Uszczelnienie systemu podatkowego poprzez takie mechanizmy jak STIR, który dzięki informacjom o przelewach pozwala na wychwytywanie podmiotów zajmujących się wyłudzeniami w VAT, czy podzielona płatność z wykorzystaniem osobnych rachunków, na jakie trafia podatek od towarów i usług, wymagało od banków modyfikacji w ich systemach informatycznych. W skali sektora związane z tym wydatki, które wymusił rząd, były szacowane nawet na kilkaset milionów złotych. Ale banki odbiją to sobie na klientach.

Wprowadzenie białej listy podatników VAT zmusza tysiące osób, które dotychczas przejmowały i wykonywały płatności związane z działalnością gospodarczą z rachunków osobistych, do założenia kont firmowych. Te zaś są z reguły droższe.

Efekt białej listy

Na białej liście mogą znaleźć się wyłącznie rachunki firmowe. To dla tego typu kont funkcjonują równocześnie rachunki VAT. To sprawia, że chociaż w polskim prawie formalnego wymogu posiadania konta firmowego nie ma (jest tylko obowiązek bezgotówkowego rozliczania się ze skarbówką i Zakładem Ubezpieczeń Społecznych), to właśnie został wprowadzony tylnymi drzwiami. Automatycznie spowodowało to wzrost zainteresowania rachunkami firmowymi ze strony osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

– Jeśli naszego rachunku na białej liście nie ma, ponieważ np. do celów firmowych korzystaliśmy do tej pory z konta prywatnego, kontrahenci mogą nie zapłacić nam za fakturę. By ustrzec klientów przed tymi negatywnymi konsekwencjami, prowadzimy wiele działań edukacyjnych, takich jak komunikacja kierowana bezpośrednio do nich, artykuły na naszym blogu czy webinary. Faktycznie klienci dostosowują się do nowej regulacji, ponieważ od września widzimy wyraźny wzrost zainteresowania rachunkami dla firm. Szczególnie widać to w akwizycji w grupie firm dojrzałych, co bardzo wyraźnie wskazuje na białą listę – wyjaśnia Piotr Teodorczyk, dyrektor departamentu klienta firmowego w mBanku.

– To prawda. Jest większy ruch. Na pewno to są kwestie związane z białą listą, ale też mamy kampanię promocyjną dla firm. Trudno rozdzielić wpływ obu tych czynników – mówi Piotr Utrata, rzecznik ING Banku Śląskiego.

– Ostatnie trzy miesiące były dla nas rekordowe pod względem liczby otwartych rachunków – zarówno jeśli chodzi o pozyskiwanie klientów zewnętrznych, jak i tych, którzy dotąd mieli u nas tylko rachunek osobisty. W październiku otworzyliśmy ponad 10 tys. rachunków – chwali się Marcin Pawłowski, odpowiedzialny za segment małych i średnich przedsiębiorstw w Santander Bank Polska.

„Obserwujemy wzrost zainteresowania klientów otwieraniem rachunków firmowych w związku z wprowadzeniem tzw. białej listy podatników VAT. Bank informował klientów o zmianach w przepisach zarówno na swojej stronie internetowej, jak i w serwisach bankowości elektronicznej” – informuje z kolei biuro prasowe PKO BP.

– Ponad 40 proc. nowych kont to rachunki dla dotychczasowych klientów indywidualnych, którzy jednocześnie prowadzą działalność. Przygotowaliśmy dla nich ofertę i teraz nasze działanie przynosi efekt w postaci nowych rachunków firmowych. Taki „dualny” klient, statystycznie rzecz biorąc, jest zdecydowanie bardziej zadowolony z usług banku. W przypadku klientów zewnętrznych mamy trzykrotny wzrost liczby nowych kont, w czym pomaga m.in. to, że jesteśmy zintegrowani z bazą CEIDG. To upraszcza proces otwarcia rachunku – wskazuje Marcin Pawłowski z Santandera.

Darmowe też się opłacą

Nowych klientów banki przyciągają promocjami. Najczęściej jest to brak opłat za prowadzenie rachunku, który jednak obowiązuje przez ograniczony czas – np. pół roku (choć w mBanku mogą to być i dwa lata). Inne pomysły? „Dla nowych klientów, którzy otworzą rachunek firmowy, została przygotowana promocja: za otwarcie PKO Konta Firmowego lub PKO Rachunku dla Biznesu wraz z kartą debetową PKO Biznes Partner i aktywne korzystanie klient może otrzymać do 1000 zł” – podaje biuro prasowe największego polskiego banku. Santander promuje swoje rachunki możliwością uzyskania zwrotu niewielkiej części kwot zapłaconych za pomocą karty wydanej do konta.

Na ogół jednak konta są płatne, i to wyżej niż rachunki osobiste niezwiązane z działalnością gospodarczą. Samo prowadzenie konta to często wydatek rzędu 15–25 zł miesięczne. Tu pojawiają się opłaty za przelewy, które przy rachunkach osobistych są na ogół darmowe. Już to pozwala bankowcom mieć nadzieję, że poniesione w przeszłości inwestycje w systemy IT z czasem będą się zwracać.

Ale nawet darmowe usługi mogą być dla banków opłacalne. By skorzystać z promocji, zwykle trzeba się wykazać aktywnością – np. notować określone wpływy w skali miesiąca albo przelewać właśnie z tego konta składki na ZUS czy podatki. To oznacza, że na rachunku muszą pojawiać się pieniądze. Konta rozliczeniowe co do zasady są nieoprocentowane. Banki mogą zaś dysponować znajdującymi się na nich środkami, przeznaczając je np. na kredyty.

– Nie robiliśmy tych regulacji po to, żeby zadowalać banki, tylko żeby uszczelnić system podatkowy, żebyśmy mogli w pełni wykorzystać system STIR i żeby płatności między podatnikami były lepiej monitorowane – mówił w ubiegłotygodniowym wywiadzie dla DGP Zbigniew Makowski, zastępca dyrektora departamentu VAT w Ministerstwie Finansów.