Pomysł zrodził się w Ministerstwie Finansów i jest odpowiedzią na senacki projekt, który zakładał prawie czterokrotne zmniejszenie wysokości akcyzy od samochodów z silnikami o pojemności powyżej 2000 cm sześc. Na zeszłotygodniowym posiedzeniu senackiej komisji infrastruktury, komisji ustawodawczej i komisji budżetu i finansów publicznych wiceminister finansów Wiesław Jasiński wyjaśnił, że tak duża obniżka miałaby negatywny wpływ na budżet państwa.

Pierwotnie chodziło o zmniejszenie stawki akcyzy z 18,6 proc. do 4,6 proc. podstawy opodatkowania (w czasie prac padła również propozycja 8 proc.). Pomysłodawcą zmian jest senator PiS Grzegorz Peczkis. Jego zdaniem taka zmiana ograniczyłaby znacząco lub nawet wyeliminowała proceder polegający na unikaniu przez podatników płacenia wyższej daniny od sprowadzanych z zagranicy samochodów z dużymi silnikami. Kupując taki pojazd np. w Niemczech, zaniżają oni jego wartość – często wielokrotnie w stosunku do ceny rynkowej. A gdy urząd celny kwestionuje kwotę widniejącą na fakturze czy w umowie, podatnicy poddają pojazd zabiegom chwilowo (w sposób odwracalny) obniżającym jego wartość. Na przykład podnoszą wskazania licznika przebiegu.

Grzegorz Peczkis twierdzi, że na źle skonstruowanych przepisach dotyczących akcyzy od aut budżet traci setki milionów złotych rocznie. Problem dostrzegło już również Ministerstwo Finansów, które przychyliło się do argumentów trzech grup przedsiębiorców związanych z rynkiem samochodowym: sprzedawców nowych pojazdów, firm zajmujących się recyklingiem pojazdów i importerów aut używanych.

– Na obecnym etapie zgodziliśmy się z wiceministrem Jasińskim co do tego, że nowy podatek będzie uwarunkowany pojemnością samochodów i emisją spalin – zdradza Peczkis. I wyjaśnia, że jego stawki mają być bardzo zróżnicowane i w przypadku pierwszego kryterium bardzo rozbite, tj. odmienne dla pojemności do 1000 cm sześc., 1500 cm sześc., 2000 cm sześc., 2500 cm sześc., 3000 cm sześc., 3500 cm sześc. i powyżej. Z kolei w przypadku emisji spalin brana byłaby pod uwagę norma Euro o wartości do 4, 5 oraz 6 i ewentualnie czynnik związany z emisją tlenku węgla (CO). – W ten sposób podatek nie będzie zależał od czynnika ludzkiego – twierdzi senator. Dodaje też, że na opracowanie szczegółowego projektu ministerstwo potrzebuje trzech miesięcy. Ale już za dwa tygodnie przedstawi pierwsze konkretne propozycje do dyskusji.

– Po zmianach osoba sprowawadzająca auto na podstawie jednej lub dwóch tabel będzie mogła się dowiedzieć, ile podatku zapłaci. Wysokość nie będzie już zależała od wartości samochodu – wyjaśnia Grzegorz Peczkis. Danina ma być skonstruowana tak, aby z jednej strony była neutralna budżetowo, a z drugiej by osoba, która kupi nowe auto o małej pojemności, nie zapłaciła więcej niż przed zmianą.

Pytany o to wszystko resort finansów odpowiedział jedynie, że „w związku z ustaleniami z posiedzenia połączonych komisji senackich w resorcie trwają analizy co do potencjalnych zmian opodatkowania akcyzą od samochodów osobowych”.

– To bardzo dobry pomysł – komentuje Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Zwraca jednak uwagę, że dużo zależeć będzie od szczegółów, które przedstawi MF, a przede wszystkim – od stawek nowego podatku. – Dobrze by było, gdyby nie był zbyt wysoki, za to łatwy do ściągnięcia – sugeruje Faryś i dodaje, że wskazane byłoby też, aby był to podatek społecznie akceptowany i zachęcił do kupowania nowych aut, a nie zabijał mobilności Polaków. PZPM jest zdania, że obecna konstrukcja podatku jest anachroniczna. Akcyza od samochodów nie powinna być tylko źródłem wpływów budżetowych, ale powinna też realizować inne funkcje. – Podatek ma poprawić bezpieczeństwo i stan aut, którymi jeżdżą Polacy, i przyczynić się do poprawy stanu środowiska naturalnego – podkreśla.

Obecnie akcyza należna za auto starsze, emitujące dużą ilość spalin bywa znacznie niższa od tej, jaką zapłacić trzeba za pojazd nowy, proekologiczny czy zagrażający bezpieczeństwu ruchu drogowego. – Dodatkowo obecna stawka podatku jest zbyt wysoka – uważa ekspert. I przypomina, że w wielu innych krajach UE już od dawna obowiązują podatki oparte na poziomie emisji szkodliwych substancji (np. Niemcy) lub zużycia paliwa (Austria). Do wprowadzenia tego rodzaju daniny w Polsce cyklicznie nawołują też Komisja Europejska i OECD. Ich zdaniem rozwiązanie takie ma znacznie więcej zalet niż wad.