W Polsce mamy na razie odwrotny problem – unikania podatków, czego ostatnim przykładem głośna sprawa Centrum Handlowego Ptak. Po opisaniu jej przez rzekomego blogera rozległy się głosy oburzenia i zdziwienia. Tak jakby nikt z nas nigdy nie zapłacił hydraulikowi „do ręki” albo przy remoncie mieszkania nie wybrał wariantu „bez rachunku”, czyli bez doliczonych 23 proc. VAT.

Czy naprawdę nikt, kto tak święcie oburza się na przekręty w Ptaku, nie słyszał, jak odbywa się tego rodzaju handel? Że oficjalnie kupuje się dwie sukienki i ciągle, na wypadek kontroli, ma się w sprzedaży jedną, a w miejsce drugiej, gdy znajdzie się kupiec, bierze się następną i następną, i następną? Że na fakturze ciągle są dwie sztuki, a w tym czasie obrót odbywa się kilkudziesięcioma lub nawet więcej?

Nie udawajmy, bo trąci to hipokryzją. Przede wszystkim wymagajmy działań od skarbówki. Od tego jest, na nią idą nasze pieniądze (mam na myśli płacących podatki).

Oczywiście zgadzam się, że należy uświadamiać i edukować. Ale nie łudźmy się, że jednym wpisem uda się zmienić naszą narodową mentalność. Na to trzeba pokoleń.

Wzór Gatesa czy Buffetta jest trudny do naśladowania, bo to nie ta skala zarobków. Ale daleko nam również do Szwajcarów, którzy – jak przypomniał niemiecki dziennikarz Wolfgang Koydl w książce „Możesz być bogaty, czyli jak Szwajcarzy osiągnęli sukces” – opowiedzieli się niegdyś w referendum przeciw obniżce podatków (jak wiadomo w Szwajcarii niemal o wszystkim decyduje się w referendach). Zaś w 2016 r. sprzeciwili się wprowadzeniu w całym kraju uniwersalnego dochodu podstawowego. Podobnie jak swego czasu opowiedzieli się przeciwko wydłużeniu urlopów do sześciu tygodni.

Z całą pewnością podejście Szwajcarów do obowiązków wobec państwa sięga korzeniami czasów Jana Kalwina. Czasów okrutnych i przez to niechlubnych, które jednak dały zarazem podwaliny surowej dyscyplinie moralnej. W tym nie tylko pracowitości, lecz także uczciwości.

Choć i to się zmienia – zauważył jeden z Polaków mieszkających pod Lucerną. Do tej refleksji skłoniła go zaskakująca oferta tańszego zakupu biletów na wycieczkę statkiem po Jeziorze Czterech Kantonów. Zaproponowano mu zakup bez paragonu. W Szwajcarii!

Na wypadek, gdyby ktoś z rodaków chciał się sprawdzać, informuję: nie warto się trudzić. Zdarzenie miało miejsce dwa lata temu. W ubiegłym roku paragony były wydawane bez wyjątku.