Najbogatsi wynajmujący nie zrezygnują z opłacania ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, nawet gdy jego stawka wzrośnie do 12,5 proc. Nie opłaci się to nawet tym, którzy ponoszą duże wydatki, np. na remont lokalu.
Reklama



Tak eksperci oceniają skutki najnowszych planów Ministerstwa Finansów. Jak pisaliśmy wczoraj (DGP nr 177/2017), resort zaproponował, aby podatnicy, których roczne przychody z najmu przekroczą 100 tys. zł, płacili ryczałt według wyższej stawki niż obecnie. Byłoby to 12,5 proc.
Z szacunków MF wynika, że mogłoby to dotyczyć 2 proc. wynajmujących spośród ponad pół miliona, którzy wybierają ryczałt (dane z 2016 r.). Średni roczny przychód tych najbogatszych wynosi 201 tys. zł – poinformował wiceminister finansów Paweł Gruza w odpowiedzi z 21 sierpnia 2017 r. na poselską interpelację 14454.

Reklama
Obecnie wszyscy wynajmujący nieruchomości prywatnie (nie w ramach działalności gospodarczej) mogą wybrać ryczałt ze stawką 8,5 proc.
– Po podwyżce stawki ryczałtu do 12,5 proc. najbogatsi wynajmujący nie powinni przejść do szarej strefy – uważa Jarosław Ziółkowski, doradca podatkowy w Independent Tax Advisers.
Jego zdaniem, nie wybiorą też PIT na zasadach ogólnych.
Kluczowe w ocenie, czy lepszy 12,5-proc. ryczałt, czy PIT na zasadach ogólnych, będą koszty ponoszone przez podatnika w związku z najmem. Przy ryczałcie nie można ich odliczyć.
Proste wyliczenie wskazuje, że 12,5 proc. od średniego przychodu z najmu wskazanego przez wiceministra Gruzę (czyli od 201 tys. zł ) wyniosłoby 25 125 zł.
– Mimo tego ryczałt i tak będzie ciągle atrakcyjniejszy niż zasady ogólne. Gdyby najbogatsi je wybrali, to z dużym prawdopodobieństwem musieliby opłacać podatek od swoich dochodów według stawki 32 proc. Najprawdopodobniej bowiem, nawet po odjęciu kosztów, uzyskaliby roczne dochody powyżej 85 528 zł – tłumaczy Jarosław Ziółkowski.
Zasady ogólne mogłyby być atrakcyjne dla wynajmujących, którzy ponoszą duże wydatki, np. w związku z remontem nieruchomości , a na dodatek ustalili z najemcą, że sami będą opłacać koszty mediów, opłaty za ubezpieczenie itp. Teoretycznie można przyjąć, że to pozwoli płacić tylko 18 proc. PIT od dochodu.
– W praktyce jednak relacja kosztów do uzyskanego przychodu musiałaby być bardzo duża. Trudno sobie wyobrazić, żeby wynajmujący masowo decydowali się na kontynuowanie nieopłacalnego ekonomicznie wynajmu, tylko po to, żeby zaoszczędzić na podatku – podsumowuje Jarosław Ziółkowski.
Pierwotnie Ministerstwo Finansów chciało, aby najbogatsi wynajmujący tracili prawo do ryczałtu i po przekroczeniu limitu 100 tys. zł przychodów płacili PIT na zasadach ogólnych (18 i 32 proc. od uzyskanego dochodu).