Zastąpienie trzech danin jedną – jak chce tego PO – oznacza też koniec ulg w PIT i nowy kształt administracji zajmującej się zbieraniem dochodów do państwowej kasy. Propozycja PO oznacza likwidację stałych progów w PIT, ale rzeczywisty podatek wahałby się między 10 a 39,5 proc.

Jeśli jednolity podatek zapowiedziany podczas sobotniej konwencji PO wszedłby w życie, to każdy Polak miałby swój własny, indywidualny próg PIT. Pomysł zakłada bowiem, że w miejsce obecnych stawek pojawi się jeden wzór do obliczenia należności. – Ale stawka zależy tu od dwóch zmiennych: liczby członków rodziny i wysokości dochodu. Na tej podstawie będzie ona wyliczana indywidualnie dla każdego podatnika – zdradza szczegóły wiceminister finansów Artur Radziwiłł.

Im wyższy dochód, tym wyższa stawka, choć jednocześnie im większa liczba osób w rodzinie, tym ten wzrost podatku wolniejszy. Tak naprawdę można mówić o dwóch krańcowych poziomach podatku: minimalnym 10 proc. i maksymalnym 39,5 proc. Reszta będzie gdzieś pomiędzy. Kto na tym zyska, a kto straci? Jasnej odpowiedzi na to pytanie nie ma, bo brakuje punktu odniesienia. Szczególnie że resort finansów nie chce zdradzić wzoru nowego podatku, tłumacząc, że pewne parametry mogą się jeszcze zmienić.