Z takim problemem zgłosił się do redakcji DGP czytelnik. Otrzymał od swojego kontrahenta list. Było przypomnienie o obowiązku zgłaszania fiskusowi numerów firmowych kont, ale też i ostrzeżenie, że jeżeli do końca 2019 r. rachunek nie znajdzie się na białej liście, to kontrahent (nabywca) usunie go ze swojego systemu płatniczego (patrz obok w ramce). W efekcie nasz czytelnik nie dostanie zapłaty za wykonaną usługę, i to niezależnie od jej wartości.

Co się zmienia

Ostrzeżenie to ma związek z obowiązkiem weryfikacji, czy rachunek dostawcy (usługodawcy) jest na białej liście VAT. Wymóg ten jest już od września br., ale konsekwencje podatkowe z nim związane wejdą w życie od 1 stycznia 2020 r.

Nie chodzi o transakcje na dowolną kwotę, ale powyżej 15 tys. zł. Przedsiębiorca, który zapłaci za towar lub usługę na inne konto niż widniejące w wykazie szefa KAS, nie zaliczy wydatku do kosztów uzyskania przychodu. Odpowie też solidarnie ze sprzedawcą za nierozliczony przez niego w tym zakresie VAT.

Konsekwencji będzie można uniknąć, jeśli nabywca w ciągu trzech dni powiadomi urząd skarbowy o przelewie na konto niewidniejące w wykazie (na wzorze ZAW-NR).

Kontrahenci zmieniają praktykę

Nabywcy znaleźli też jednak inne sposoby na to, by uniknąć konsekwencji. Jednym z nich jest wysyłanie takich ostrzeżeń, jakie otrzymał nasz czytelnik.

– To przypadek ekstremalny, ale nie jest on jedyny ani odosobniony – komentuje Marcin Madej, doradca podatkowy z niP-Inspektor.pl.

– Jedni wysyłają pisma, inni zmieniają szablony umów czy wręcz aneksują umowy już istniejące, aby zawrzeć w nich podobne postanowienia – twierdzi Tomasz Wagner z EY.

Marcin Madej spotykał się też z innymi reakcjami na nowe przepisy – część firm zmienia harmonogramy płatności, by zapłata nie szła codziennie, ale tylko w poniedziałki i wtorki. Jest to podyktowane trzydniowym terminem na zawiadomienie urzędu skarbowego o przelewie na rachunek niefigurujący na białej liście.

Jeszcze inni planują, że będą wstrzymywać płatności do momentu, aż rachunek pojawi się na białej liście. To również reakcja na ustawowy wymóg zawiadamiania o przelewie na inne konto, ale zdaniem Marcina Madeja podyktowana czym innym.

– Problem polega na tym, że nikt nie zna właściwości urzędów skarbowych swoich kontrahentów, a to właśnie te urzędy trzeba będzie zawiadamiać – tłumaczy ekspert. Wskazuje, że taka informacja nie znajduje się na białej liście, co znacznie utrudni życie nabywcom.

Może się zatkać

Marcin Madej dodaje, że są też firmy, które działają przeciwnie – w ogóle nie zamierzają weryfikować numerów rachunków kontrahentów, tylko będą automatycznie i hurtowo generować zawiadomienia do urzędów skarbowych o wszystkich przelewach. W ten sposób przerzucą ciężar weryfikacji na urzędy skarbowe, które będą musiały przyjąć zawiadomienia i je przetworzyć.

Jego zdaniem wszystko to pokazuje, w jaki sposób prawo podatkowe oddziałuje na zachowania przedsiębiorców i jak dużo pracy oraz odpowiedzialności na nich nakłada.

Przedsiębiorcy od dawna podkreślają, że są już wyraźnie zmęczeni nakładaniem na nich coraz to nowych obowiązków. – Dajcie nam pół roku bez nowelizacji prawa – apelowali w artykule na naszych łamach („Podatnicy, księgowi i programiści mają dość zmian”, DGP nr 213/2019). Podkreślali, że od trzech lat jedna zmiana przepisów goni drugą.

Stąd biorą się często ekstremalne reakcje, takie jak w liście przysłanym do redakcji przez czytelnika.

Czy to dozwolone

Powstaje pytanie, czy nabywca faktycznie może wstrzymać zapłatę do czasu, aż rachunek sprzedawcy nie znajdzie się na białej liście.

Zdaniem Radosława Płonki, wspólnika w kancelarii Płonka Ozga, nie ma podstaw do odmowy zapłaty.

