ROZMOWA

• Wśród propozycji antykryzysowych dwa dni temu SLD zaproponowało, aby przywrócić 40-proc. stawkę PIT dla najlepiej zarabiających. Jak pan ocenia ten pomysł?

- Oceniam go bardzo negatywnie, posłowie Lewicy mają już w swoich dokonaniach próbę wprowadzenia stawki 50-proc. w 2004 roku, którą notabene ochoczo poparło wtedy PiS - teraz pewnie by też chciało, ale nie może, bo obniżka PIT dokonała się za jego rządów.

• Czy w takim razie pomysły rządu są lepsze?

- Obecna strategia rządu wydaje mi się prowadzić donikąd. W czasach kryzysu deficyt, niezależnie od determinacji ministra finansów, ma tendencję do wzrostu. Deficyt trzeba ciąć, gdy koniunktura jest dobra. Obecnie kurczowe trzymanie się wielkości deficytu zapisanej w ustawie budżetowej, która to wielkość jest niższa niż rok temu, jest błędem. Co więcej, ta walka o zachowanie deficytu na niezmienionym poziomie, a więc cięcie wydatków, jest niepotrzebna i z góry skazana na niepowodzenie.

• Jakie może to mieć skutki?

- Ograniczanie wydatków, a więc ograniczanie popytu, pogłębiać będzie skalę recesji. Można nie być fanem Keynesa (ja nie jestem), ale w krótkim okresie silna redukcja popytu na pewno negatywnie odbije się na tempie wzrostu PKB. Spadają inwestycje i eksport, więc w tej sytuacji ograniczanie wydatków publicznych jest błędem polityki gospodarczej tego rządu. Teraz trzeba rozsądnie wydawać, a gdy koniunktura się poprawi, ostro ciąć wydatki.

• W niektórych krajach pomysłem na walkę z kryzysem są zmiany w podatkach. To lepsze metody od naszych?

- Jednorazowe obniżki podatków dochodowych (USA) czy przejściowe obniżenie stawki VAT (Wielka Brytania) są wyjątkowo mało skuteczne i mają głównie walor propagandowy.

• Ale pojawiają się opinie, że nie da się sfinansować wyższego deficytu.

- To opinie nieuzasadnione. W Polsce były już finansowane wyższe deficyty, i to w gorszej sytuacji makroekonomicznej i politycznej. Nasz deficyt jest relatywnie nieduży, dług publiczny również; mimo spadku dynamiki PKB jest ona nadal dodatnia, a sytuacja polityczna stabilna. Jeśli jednak rząd za wszelką cenę nie chce zwiększać deficytu, to można dodatkowych środków poszukać po stronie dochodowej. Ale to wiąże się z decyzjami niepopularnymi. Jeśli cała opozycja będzie popierała zwiększanie wydatków, to z pewnością jednoznacznie przeciwstawiać się będzie zwiększaniu podatków, chyba że byłoby to np. populistyczne zwiększenie stawki PIT dla bogatych.

• Gdzie szukać dodatkowych środków?

- Dodatkowych pieniędzy można i należy poszukać po stronie podatków pośrednich - szczególnie akcyzy. I trzeba zdecydować się na działania skuteczne, to znaczy przynoszące realne przychody podatkowe, a nie takie jak np. zwiększenie akcyzy na samochody z silnikami powyżej 2 litrów, co nie przełoży się na dodatkowe dochody, a i tak niekorzystnie wpłynie na przeżywającą poważne załamanie branżę motoryzacyjną.

• To może jakaś podpowiedź dla ministra finansów?

- Możliwości zwiększenia dochodów jest kilka, ot choćby akcyza na LPG. Minister finansów lekką ręką zrezygnował pod naporem lobbystów z podniesienia stawki na LPG, a przecież jego obecna cena jest najniższa od wielu lat i nadal LPG jest o ponad 2 złote tańszy niż benzyna. To oznacza, że kilkanaście groszy na litrze więcej nie zabiłoby rynku LPG w Polsce, jak to głoszą lobbyści, ale dałoby tak potrzebne pieniądze dla budżetu.

• Ale wszyscy raczej oczekują obniżki podatków.

- Warto by wprowadzić zasadę, że obniżki podatków, tak bardzo oczekiwane przez społeczeństwo i uwielbiane przez polityków (szczególnie w kampaniach wyborczych), są dopuszczalne tylko wtedy, gdy budżet państwa jest zrównoważony. Byłby to dodatkowy bodziec, by nie szastać publicznymi pieniędzmi.