Istnieje duże prawdopodobieństwo, że już w drugiej połowie przyszłego roku Ameryka znajdzie się na unijnej „czarnej liście podatkowej”. Oficjalnie i głośno nikt tego nie mówi, ale w kuluarach Komisji Europejskiej słychać o tym coraz częściej.
Oliwy do ognia dolał 15 maja Valere Moutarlier odpowiedzialny w Komisji Europejskiej za sprawy dotyczące podatków bezpośrednich.
Wdrożenie CRS
W trakcie przesłuchania przed komisją śledczą Parlamentu Europejskiego Taxe 3 (trzecia z kolei komisja zajmująca się konsekwencjami unijnych kryzysów podatkowych) przypomniał europosłom, że w czerwcu 2019 r. mija termin akceptacji i wdrożenia międzynarodowego standardu wymiany informacji, w skrócie CRS. Został on opracowany w 2014 r. przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, która sama określiła go jako koniec tajemnicy bankowej.
Reklama
Zdaniem niektórych ekspertów podatkowych Stanom Zjednoczonym nie śpieszy się z wdrożeniem CRS. Waszyngton zasłania się tym, że wystarczające są amerykańskie przepisy krajowe, tj. Foreign Account Tax Compliance Act, czyli słynna FATCA. – CRS powstał jednak jako odpowiedź na FATCĘ i ma od niej o wiele szerszy zakres – zauważają eksperci. Krajom i jurysdykcjom, które nie wdrożą CRS (UE ma ten krok za sobą), mogą grozić sankcje, łącznie z wpisaniem na listę „rajów podatkowych”. Zapytani przez DGP przedstawiciele biura prasowego KE unikają jednak jednoznacznych deklaracji. – Przegląd sytuacji pod kątem tego, czy dany kraj zasługuje na miejsce na liście, odbywa się raz w roku – podkreślają.

Reklama
Amerykański raj
Decyzję podejmuje Rada UE czyli w praktyce 28 państw o różnych interesach. – Będzie ona oparta bardziej na kryteriach politycznych, a nie rzeczywistości prawnej, trudno więc dziś cokolwiek przewidywać – komentuje Józef Banach, radca prawny w InCorpore Banach Szczypiński i Partnerzy.
Ekspert nie ma jednak wątpliwości, że Stany Zjednoczone od zawsze były „przyjazną jurysdykcją podatkową”. Wskazuje, że walka z klasycznie rozumianymi rajami podatkowymi spowodowała, że przedsiębiorcy zaczęli korzystać z rozwiązań, które oferują silne państwa.

– Być może nie są one tak tanie jak np. Panama, ale mają przecież inne zalety i zachęty – mówi Józef Banach. Przypomina, że amerykański stan Delaware od wielu lat był już synonimem legalnej optymalizacji podatkowej.

Jego słowa potwierdza najnowszy ranking państw, które najlepiej strzegą swoich tajemnic finansowych. Zdaniem jego autorów – czyli brytyjskiej organizacji pozarządowej Tax Justice Network – USA zasłużyły na drugie miejsce (za Szwajcarią, a przed Kajmanami). Dla porównania Polska zajęła 51. miejsce na 111 pozycji. W raporcie zbadano m.in. czy kraje podpisały z innymi państwami umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania i umowy o wymianie informacji w sprawach podatkowych, a także czy udostępniają dane dotyczące „rzeczywistych właścicieli” spółek oraz kont firmowych. Sprawdzono również, w jaki sposób walczą z praniem pieniędzy oraz jaka jest pozycja największych firm doradczych i banków inwestycyjnych itp.

Z dokumentu wynika, że tajemnica finansowa w USA ma się doskonale głównie przez brak wdrożenia CRS, a stany Delaware, Nevada i Wyoming są bliskie określenia jako raje podatkowe. Po czerwcu 2019 r. to one mogą przyciągnąć nierezydentów, którzy chcą ukryć majątek przed rodzimym fiskusem. Co więcej w latach 2015–2018 Stany Zjednoczone zwiększyły swój udział rynkowy w usługach finansowych „offshore” o 14 proc., a tamtejsi księgowi odpowiadają już za 22,3 proc. rynku.
FATCA niewystarczająca
Stany Zjednoczone wdrażały swoją ustawę FATCA stopniowo od 2010 r., a równolegle zawierały z innymi państwami, w tym z Polską, umowy (tzw. IGA) na temat jej wykonywania.
UE nie ma jednak wątpliwości, że ani FATCA, ani poszczególne IGA nie wystarczą. W raporcie eksperckim dla Parlamentu Europejskiego z 14 maja 2018 r. zwrócono uwagę, że poszczególne IGA powinny być renegocjowane, aby stały się zgodne z unijnym rozporządzeniem dotyczącym ochrony danych osobowych (RODO).
Co więcej, wbrew zapewnieniom USA pozycja obu sygnatariuszy umów nie jest taka sama. Stany Zjednoczone żądają więcej informacji od państw zagranicznych niż są same gotowe im przekazać. Czas więc, aby UE zaczęła nakłaniać USA do zmian.