Kierunkowe założenia nowej ordynacji podatkowej przewidują wydłużenie terminów do złożenia odwołania (z 14 do 30 dni) i zażalenia (z 7 do 14 dni). Obecnie obowiązujące terminy są krótkie – dla wielu podatników zbyt krótkie, by sporządzić wyczerpujący i przemyślany środek zaskarżenia. Są one także krótsze od stosowanych w wielu innych państwach. W niektórych procedurach podatkowych, np. we Francji czy w Australii, zaskarżenie decyzji jest możliwe nawet w kilka lat po jej doręczeniu.
Termin 30 dni obowiązuje już obecnie wobec skargi oraz skargi kasacyjnej składanych do sądów administracyjnych. W wielu sprawach odwołanie jest pismem nie mniej wymagającym od skargi. Nie ma zatem powodu, aby termin do jego sporządzenia i złożenia był krótszy.
Reklama
Nie należy się obawiać, że zmiana spowoduje istotne wydłużenie postępowania podatkowego. Da natomiast podatnikom i pełnomocnikom większy komfort działania. Zwiększy szanse na to, że decyzja o wniesieniu środka zaskarżenia lub jego niewnoszeniu nie będzie podejmowana pod presją czasu.

Reklama
Pojawiająca się w ten sposób rozbieżność między ordynacją podatkową a kodeksem postępowania administracyjnego – gdzie nadal obowiązują terminy 14 i 7 dni – nie jest niczym zdrożnym. Choć postępowanie podatkowe historycznie wywodzi się z administracyjnego, z czasem coraz bardziej się emancypuje i autonomizuje, a w konsekwencji różni od postępowania uregulowanego w k.p.a. Sprawy podatkowe mają swoją specyfikę, która wymaga przyjęcia rozwiązań odbiegających od tych właściwych postępowaniu administracyjnemu. Są zbyt trudne, aby na analizę rozstrzygnięcia pod kątem jego zaskarżenia pozostawiać stronie jedynie 14 dni.
Innym nieco bardziej kontrowersyjnym pomysłem jest uprawnienie podatnika do rezygnacji z odwołania (zażalenia) składanego do organu drugiej instancji. Podatnik mógłby wnieść od razu skargę do sądu administracyjnego na decyzję wydaną w pierwszej instancji. Podobne rozwiązanie przyjęto m.in. w niektórych kategoriach spraw w Wielkiej Brytanii. Służy ono uproszczeniu i skróceniu postępowania, a przez to m.in. obniżeniu jego kosztu zarówno dla podatnika, jak i dla organu podatkowego. Pozwala także na wcześniejsze wypracowanie stanowiska przez sądy.
Rezygnacja ta odbywałaby się pod warunkiem uznania przez stronę prawidłowości dokonanych przez organ ustaleń faktycznych. Dalszy spór mógłby dotyczyć tylko kwestii prawnych – zgodności decyzji z przepisami prawa materialnego, w tym poprawności wykładni prawa. Jak mówią dane Ministerstwa Finansów za trzy ostatnie lata, spór dotyczy wykładni w ponad 40 proc. spraw, w których podatnicy wnoszą odwołanie.
W praktyce często już na wczesnym etapie sporu wiadomo, że decyzja organu odwoławczego powieli rozstrzygnięcie wydane w pierwszej instancji i nie uda się uniknąć zaangażowania sądu. Jest tak np., gdy podatnik występuje o zwrot dużej nadpłaty wynikającej z niezgodności polskiego prawa z prawem Unii Europejskiej. Choć organy podatkowe powinny samodzielnie decydować o nadpłacie, doświadczenie uczy, że nie można liczyć na taką odwagę – z reguły najpierw odmawiają. Takie sprawy i tak z czasem dotrą do sądu. Prowadzenie postępowania podatkowego w drugiej instancji jest tylko stratą czasu.
O rezygnacji z prawa do wniesienia odwołania (zażalenia) decydowałby sam podatnik. Nie doszłoby zatem do naruszenia jego uprawnień procesowych.
Pomysł ten nie znalazł się w „Kierunkowych założeniach nowej ordynacji podatkowej”. Warto jednak rozważyć jego wprowadzenie na kolejnym etapie prac nad ordynacją – w toku przygotowywania projektu tego aktu prawnego.