Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że do podatkowych kosztów działalności gospodarczej będzie można zaliczać wynagrodzenie małżonka i małoletnich dzieci. Wszyscy przyklasnęli temu z entuzjazmem, ja mam poważne wątpliwości. Nawet jeśli za tym pomysłem nie kryje się zamiar oskładkowania rodzinnych wynagrodzeń ani inny profiskalny cel, to zapowiadana zmiana budzi zasadnicze zastrzeżenie.
Bo od kiedy to pensja żony nie należy również do męża? I odwrotnie – czyżby wynagrodzenie męża nie miało trafiać do wspólnego małżeńskiego majątku?
Czy mąż ma zaliczać do kosztów podatkowych kwotę, którą w ostateczności będzie mógł sam dysponować? W takim razie pozwólmy każdemu zaliczać do kosztów wypłacaną sobie samemu pensję (osobom samotnym, rozwiedzionym, wdowcom). Jeśli zaczniemy oddzielać wynagrodzenie żony od wspólnego majątku małżonków, to będziemy podważać majątkowy ustój wspólności małżeńskiej. A stąd już prosta droga do wygłaszania farmazonów jak ten o opodatkowaniu dochodu wdowy, gdy po śmierci męża sprzeda ona małżeńskie mieszkanie bez odczekania pięciu lat.