Rozmowa z Ernestem Frankowskim, doradcą podatkowym, menedżerem w Deloitte

W ostatnim czasie partie proponują zmiany w formularzach PIT. Najdalej idzie PO, która zapowiada likwidację formularzy papierowych i zastąpienie ich rozliczeniem elektronicznym. Czy pana zdaniem w polskich warunkach jest to możliwe?

Generalnie jest to bardzo dobry kierunek zmian w systemie podatkowym. Politycy muszą jednak pamiętać, że tego typu rewolucyjne zmiany powinny mieć odpowiedni harmonogram i nie mogą być wprowadzane bez uwzględniania warunków społeczno-ekonomicznych. A te z kolei jednoznacznie wskazują, ze w Polsce nie mamy sytuacji 100 proc. dostępności wszystkich obywateli do internetu. W efekcie nie można sobie pozwolić (przynajmniej w ciągu najbliższych lat) na całkowitą likwidację papierowej formy rozliczenia podatkowego. Co oczywiście nie oznacza, że komunikacja elektroniczna nie powinna być cały czas udoskonalana, wspierana i promowana. Jeśli jakikolwiek rząd chciałby wprowadzić już teraz obowiązek elektronicznego rozliczenia, musiałby po prostu zapewnić powszechny i łatwy dostęp do internetu.

Pomysł likwidacji papierowych formularzy nie jest nowy. Już kilka lat temu, przy okazji wdrażania systemu e-Deklaracje i e-Podatki mówiło się o tym, że podatnicy będą mieli elektroniczne konta. Jak rozumiem, obecne zapowiedzi polityków potwierdzają, że nie udało się zrealizować tych wcześniejszych planów?

Rzeczywiście, indywidualnych kont podatników nie ma. Z drugiej strony powoli i z przeszkodami rozwija się system ePUAP, który na tego rodzaju osobistych kontach jest oparty (zaufany profil).

Oznacza to, że po pierwsze wciąż kuleje koordynacja projektów cyfryzacji administracji publicznej (niektóre projekty i inicjatywy po prostu się w pewnym zakresie dublują), a po drugie, że technicznie i organizacyjnie projekt wyposażenia wszystkich obywateli w indywidualne konto mógłby być gigantycznym wyzwaniem dla administracji.

Elektroniczne rozliczanie ma polegać na tym, że urzędnik sporządzi projekt deklaracji, a podatnik będzie mógł ją zaakceptować lub modyfikować za pomocą swojego konta. Czy każdy mógłby skorzystać z takiego rozwiązania?

Wydaje się, że docelowo taki system rozliczeń podatkowych ma sens tylko wtedy, jeśli każdy może z niego skorzystać, o ile ma taką wolę i dostęp do sieci. Taki system rozliczeń znacząco uprościłby rozliczenia. Tym niemniej twórcy systemu muszą zaplanować bardzo uważnie tzw. okres przejściowy. To jest czas od uruchomienia systemu aż do jego powszechnej akceptacji i zrozumienia przez użytkowników. Już teraz można sobie wyobrazić kilka sytuacji, które w pierwszej fazie działania systemu mogą wywołać znaczny chaos.

Co spowodowałoby ten chaos?

Przede wszystkim zakładając, że wszyscy podatnicy będą mieli konto w systemie, należy przygotować się na sytuację swego rodzaju próżni. Pewna grupa podatników może, kierując się cząstkowymi informacjami, nie wprowadzić do wstępnego rozliczenia udostępnionego w ramach konta żadnych zmian w ustawowym terminie (związanych z ulgami, prawami autorskimi itd.). Jednocześnie może przyjąć, że nie ma obowiązku składać deklaracji papierowo. Po upływie terminu rozliczeń i uświadomieniu sobie zaniedbania urzędy mogą zostać zalane deklaracjami korygującymi.

Na początku musiałaby istnieć też możliwość korekty papierowej?

Tak, to ważne. Przecież nie każdy będzie miał dostęp do internetu w momencie startu systemu. Dlatego też trzeba opracować dobry system wiązania papierowych deklaracji z deklaracjami wstępnymi obecnymi w systemie. Biorąc to pod uwagę, być może dobrym pomysłem jest uruchamianie kont i wprowadzanie do systemu tylko tych użytkowników, którzy zadeklarują taką chęć i posiadanie dostępu do sieci. Takie oświadczenia można chociażby zbierać podczas wydawania nowych dowodów osobistych (zawierających układ chipowy z e-podpisem).

Czy podatnik mógłby w dowolnym momencie zacząć korzystać ze swojego elektronicznego konta?

Wejście do systemu każdy podatnik mógłby zadeklarować z własnej inicjatywy w każdym, wybranym przez siebie momencie (choćby poprzez aktywację konta, które domyślnie każdy miałby założone, ale które byłoby uśpione do momentu świadomej akcji podatnika w systemie). Tutaj jednak pojawia się kolejna pokusa, żeby zbiurokratyzować ten proces (swego czasu tak było z systemem e-Deklaracje, który wymagał złożenia formularza uprzedzającego o chęci korzystania z systemu). Nie można powtórzyć takiego błędu.

System ma powstać w ciągu dwóch lat, a w pełni ma funkcjonować od 2015 r. Czy pana zdaniem zapowiedzi te można traktować poważnie, czy to tylko przedwyborcza obietnica?

Według mnie taki system, przy dobrej organizacji, zarządzaniu, dobraniu odpowiednio przygotowanego zespołu ludzi i prawidłowo określonym budżecie można zbudować w tym terminie. Powstaje jednak pytanie, czy umiemy taki projekt uruchomić, spełniając wspomniane warunki.