– Skończył się czas pobłażliwości dla hurtowni audytów – komentuje nowelizację Krzysztof Burnos, prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.

Rynek jest trudny, co wynika z jego struktury. Z danych KRBR (samorządu zawodowego) wynika, że ok. 45 proc. rewidentów to osoby powyżej 60. roku życia (w 2016 r. było ich ponad 3,2 tys.). Niektórzy, aby dorobić do emerytury, oferują usługi audytu za bardzo niskie stawki.

Ile za audyt

Z danych KRBR wynika, że w 2016 r. firmy audytorskie przeprowadziły ponad 34,5 tys. badań i przeglądów, za które otrzymały w sumie 651,5 mln zł. Średnio wypadało więc za jedną usługę 20 tys. zł. Kwota ta nie pokazuje jednak problemu ani jego skali.

Na ogromną rozpiętość cenową za badanie sprawozdań finansowych wskazuje dopiero raport Banku Światowego z 2016 r. Wynika z niego, że ceny za podobne badanie mogą się wahać od 3 tys. do 50 tys. zł, a w 20 największych spółkach giełdowych od 59 tys. zł do nawet 5 mln zł.

Część biegłych rewidentów zarzuca konkurentom, że psują rynek, proponując badanie sprawozdania za ułamek normalnej ceny. Zarzuty padają nie tylko wobec starszych audytorów. Formułowane są też pod adresem innych podmiotów.

Jeden biegły, 200 badań

Honoraria wypłacane firmom audytorskim nie są tajemnicą. Od kilku lat wysokość wynagrodzenia biegłego rewidenta musi być ujawniana w informacji dodatkowej będącej częścią sprawozdania finansowego (obowiązek ten został wprowadzony po raz pierwszy w stosunku do sprawozdań za 2010 r.).

Z dostępnych danych wynika, że na przykład spółka Continuum Consulting Group Poland, badająca m.in. podmioty notowane na rynku NewConect, wzięła 10 tys. zł za audyt spółki Wodocan za 2014 r. Potem z roku na rok cena malała: najpierw do 8 tys. zł (audyt jej sprawozdania za 2015 r.), a teraz 7250 zł (za 2016 r.).

Wodocan to spółka prowadząca księgi zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości. Jej suma bilansowa to prawie 250 mln zł.

Za audyt zeszłorocznego sprawozdania innej spółki – Platynowe Inwestycje, również stosującej MSR, firma Continuum zażądała 8 tys. zł i wystawiła opinię z zastrzeżeniami. Poprzedni audytor wziął 20 tys. zł i odstąpił od wydania opinii.

Audyt spółki Hortico SA (w sprawozdaniu za 2015 r. wykazała sumę bilansową 64 mln zł, a przychody 81 mln zł) kosztował jeszcze mniej – 6 tys. zł.

W sumie Continuum Consulting Group Poland przeprowadza rocznie ok. 200 badań. Nadzór nad wykonaniem wszystkich zleceń prowadzi w niej tylko jeden biegły rewident. Oprócz niego pracuje kilkadziesiąt osób, ale bez uprawnień audytorskich (w 2015 r. było to 26 osób) – wynika z korespondencji, którą spółka kierowała do potencjalnych klientów.

Konkurencja zachodzi w głowę, w jaki sposób przy cenach, które proponuje spółka, można pokryć koszty prowadzonej działalności i jeszcze zarobić.

Z drugiej jednak strony, z zestawienia ofert złożonych przez Continuum na badanie ubiegłorocznych sprawozdań finansowych jednostek samorządowych, takich jak szpitale i muzea, wynika, że zaproponowała ona jedne z najwyższych cen. Zamówień nie zdobyła.

Skontaktowaliśmy się z prezesem Continuum, aby dać mu możliwość ustosunkowania się do zarzutów konkurencji. Rozmowa odbyła się, ale ostatecznie prezes odmówił jej autoryzacji.

To nie wyjątek

Na rynku funkcjonuje wiele firm audytorskich, które proponują jeszcze niższe ceny. Przykładowo za badanie ubiegłorocznego sprawozdania finansowego Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji spółka POL-TAX z Warszawy zażądała 5,8 tys. zł (najwyższa oferta wynosiła ok.14,8 tys. zł).

W wielu innych przetargach spółka również proponowała najniższe lub jedne z najniższych cen. Za badanie sprawozdań jednostek medycznych, na przykład szpitali, oczekiwała ok. 5 tys. zł. Często było to ponad dwa razy mniej, niż żądały najdroższe firmy audytorskie.

Spółka POL-TAX udowadnia jednak w przesłanych do redakcji zestawieniach, że w przetargach dla większych jednostek proponowała znacznie wyższą cenę niż konkurencja. Przykładowo w przypadku Agencji Nieruchomości Rolnych zażądała za badanie prawie 181 tys. zł, czyli o 36 tys. więcej niż audytor, który otrzymał zlecenie. Z kolei za badanie sprawozdania Łodzi spółka chciała prawie 173 tys. zł, czyli o 26 tys. zł więcej niż najtańsza oferta.