– To, że kontrahent nie dopełnia obowiązków podatkowych, tj. nie zgłosił rachunku na białą listę, nie zwalnia kupującego z obowiązku zapłaty – twierdzi ekspert, wskazując na przepisy kodeksu cywilnego. W jego ocenie sprzedawca, który z tego powodu nie dostałby pieniędzy, z pewnością wygrałby sprawę w sądzie. A nabywca nie tylko musiałby zapłacić odsetki za zwłokę, lecz także poniósłby koszty przegranego procesu.

Więcej pracy

Radosław Płonka ubolewa, że państwo bardzo mocno wkracza w relacje między przedsiębiorcami i przerzuca ryzyko niepłacenia podatków na biznes.

Podobnego zdania jest Marcin Madej. – Ministerstwo Finansów nie przewiduje nawet, ile zamieszania powodują nieprzemyślane i bardzo wątpliwej jakości przepisy. Może się okazać, że wprowadzą one więcej złego niż dobrego – mówi ekspert.

Jego zdaniem największym paradoksem może być to, że oberwie się również urzędom skarbowym. – Już dziś nie są one w stanie przetworzyć wszystkich zgłoszeń (rejestracji i wyrejestrowań rachunków bankowych). W konsekwencji na pojawienie się rachunku na białej liście trzeba czekać do kilku tygodni – zwraca uwagę Marcin Madej.

Na problem ten wskazywaliśmy w artykule „Długa kolejka do białej listy VAT” (DGP nr 238/2019).

Również w split paymencie

– Nie jest to pierwsza zmiana podatkowa wymuszająca tego rodzaju zachowania przedsiębiorców – mówi Tomasz Wagner. Jako inny przykład wskazuje dobrowolny split payment. Niektórzy podatnicy wpisują do umów zobowiązanie do niestosowania podzielonej płatności, jeśli miałby być on fakultatywny (patrz ramka).

Inni przeciwnie – stosują metodę podzielonej płatności nawet tam, gdzie nie jest ona obowiązkowa. – To na wszelki wypadek – mówią, obawiając się sankcji podatkowych.

Takiej swobody nie będzie po 31 marca 2020 r. Po tym dniu duzi sprzedawcy będą musieli oznaczać słowami „mechanizm podzielonej płatności” tylko te faktury, które naprawdę są objęte obowiązkowym split paymentem. Będzie to związane z nowym plikiem JPK_VAT. Pozostali sprzedawcy zostaną objęci tym wymogiem od lipca 2020 r.

Ten sam obowiązek wykazania w JPK będą mieli również nabywcy – względem faktur zakupowych. Natomiast płacić do kwoty brutto 15 tys. zł będą mogli albo zwykłym przelewem, albo w dobrowolnym split paymencie. Pisaliśmy o tym w artykule „Dobrowolny split payment? Już nie u sprzedawców” (DGP nr 240/2019). 

opinia

Różne praktyki przedsiębiorców

Tomasz Wagner starszy menedżer z EY

W interesie nabywcy jest rzeczywiście upewnienie się, że rachunki jego dostawców są zgłoszone na białą listę. Niektórzy, co bardziej zaradni podejmują działania wyprzedzające nadchodzące problemy. Jedni wysyłają pisma, drudzy zmieniają szablony umów czy wręcz aneksują już te istniejące. Jest to o tyle uzasadnione, że w relacjach handlowych, przy braku przeciwwskazań materialnych do płatności za wyświadczoną usługę czy dostarczone towary, nie należy blokować przelewów – w tym celu nawet wprowadzono wiele rozwiązań, m.in. podatkowych, mających przeciwdziałać zatorom płatniczym.

Inną konsekwencją może być groźba zapłaty odsetek za zwłokę, co często regulują umowy handlowe.

Oczywiście zawsze pozostaje możliwość zgłoszenia płatności na rachunek niewidniejący w wykazie fiskusa, ale trzydniowy termin na zgłoszenie może być trudny do dotrzymania. Dlatego niektórzy podatnicy wdrażają rozwiązanie blokujące płatności na rachunki niezgłoszone, chociaż wiąże się to ze wspomnianymi konsekwencjami.

Nie jest to pierwsza zmiana podatkowa wymuszająca różnego rodzaju zachowania przedsiębiorców. Jako inny przykład można wskazać fakultatywny split payment. Niektórzy podatnicy wpisują do umów zobowiązania do niestosowania podzielonej płatności, jeżeli nie jest ona obowiązkowa. Ministerstwo Finansów oceniało takie praktyki jako dozwolone.