To już pewne. W przyszłym roku wzrosną stawki podatku od nieruchomości. Z analizy projektów i uchwał rad największych miast wynika, że większość samorządów podniosła lub podniesie stawki o 4,2 proc. Radni chcą w ten sposób bronić się przed skutkami kryzysu. Na łamach „DGP” już ostrzegaliśmy przed takim scenariuszem.

Przykładowo Kraków podwyższa stawkę dla budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej o 1,97 zł za 1 mkw. powierzchni użytkowej. Stawka wyniesie więc 20,62 zł. Jest to i tak niższy poziom niż stawka maksymalna, ustalana przez ministra finansów, który określił ją na 21,94 zł.

Tradycyjnie stawki maksymalne dla firm uchwalili radni Warszawy, Poznania i Gdańska.

Krakowscy przedsiębiorcy od budynku o powierzchni 100 mkw. i 3-arowej działki zapłacą o 227 zł podatku więcej. W Łodzi od budynku firmowego o powierzchni 100 mkw. – o 113 zł więcej, a za budynek o powierzchni 500 mkw. przedsiębiorca będzie musiał wyłożyć aż o 565 zł więcej.

Podwyżki są spowodowane nie tylko kryzysem finansowym, lecz także malejącymi wpływami samorządów.

Doktor Bogumił Pahl, adiunkt w Katedrze Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, tłumaczy, że jest to o tyle ważne, że stawki podatku od nieruchomości od budynków należących do przedsiębiorców znacząco wpływają na kształt budżetów.

Podwyżek nie muszą obawiać się natomiast właściciele mieszkań i domów. Zmiany nie dotkną ich aż tak bardzo.

Stawki maksymalne dla mieszkań chcą wprowadzić Łódź i Białystok, a także Warszawa, Gdańsk i Poznań. Właściciele 70-metrowych mieszkań w Krakowie (wraz z udziałem w gruncie 20 mkw.) zapłacą o 7,8 zł więcej, w Warszawie o 4,3 zł. Jeśli mają też miejsce postojowe w garażu (12 mkw.), to w Krakowie będzie to dodatkowy wydatek w wysokości 4,5 zł, a w stolicy 7,2 zł. Dzięki tym podwyżkom do kasy Bydgoszczy ma wpłynąć o 14,5 mln zł więcej niż w tym roku. Podwyżki w Białymstoku mają przynieść wzrost dochodów o ok. 4 mln zł. Samorządy, które nie uchwaliły stawek maksymalnych pozbawiają się w ten sposób części wpływów podatkowych. Przykładowo, władze Łodzi obliczyły, że ubytek z powodu obniżenia stawek wyniesie aż 10 mln zł.