Siłą parlamentarnej większości Sejm może wszystko. Nie tylko uchwalać zmiany w przepisach, ale po upływie pół roku spokojnie je odkręcać. Najgorsze jest to, że taki tryb nikogo nie dziwi. Wszyscy się na to godzą, również podatnicy.
W październiku 2017 r. Sejm uchwalił, że wejdzie życie nowy minimalny podatek od nieruchomości komercyjnych, a 50-proc. koszty uzyskania przychodów będą odliczać tylko niektórzy twórcy, wykonujący ściśle określone zawody. Przy okazji opodatkowano wkłady pieniężne do spółek kapitałowych (podobno nieświadomie) i wykluczono możliwość amortyzacji rodzinnego majątku otrzymanego w spadku lub darowiźnie (ta zmiana była w pełni zamierzona).
Już na początku roku okazało się, że nowelizacja była w części kompletnie nietrafiona, a w części niedopracowana (żeby nie powiedzieć niechlujna). Przez następne pół roku Sejm poprawiał więc to, co kilka miesięcy wcześniej uchwalił. Działał spokojnie, bez pośpiechu. Zajęło mu to cztery miesiące (rządowy projekt miał datę 22 lutego 2018 r.).