Jej konkurentka w przetargach organizowanych przez mniejsze jednostki, spółka Audyt FS, wystawiła ofertę na badanie sprawozdania Samodzielnego Specjalistycznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Rudce za 4428 zł. Była to najtańsza z ofert. Podobne kwoty proponowała za badania sprawozdań innych jednostek medycznych. Spółka odmówiła komentarza.

Samorząd widzi problem

Krzysztof Burnos, prezes KRBR, mówi wprost: – Mamy problem z zaniżaniem cen.

Wyjaśnia, że może to wskazywać na kiepską jakość badań. Wiele z nich może nie spełniać standardów. Jego zdaniem nie jest możliwe nadzorowanie dziesiątek badań przez jednego audytora. Przy takiej liczbie zleceń skuteczny system kontroli wymaga zaangażowania innych biegłych rewidentów.

– W praktyce nie wyobrażam sobie, aby tylko jeden biegły rewident mógł właściwie dopilnować 100 badań, a co dopiero 200. Nawet 20 audytów dla jednego biegłego to całkiem sporo – twierdzi Krzysztof Burnos.

Uważa jednak, że problem leży nie tylko po stronie audytorów, lecz także badanych spółek, których głównym kryterium wyboru jest cena.

Trudno konkurować

– Nasza spółka znacznie ograniczyła wysyłanie firmom swoich ofert. Z góry wiemy, że gdy głównym kryterium wyboru jest cena, nie mamy większych szans – narzeka Bartosz Kozłowski, biegły rewident z ZBR Faber. Wyjaśnia, że na Dolnym Śląsku podmioty, których sprawozdanie podlega badaniu, otrzymują z reguły kilkadziesiąt niezamówionych ofert z propozycją bardzo niskich cen za audyt, często z dalszych rejonów Polski.

Do jego firmy zgłaszają się klienci, dla których liczy się nie tylko cena. Coraz częściej też korzysta z rekomendacji. Ale i tak sytuacja na rynku wymusza cięcia kosztów.

– W styczniu musiałem zrezygnować z asystentki, bo nie mogłem jej zaoferować odpowiedniego wynagrodzenia – opowiada Bartosz Kozłowski. Wyjaśnia, że po dwóch latach współpracy z nim dostała lepiej płatną ofertę, mimo że zawodowo dużo mniej ambitną.

Bartosz Kozłowski wyliczył, że aby zatrzymać asystentkę, musiałby przeznaczyć na podwyżkę dla niej, premie, składki ZUS, szkolenia i delegacje ok. 83 tys. zł rocznie. Tymczasem obrót, który przeciętnie wypracowuje biegły w jego firmie za badanie sprawozdań, to ok. 220 tys. zł rocznie. Jeśli odjąć od tego inne konieczne wydatki na wspólne utrzymanie firmy i stanowisko pracy (ok. 95 tys. zł), to okazałoby się, że miesięcznie zostawałoby biegłemu ok. 3,5 tys. zł brutto.

– To absurd, żeby biegły rewident miał zarabiać mniej niż asystentka – komentuje Bartosz Kozłowski, biegły rewident z 12-letnim doświadczeniem, członek ACCA (międzynarodowej organizacji zrzeszającej specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania).

Uważa on, że kluczowy biegły rewident, który odpowiada za badanie, ponosi ryzyko wysokich sankcji za nieprawidłowości, musiał zdobyć odpowiednie wykształcenie i kwalifikacje, nie powinien zarabiać mniej niż główni księgowi badanych podmiotów. We Wrocławiu to coraz częściej około 10–12 tys. zł miesięcznie.

Jego zdaniem sytuacja na rynku jest tak trudna, że młodym biegłym rewidentom nie opłaca się pozostawać w zawodzie. Większość nawet nie zaczyna pracy w zawodzie po uzyskaniu kwalifikacji albo odchodzi po zaledwie kilku latach pracy. 

Problem zostanie rozwiązany

Zmianę zasad kontrolowania firm audytorskich przewiduje opublikowana już (Dz.U. poz. 1089) nowa ustawa o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym. Kontrolowane nie będzie już to, czy dokumentacja, którą firma audytorska sporządziła podczas badania (dokumentując przeprowadzone procedury), spełnia wymogi formalne. Kontroler będzie musiał ustalić i ocenić, czy np. jest wystarczający nadzór nad badaniami i przyjęte w firmie procedury są prawidłowe. Na ryzyko błędu może wskazywać zarówno liczba badań przypadająca na jednego biegłego rewidenta, jak i średnia cena pobierana za audyt.

Nadzieje na poprawę sytuacji są też związane z nowymi wymogami dla komitetów audytu. Chodzi o robocze zespoły rady nadzorczej odpowiedzialne za nadzór nad sprawozdawczością finansową spółki, funkcjonujące w jednostkach zainteresowania publicznego (np. bankach, spółkach giełdowych).

Komitety będą musiały stworzyć politykę wyboru firmy audytorskiej. Natomiast głównym kryterium selekcji nie będzie mogła być już cena tylko niezależność i kompetencje. Za błędy Komisja Nadzoru Finansowego będzie mogła ukarać członków komitetu audytu grzywną nawet do 250 tys. zł. Do tej pory nie było takiego rozwiązania.