ePUAP nie działa – alarmują doradcy, adwokacji i radcowie prawni. Żeby odebrać pismo, muszą najpierw formalnie zaaprobować jego doręczenie, ale treści i tak nie widzą
Reklama
– Dziś pracownik jednego z biur KIP przyznał mi, że od kilku dni do biura nie wpłynęło przez ePUAP żadne pismo. Nawet to, co testowo sami do siebie wysłali – informuje DGP jeden z pełnomocników.
Obawia się, że skutki tego chaosu mogą wyjść na jaw dopiero za kilka miesięcy. Wtedy może się okazać, że podatnik żył w przekonaniu, iż organ wydał interpretację milczącą (a tym samym przyznał rację pytającemu), a tymczasem urzędnicy w ogóle nie widzieli wniosku. Albo odwrotnie – podatnik ciągle czeka na interpretację, podczas gdy organ ma informację o jej prawidłowym doręczeniu.
Problem pojawił się z początkiem 2016 r. wraz z wejściem w życie art. 144 par. 5 ordynacji podatkowej. Zakłada on, że pisma (podatkowe) są doręczane adwokatom, radcom prawnym lub doradcom podatkowym za pomocą środków komunikacji elektronicznej albo w siedzibie organu podatkowego. Fiskus komunikuje się więc z profesjonalnymi pełnomocnikami za pomocą ePUAP, bo tylko w ten sposób może uzyskać urzędowe potwierdzenia doręczenia. Ale od początku są z tym problemy.
Nie widać pisma
Pełnomocnicy skarżą się, że aby odebrać elektroniczną przesyłkę w systemie ePUAP, najpierw muszą dokonać Urzędowego Potwierdzenia Doręczenia (co oznacza potwierdzenie otrzymania pisma), ale w rzeczywistości korespondencja przesłana przez organ do nich nie dociera, nie wyświetla się im jej treść.
Sytuacja jest więc paradoksalna, bo organ sądzi, że pismo zostało skutecznie doręczone, a pełnomocnik nie zna jego treści.
W tym czasie biegną terminy procesowe, co oznacza, że pełnomocnikowi, a tym samym i jego mocodawcy, pozostaje mniej czasu na odpowiedź.
– Od tygodnia czekam na interpretację podatkową, termin do wezwania organu do usunięcia naruszenia prawa płynie, a ja jej jeszcze nie widziałem – skarży się czytelnik.
Pozostaje mu – jak mówi – zaufać tylko informacji z biura Krajowej Informacji Podatkowej, że organ uznał stanowisko podatnika za prawidłowe. Od początku 2016 r., zgodnie z art. 14d ordynacji, podatnik może bowiem w każdym czasie zażądać informacji telefonicznej albo elektronicznej o dacie wydania interpretacji indywidualnej oraz o zawartej w niej ocenie jego stanowiska albo o innym sposobie rozstrzygnięcia sprawy.
Jeżeli jednak stanowisko będzie negatywne, a pełnomocnik w rzeczywistości nie zdoła zapoznać się z treścią interpretacji, to w wezwaniu do usunięcia naruszenia prawa (na co ma 14 dni) nie będzie mógł się odnieść do argumentacji organu.
Przywrócić termin
Pełnomocnicy zastanawiają się, czy w ogóle można mówić o rozpoczęciu biegu terminu do wezwania do usunięcia naruszenia prawa, w sytuacji gdy podatnik potwierdził odbiór pisma, ale faktycznie go nie ujrzał. Z przepisu wynika, że termin biegnie od momentu, w którym podatnik (jego pełnomocnik) dowiedział się lub mógł się dowiedzieć o wydaniu aktu.
– Ustawodawca nie przewidział tego, że skarżący może wiedzieć o wydaniu aktu, ale nie znać jego treści, przez co nie wie, czy ma interes w jego zaskarżeniu – zwraca uwagę Marcin Borkowski, radca prawny i doradca podatkowy z kancelarii Borkowski & Dyszy Tax & Legal.
Jego zdaniem samo odnotowanie przez system doręczenia interpretacji nie powinno skutkować rozpoczęciem biegu jakiegokolwiek terminu.
– Do doręczenia nie doszło i wiedząc o tym, organ powinien wysłać interpretację ponownie, w tradycyjny sposób, a nie odsyłać adresata z reklamacją do ePUAP, co niestety się zdarza – uważa nasz rozmówca.
Nadzieja w sądzie
Gdyby jednak fiskus upierał się przy tym, że termin do wniesienia wezwania do usunięcia naruszenia prawa jednak biegnie, to – zdaniem eksperta – powinien mieć tu zastosowanie art. 52 par. 3 prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Obowiązuje on od połowy sierpnia 2015 r. Na jego podstawie sąd po wniesieniu skargi może uznać, że uchybienie terminu nastąpiło bez winy skarżącego i rozpozna skargę.
DGP poprosił o wyjaśnienie ministerstwa finansów i cyfryzacji. Na odpowiedź czekamy.