniem na rzecz nowej spółki” – czytamy w opinii Rady do projektu.

I jeszcze jedna uwaga: „Proponowane rozwiązanie, jakkolwiek korzystne dla grupy podatników (najprawdopodobniej nielicznej), jest trudne do obrony z punktu widzenia zasad równości opodatkowania oraz neutralności ekonomicznej systemu podatkowego rozumianej w ten sposób, że system podatkowy nie powinien wpływać na decyzje podatników co do struktury organizacyjnej prowadzenia działalności gospodarczej” .

Nic dodać, nic ująć.