Przeciwko planom rządu protestuje Polskie Stowarzyszenie na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE.

– Zostaliśmy wrzuceni do jednego worka ze szkołami tańca, nurkowania czy skoków ze spadochronem – denerwuje się Jacek Członkowski, szef stowarzyszenia. Według niego szkół językowych nie można traktować na równi z kursami hobbystycznymi. – Na Zachodzie chodzi się na kursy językowe dla przyjemności. W Polsce to konieczność, bo system oświaty jest niewydolny – uważa.

Wciąż trwa walka o to, aby przynajmniej część szkół językowych ocalić przed VAT. Był pomysł, aby kuratoria oświaty typowały placówki, które spełniałyby określone kryteria pod względem programu, kadry, prowadzonej dokumentacji. Te, które przeszłyby przez sito, byłyby zwolnione z podatku. Ale pomysł upadł. Teraz jest rozważana opcja, aby to starostwo powiatowe decydowało o ulgach podatkowych.

– Tego typu rozwiązanie dotyczyłoby zaledwie ok. 10 proc. z nich – ocenia Członkowski. Szkoły te musiały być wpisywane w rejestry jako placówki kształcenia ustawicznego dla dorosłych. Kursom dla dzieci i młodzieży zwolnienia podatkowe już by nie przysługiwały.

Właściciele szkół już się niepokoją: sytuacja na rynku nie jest łatwa, podaż góruje nad popytem. – Prywatne szkoły już straciły część klientów, którzy wybrali dotowane kursy unijne – mówi Karina Woźniak ze Szkoły Języków Obcych Lingua. I dodaje, że gdy wzrosną ceny kursów, stracą ich jeszcze więcej. A że ceny będą musiały wzrosnąć, nie ma raczej wątpliwości.

Jeśli szkoła jest dobra, to słuchacze dalej będą chodzić na zajęcia mimo wzrostu ceny

– 80 proc. podwyżki kosztów związanej z VAT szkoły przeniosą na klientów – uważa Magdalena Rowecka ze stowarzyszenia PASE. A to spowoduje powiększenie szarego rynku korepetycji, gdzie podatków w ogóle się nie płaci.

Innego zdania jest Adam Wroczyński, ekspert z Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych. – Wprowadzenie VAT uzdrowi tę branżę. Jest duże nasycenie na rynku, więc przetrwają najlepsi – uważa.

Jeśli szkoła jest dobra, to słuchacze dalej będą chodzić na zajęcia mimo wzrostu ceny. Ale nie wszystkie szkoły podniosą ceny zaraz po wprowadzeniu VAT.

– Nie będzie jednego trendu – mówi ekspert. – Jedni wkalkulują VAT w koszty działalności, drudzy, jeśli podwyżki zastosują, to stopniowo.

Wiele placówek ma podpisane umowy na szkolenia pracowników zewnętrznych firm. – Na czas trwania umowy nie będzie możliwa jakakolwiek zmiana ceny kursu – mówi.

Właścicieli szkół martwi również inny warunek zwolnienia z VAT: inspekcje sanepidu. Wiele prywatnych szkół mieści się np. w domach jednorodzinnych zaaranżowanych na potrzeby placówki edukacyjnej. – Jeden z przepisów stanowi, by światło słoneczne padało z lewej strony ucznia – ironizuje prezes Członkowski. Te przepisy mogą skutecznie zablokować funkcjonowanie wielu placówek. Ale wiadomo, angielskiego nie da się nauczyć, gdy słońce pada z tyłu.