Chodzi o opodatkowanie sprzedaży towarów i usług przez internet, gdy dostawca nie jest obecny na terenie stanu, w którym doszło do świadczenia. Dziś amerykańskie sklepy funkcjonujące w sieci nie płacą podatku obrotowego (amerykański odpowiednik VAT), jeśli nie są obecne fizycznie na terenie danej autonomii. Uiszczają go tylko wtedy, gdy sprzedaż ma miejsce na terenie stanu, gdzie są obecne fizycznie.

– Mimo że mówimy o innych podatkach (w USA o obrotowym, a w Unii – dochodowym), to zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone próbują rozwiązać ten sam problem, czyli zaadresować kwestię prowadzenia działalności gospodarczej bez fizycznej obecności w państwie (stanie) odbiorcy towarów lub usług. Z pewnością wyrok Sądu Najwyższego USA może mieć istotny wpływ na kształt unijnych regulacji – komentuje Filip Majdowski, wicedyrektor departamentu systemu podatkowego w MF.

Problem Dakoty

W ubiegłym tygodniu odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie założonej przez Południową Dakotę bostońskiej firmy Wayfair, sprzedającej meble przez internet. – Nasz stan traci olbrzymie pieniądze, których potrzebujemy na edukację, służbę zdrowia i infrastrukturę. Cierpi również nasz mały biznes, który musi dyktować wyższe ceny ze względu na fizyczną obecność tutaj – argumentował prokurator generalny stanu Marty Jackley.

Jest to pokłosie prawa wprowadzonego przez Dakotę Południową w 2016 r. Stan ten postanowił opodatkować sprzedaż dokonywaną przez podmioty nieobecne fizycznie, próbując zmienić tym samym prawo. W 1992 r. bowiem Sąd Najwyższy USA orzekł, że władze Północnej Dakoty nie mogą wymagać podatku od sprzedaży, gdy sklep nie jest fizycznie obecny na terenie tego stanu.

Straciły 13,4 mld dol.

W USA podatek od sprzedaży towaru nakłada dany stan i to do jego budżetu trafiają zebrane pieniądze. Co więcej, możliwość określania podatku mają także lokalne autonomie, np. miasta i hrabstwa. Najwięcej daniny pobiera Luizjana, w której kupujący musi dopłacić ok. 10 proc. do ceny netto (do 5-proc. podatku stanowego dochodzi podatek lokalny w wysokości 4,98 proc.).

Z wyliczeń Government Accountability Office, czyli instytucji kontrolnej Kongresu Stanów Zjednoczonej, wynika, że w 2017 r. największe stany USA straciły na sprzedaży internetowej możliwość pobrania 13,4 mld dol. Ich cierpliwość się wyczerpała i uznały, że wyrok sprzed ćwierćwiecza przestał odpowiadać rzeczywistości.

Unijne koncepcje

Podobny problem próbuje uregulować Unia Europejska, tyle że w zakresie podatku dochodowego. Najkrócej mówiąc, chodzi o unikanie podatków przez firmy, które nie są fizycznie obecne na terenie danego kraju, takie jak np. Facebook czy Google. Są one zarejestrowane w Irlandii, gdzie stawka podatkowa jest jedną z niższych w Europie. W 2016 r. Facebook zapłacił w Dublinie 29,5 mln euro podatku od przychodów w wysokości 12,6 mld euro.

W marcu br. Komisja Europejska zaproponowała przejściowe rozwiązanie, by firmy technologiczne płaciły 3 proc. od przychodów brutto osiągniętych w unijnym państwie, w którym działają. Docelowo państwa członkowskie mają wynegocjować z krajami pozaunijnymi (np. z Chinami, USA, Kanadą) nową treść umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Celem jest wprowadzenie pojęcia wirtualnego zakładu, co oznaczałoby znaczącą cyfrową obecność w danym państwie. To umożliwiłoby opodatkowanie działalności na terenie danego kraju, mimo że firma nie jest w nim fizycznie obecna.

Są to jednak rozwiązania bardzo ogólne, których wdrożenie może potrwać nawet kilka lat. Dlatego wyrok Sądu Najwyższego USA mógłby być wskazówką dla europejskich ustawodawców.

Podobnie uważa Józef Banach, radca prawny, specjalista ds. międzynarodowego prawa podatkowego w InCor- pore. – Za oceanem o tego typu przepisach myślało się dużo wcześniej niż na Starym Kontynencie. Tamtejsi ustawodawcy i system sądownictwa są w powszechnej opinii krok przed nami, jeśli chodzi o te kwestie i dlatego Europa będzie szukać tam wzorców. Unia zresztą nie ukrywa tego, że czerpie z wiedzy amerykańskich kolegów, to naturalne, że uczymy się od bardziej doświadczonego partnera – mówi ekspert.

– Koncepcja wirtualnego zakładu po obu stronach Atlantyku jest z grubsza zbliżona, czyli oparta o wartość sprzedaży lub ilość transakcji. Ewentualne pozytywne rozstrzygnięcie przez Sąd Najwyższy USA dla stanu Południowej Dakoty może tylko utwierdzić, że kierunek obrany przez KE jest słuszny – uważa Filip Majdowski.

Unijny podatek cyfrowy pod ostrzałem USA

Jak wynika z informacji niemieckiego dziennika „Handelsblatt”, Stany Zjednoczone zagroziły złożeniem skargi przeciwko UE do Światowej Organizacji Handlu. Chodzi właśnie o europejskie plany wprowadzenia podatku od transakcji cyfrowych.

Przedstawiciele USA ostrzegali przed skutkami wprowadzenia nowej daniny także na ostatnim posiedzeniu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Mieli wtedy sugerować, że poprą chińskie plany opodatkowania tradycyjnych firm tam, gdzie osiągają one dochody, a nie gdzie mają siedzibę. To z kolei mogłoby mocno uderzyć w niemieckich eksporterów z landu Nadrenia Północna-Westfalia, którzy ogromną część zysków osiągają właśnie w Kraju Środka.

Presja Amerykanów okazuje się skuteczna, bo już wiadomo, że przedstawiciele Nadrenii Północnej-Westfalii stoją za wnioskiem złożonym w niemieckim parlamencie o rozważenie skutków „nowych sporów” o podatek cyfrowy jako szkodzących niemieckiej gospodarce. Padł nawet wniosek, aby Berlin wywarł presję na Komisję Europejską, by ta złagodziła swoje propozycje. 

Mariusz Szulc