Założono przy tym, że chodzi o samochody klasy średniej oraz wyższej średniej, a w przypadku członków zarządu i wyższej kadry kierowniczej – pojazdy klasy premium. Przy czym członkowie zarządu jednoznacznie stwierdzili, że nie interesuje ich promowana ostatnio żadna forma najmu sensu stricto czy najmu długoterminowego. Chodzi o to, by samochody były własnością spółki, względnie by z łatwością mogły być nabyte przez spółkę po jakimś okresie ich używania. Członkom zarządu zależy na tym, by po okresie używania firmowego samochodu osoba, która z niego korzystała służbowo, mogła ewentualnie odkupić go od spółki. Takie podejście ma służyć temu, aby z jednej strony pracowicy korzystający z pojazdów dbali o nie jak o swoje, a z drugiej, by pojazdy można było w przyszłości wykorzystać w systemie dodatkowego premiowania pracowników i członków zarządu poprzez właśnie np. ich sprzedaż użytkownikom na atrakcyjnych warunkach finansowych. Dyrektorowi na załatwienie sprawy dano około pół roku.
Mając tak wyraźnie sprecyzowane oczekiwania zarządu spółki, dyrektor finansowy zabrał się do przeglądania publikacji na temat podatkowych skutków różnych form nabywania i korzystania z samochodów przez spółki, a także analizowanie ofert firm zajmujących się sprzedażą pojazdów oraz świadczeniem usług leasingu samochodów. Okazało się, że liczba ofert jest duża. Przy czym większość salonów oferuje różne formy leasingu. Jednak dyrektor finansowy nie do końca był przekonany do leasingu, zastanawiał się nad kupnem przynajmniej części pojazdów za gotówkę – spółka posiada bowiem odpowiednie zasoby finansowe i nie byłoby konieczne wspieranie się zewnętrznym finansowaniem. Po lekturze opracowań dotyczących podatków dyrektor uznał, że na niekorzyść leasingu działa to, że organy twierdzą, iż jest to forma finansowania dłużnego, a co za tym idzie ponoszone w związku z tym wydatki mogą być limitowane w kosztach. Dyrektor pamiętał, że na początku roku rozmawiał na ten temat z doradcą podatkowym, który stwierdził, że z przepisów prawa unijnego wynika, iż limitowanie takie nie powinno mieć zastosowania do leasingu operacyjnego, ale polski aparat skarbowy brnie w nieunijną i nieuzasadnioną wykładnię, w ramach której odsetki od takiego leasingu (tj. operacyjnego) miałyby być tak samo traktowane jak te od leasingu finansowego czy od kredytu.