Polski fiskus ma obecnie zbyt dużą władzę, przez co rujnuje finansowo i doprowadza do upadłości wiele firm. A w dodatku budzi w obywatelach strach.

13 sierpnia, wieś Biesowo koło Biskupca, w której zameldowanych jest dokładnie 398 osób. Od paru godzin trwa V Warmińska Uczta Pierogowa. Nagle na festynie pojawia się kilku uzbrojonych w pałki i paralizatory, ubranych w czarne mundury inspektorów z urzędu kontroli skarbowej. – Wystraszyli uczestników, wystawili parę mandatów za brak kas fiskalnych na wiejskiej imprezie i zamknęli loterię, w której wygraną były głównie słodycze dla dzieci, twierdząc, że nie ma na nią pozwolenia – mówi przedsiębiorca, który na imprezie handlował napojami. On na szczęście kasę miał. Ale już handlujący obok niego w ramach „społecznej przysługi” pierogami strażacy z wiejskiej OSP nie – dostali 500 zł kary.

Drobny mandat jest jednak niczym w porównaniu z pieniędzmi, jakie skarbówka potrafi niezgodnie z prawem odebrać przedsiębiorcom i doprowadzić ich do upadłości. Gdy wystawia decyzję, nabiera ona mocy natychmiastowej wymagalności. Przedsiębiorcy najpierw muszą wypełnić wolę fiskusa, a dopiero później mogą się z nim sądzić. – Tyle że gdy proces się kończy pozytywnym dla firmy werdyktem i US zwraca jej pieniądze, to nie ma już czego ratować – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, i nazywa takie działanie wprost łamaniem praw człowieka.

Problem nie jest jednak nierozwiązywalny. Zdaniem przedsiębiorców wystarczy, aby każda decyzja urzędnika skarbowego otrzymywała klauzulę wykonalności dopiero po jej uprawomocnieniu się. Innymi słowy wszystko odbywałoby się wtedy we właściwej kolejności: decyzja skarbówki, wyrok sądu i ewentualna egzekucja. Sam fiskus na pewno nic by wtedy nie stracił, za to sporo zyskaliby przedsiębiorcy – choćby czas na to, aby zebrać pieniądze, które są teoretycznie winni państwu, a przy tym nie zbankrutować.