Władze miast boją się, że rządowy system uszczupli ich dochody. Wystarczy, że obywatele będą z automatu akceptować przedkładane im PIT-y i zapomną o dopisaniu właściwego adresu zamieszkania.
Miasta i gminy rozpoczęły kampanie zachęcające mieszkańców do rozliczania swoich PIT-ów w miejscu, w którym na co dzień żyją. Chodzi o to, by pieniądze z podatków nie uciekały do miejscowości, w których wielu mieszkańców jest tylko zameldowanych. Do tej pory – jak przekonują samorządowcy – kampanie promujące rozliczanie PIT w miejscu zamieszkania przynosiły wymierne efekty. Coraz więcej osób aktualizowało swoje informacje adresowe, a to przekładało się na rosnące wpływy z podatków od osób fizycznych. Samorządy obawiają się jednak, że w tym roku na przeszkodzie ich staraniom stanie rządowy projekt Twój e-PIT, w ramach którego to skarbówka po raz pierwszy wypełniła za nas zeznania podatkowe PIT-37.
– System, w którym otrzymujemy wstępnie wypełniony PIT, jest właściwym kierunkiem i tego nie negujemy. Obawiamy się tylko, że podatnicy masowo i dość bezrefleksyjnie będą akceptować rozliczenia przedkładane im przez skarbówkę. I nie będą przy tym wnikać w to, czy ich adres zamieszkania jest aktualny, czy nie. A przecież od tego zależy, która miejscowość otrzyma dochody z podatku – wskazuje nam jeden z samorządowców.