BUKMACHERKA Służba celna namierzyła i zablokowała 668 domen, ale procederu nie udaje się wyplenić. Z nielegalnego rynku, którego wartość liczona jest w miliardach, wyegzekwowano zaledwie 78 tys. zł kar
Reklama
Celnicy nie mają podstaw prawnych do ścigania globalnych serwisów zarejestrowanych za granicą / Dziennik Gazeta Prawna
88 postępowań karnych skarbowych, z których 38 zostało zakończonych ukaraniem sprawców na łączną kwotę grzywien ponad 75 tys. zł. Trzy sprawy doszły do etapu aktu oskarżenia i zasądzenia grzywien o wartości ponad 3 tys. zł – takimi efektami pochwaliło się Ministerstwo Finansów za 2015 r. To efekt namierzenia 668 domen i zablokowania treści propagujących lub wprost prowadzących do nielegalnie funkcjonujących na polskim rynku firm prowadzących zakłady w sieci. Jak słaby jest to wynik, najlepiej widać, gdy zderzy się to z szacunkami na temat całego rynku e-hazardu w Polsce. Z danych firmy badawczej Roland Berger wynika, że niezarejestrowane w Polsce, więc nielegalne, duże firmy oferujące zakłady wzajemne (czyli bukmacher) online mają u nas w granicach 90 proc. udziału w całym rynku dwa lata temu wycenianym na około 5 mld zł.
O sukcesie celników można jednak mówić, gdy zderzymy wyniki blokowania witryn z danymi za poprzedni rok. W 2014 r. namierzono 1050 adresów, ale treści zablokowano na zaledwie 300, a rok wcześniej było jeszcze słabiej: 438 adresów związanych z e-hazardem i skuteczne zablokowanie treści na 154. Co więcej, w 2014 r. NIK bardzo ostro gromiła resort finansów za nieudolność w tej sprawie i wskazywała, że jeszcze w 2011 r. Izba Celna w Opolu (bo to ona jest odpowiedzialna na cały kraj za ten temat) wyodrębniła zaledwie 43 domeny, które łamały prawo, w 11 przypadkach wszczęto postępowania przygotowawcze, ale pozostałe 32 nie zostały do 2014 r. zakończone. W efekcie tych działań ustalono, że 12 łamiących prawo witryn nie podlega polskiej jurysdykcji, a tylko dwie strony dobrowolnie usunęły nielegalne treści.
Na czym polega problem? – W liczbach działania celników rzeczywiście mogą wyglądać na sukces, ale zauważmy jeden ważny fakt: to domeny zarejestrowane w Polsce, na których pojawiają się np. blogi poświęcone e-hazardowi, recenzje czy reklamy, a nie same nielegalne u nas serwisy – tłumaczy Michał Kopeć, ekspert ds. międzynarodowego rynku hazardu z firmy analitycznej Better Collective. Rzeczywiście dosyć głośna w środowisku związanym z hazardem była choćby sprawa sprzed kilku miesięcy, gdy za recenzję gry hazardowej ukarano serwis AntyApps.
Opinię Kopcia potwierdza Paweł Rabantek, doradca zarządu legalnie działającego w Polsce bukmachera Star-Typ-Sport (STS): – Celnicy nie mają podstaw prawnych do ścigania globalnych serwisów zarejestrowanych za granicą, choć te – co oczywiste – oferują swoje usługi także polskim graczom. Przecież nawet ich witryny są prowadzone po polsku i działają tak aktywnie. Jak duża może być dziś skala zarobków tych globalnych firm, nie wiemy, ale patrząc na nasze zwyżki, to cały rynek może być już wart ponad 6 mld zł – ocenia Rabantek.
Resort finansów i konkretnie Izba Celna w Opolu zapytane przez nas, jak wiele z zablokowanych domen to strony hazardowe, odpowiadają ogólnie. – Służba Celna może domagać się od krajowych hostingodawców uniemożliwienia dostępu do nielegalnych zasobów, jakie znajdują się na ich serwerach. Zatem, jeśli sprawca zamieścił na swojej stronie, znajdującej się na serwerze podmiotu świadczącego usługę hostingu dla tej strony internetowej, reklamę gier hazardowych, to możemy żądać od podmiotu hostującego usunięcia do niej dostępu. Podmioty świadczące usługę hostingu niemal w każdym przypadku realizują owe żądanie, często dzieje się tak już w przeciągu kilku godzin – tłumaczy starsza rewident Agnieszka Skowron, rzecznik prasowy Izby Celnej w Opolu.
Rzeczniczka zapewnia też, że choć lokalizacja serwera ma znaczenie, to najważniejsze jest, gdzie prowadzi działalność hostingodawca. – Dla przykładu duże zagraniczne firmy tego typu nie mają zazwyczaj serwerów w Polsce, ale mają tu siedzibę ich oddziały, które zawierają umowy hostingu z klientami i prowadzą ich sprawy. W takich przypadkach, tj. gdy usługa hostingu jest świadczona przez taki podmiot, służba celna występuje z żądaniem uniemożliwienia dostępu do strony z nielegalnymi treściami.
Skowron tłumaczy też, że bez znaczenia jest, w jakiej domenie i przez jaki podmiot zarejestrowana jest strona (.pl, .com, .biz, .info itp.), wystarczy, że jest w języku polskim i skierowana jest do graczy z terytorium Polski, by celnicy podjęli działania zmierzające do uniemożliwienia dostępu do zabronionych treści. – Jeżeli faktycznie byłoby to tak proste, nie działałoby u nas tyle zagranicznych serwisów, ile wciąż spokojnie oferuje usługi – odpowiada Kopeć.
Sytuację mają zmienić nowe przepisy dotyczące e-hazardu. Przygotowana przez polski rząd ustawa czeka na opinię Komisji Europejskiej, czy jest zgodna z prawem unijnym. Ma zawierać rejestr stron niedozwolonych. Dostęp do witryn, należących do firm niezalegalizowanych w naszym kraju, ma być automatycznie blokowany. Mimo iż wczoraj upłynął termin, w jakim miała zapaść decyzja o notyfikacji (termin był już przedłużony po uwagach złożonych przez rząd Malty, na której zarejestrowanych jest sporo e-hazrdowych biznesów), to nie pojawił się żaden oficjalny komunikat, jak polskie rozwiązania oceniała KE. Rynek spekuluje, że prace mogą być przedłużone nawet do końca roku. A bez pozytywnej notyfikacji siła sprawcza nowej ustawy może być taka jak obecnej: nie będzie uznawana przez zagraniczne podmioty. ⒸⓅ