EWA MATYSZEWSKA

Wyniki wybranych kontroli podatkowych wskazują na zaskakujący sposób oszacowania przez organy podatkowe dochodu i określenia dodatkowego podatku w transakcjach z podmiotami z grup kapitałowych. Jak to wygląda w praktyce?

IWONA GEORGIJEW*

Wygląda to następująco: urzędnik bada rentowność firmy osiągniętą w danym roku i porównuje wyniki do rentowności założonej w dokumentacji cen transferowych, przygotowanej i przedstawionej przez podatnika dla danej transakcji. W sytuacji gdy rentowność firmy kształtuje się na poziomie np. 3 proc. zysku, natomiast w dokumentacji podatnik zadeklarował stosowanie cen transferowych zapewniających zysk w wysokości uznanej przez podatnika za zasadny dla danej transakcji na poziomie np. 6 proc., fiskus szacuje dodatkowy dochód uwzględniający tę różnicę. Przy powtarzalnych transakcjach może to kosztować przedsiębiorstwo tysiące złotych, przy dużych kontraktach miliony.

Czy zdarzają się inne przypadki takich rozbieżności?

Owszem. Inny przykład: podatnik prowadzi sprzedaż do firmy matki na podstawie cen jednostkowych, określonych dla poszczególnych produktów na początku roku i obowiązujących w danym roku finansowym. Ze względu na brak dostępnych danych o porównywalnych transakcjach na rynku podatnik zadeklarował w dokumentacji podatkowej, że ceny transferowe określane będą metodą koszt plus i określił narzut w wysokości np. 8 proc. W wyniku kontroli podatkowej fiskus dokonuje rekalkulacji ceny i szacuje dochód na podstawie rzeczywistych kosztów poniesionych przez podatnika i wskazany przez podatnika 8-proc. narzut. Ponieważ podatnik nie prowadzi ewidencji umożliwiającej uzgodnienie cennika z algorytmem kalkulacji ceny na podstawie kosztów, dokumentacja zostaje uznana za nieprawidłową (niezgodną ze stanem faktycznym), co skutkuje zastosowaniem podwyższonej 50-proc. stawki podatkowej.

Czy prowadzone są analizy porównawcze?

W żadnym z wymienionych przypadków fiskus nie przeprowadza analiz porównawczych, nie bada, czy rentowność zrealizowana przez podatników odpowiada wynikom innych przedsiębiorców, których transakcje można uznać za porównywalne z badanymi. Jedynym punktem odniesienia jest dokumentacja przygotowana przez samego podatnika.

Czy takie postępowanie jest właściwe?

Nie jest i nie należy takiego sposobu działania akceptować. Zgodnie z zasadą ceny rynkowej, aby określić zaległość i nałożyć dodatkowy podatek, fiskus musi wykazać w pierwszej kolejności, że w transakcji z podmiotem powiązanym przedsiębiorca uzyskał dochód niższy od dochodu, jaki by osiągnął, gdyby dane powiązanie nie istniało. Oznacza to jednoznacznie, że konieczne jest ustalenie poziomu dochodu, właściwego dla danej transakcji, w sytuacji gdy nie zachodzą powiązania.

*Iwona Georgijew

partner, doradca podatkowy, zespół cen transferowych Deloitte