Po pierwsze, zakładając, że wnioskiem trybunał zajmie się w normalnym trybie, na rozstrzygnięcie przyjdzie nam poczekać mniej więcej półtora roku. Za dwa lata – jeśli wierzyć temu, co wynika obecnie z przepisów – podwyższone w tym roku stawki VAT powinny wrócić do pierwotnej wysokości. Innymi słowy, jeśli finanse publiczne się nie załamią i nie przekroczymy tzw. progów ostrożnościowych – a resort finansów zapewnia, że tak się nie stanie – to 1 stycznia 2013 r. powinny zacząć obowiązywać stawki VAT w wysokości 22, 7 i 5 proc. Poza stawką 5-proc. oznacza to oczywiście powrót do tego, co obowiązywało przed podwyżką VAT. Pod warunkiem oczywiście, że rząd z jakichś sobie tylko znanych powodów nie zdecyduje się na przedłużenie czasu stosowania nowych stawek. To jednak oznaczałoby, że rząd ten (jeśli będzie to nadal ten rząd, tej partii) w sposób absolutnie skandaliczny oblewa egzamin z wiarygodności.

Po drugie, nie należy liczyć, że trybunał, jeśli nawet uzna argumenty SLD i orzeknie, że tryb wprowadzenia podwyżki stawek VAT był niezgodny z konstytucją, cofnie w ten sposób te podwyżki. Tak się nie stanie. I zapłaconego wyższego VAT i tak już nie odzyskamy. Tak się bowiem utarło, że tam, gdzie chodzi o finansowe interesy państwa, trybunał orzeka w sposób, który nie naraża budżetu na straty. Nie ma żadnych powodów, by w tej sprawie miało być inaczej.

Czy wniosek SLD jest zatem w ogóle potrzebny? Jest. O ile Trybunał Konstytucyjny w ogóle by się nim zajął. Z prostego powodu. Jest potrzebny po to, by sformułowana została w sposób wyraźny zasada, że także w przypadku VAT vacatio legis, a zatem okres przerwy między ogłoszeniem nowych przepisów i momentem, w którym zaczynają one funkcjonować, musi być równy co najmniej jednemu okresowi rozliczeniowemu. W przypadku VAT musiałby być on zatem nie krótszy niż miesiąc. A jeszcze lepiej kwartał. Bo tyle wynosi okres rozliczeniowy części podatników.