Unia postanowiła bardziej zdecydowanie powalczyć z transferowaniem zysków do rajów podatkowych oraz unikaniem podatków przez transfery między powiązanymi kapitałowo spółkami, czyli legendarne już drenowanie zysków spółek córek przez zagraniczne, najczęściej amerykańskie lub azjatyckie spółki matki. Transfer taki polega głównie na wpływaniu na ceny zakupu towarów lub usług za pomocą fikcyjnej manipulacji tymi cenami. Firmy zazwyczaj w sposób sztuczny zaniżają lub podwyższają ich wartość.

Komisja Europejska powołała nawet 16-osobowe gremium doradcze, które ma jej pomóc w walce, z tym nagannym jak należy rozumieć procederem. I tu zaczyna się kłopot. Unijni urzędnicy chcą by w tej nierównej batalii pomogli jej praktycy. A za takich uważają tych, którzy dziś takimi działaniami się zajmują. Do doradczego gremium trafili zatem przedstawiciele dużych firm pokroju Shella czy Unilever oraz przedstawiciele czterech największych firm doradczych.

Pomysł jest prosty, skoro potraficie organizować takie transfery, to podpowiedzcie nam teraz co zrobić żebyście nie mogli tego robić. Pomysł jest prosty, ale i kontrowersyjny, bo to trochę tak, jakby zaprosić do domu złodzieja, by ten podpowiedział nam, jak się mamy zabezpieczyć przed jego wizytą. Ani ci pierwsi, ani ten drugi nie mają żadnego interesu w tym, by taką wiedzą się dzielić. Z tego powodu pomysł Komisji Europejskiej wydaje się co najmniej kontrowersyjny.

Największe niebezpieczeństwo polega na tym, że praktycy skoncentrują się na promowaniu takich rozwiązań, które pozornie zmierzać będą do tego, co zamierza osiągnąć Komisja Europejska. W praktyce zaś pozostawią swobodę dokonywania transferów tym, którzy doradzając w sprawie nowych przepisów i rozwiązania takie zaprojektowali. Dopóki nie będą one powszechnie znane przyniosą korzyści głównie uczestnikom doradczego gremium.

Czy tak się stanie? Tego nie można z góry zakładać. Ale nie można też tego całkowicie wykluczyć. To zmusza zaś do bacznego patrzenia takim doradcom na ręce. Czy komisja jest w stanie zrobić to samodzielnie, można szczerze wątpić.

Reguły są proste. Można wilka przebrać w skórę owczarka i zagonić do pilnowania owiec. Kłopot w tym, że nie straci on przy tym swej wilczej natury. Prędzej czy później natura ta weźmie nad nim górę, z opłakanymi skutkami dla owiec. Czego oczywiście ani Komisja Europejska, ani my sobie nie życzymy.