Krzysztof Jędrasik, właściciel łódzkiej firmy IDEA AD, żąda 10 tys. zł zadośćuczynienia od Skarbu Państwa, oficjalnych przeprosin i zaprzestania naruszania jego dobrego imienia. Twierdzi, że walczy nie dla pieniędzy, tylko dla zasady. MF zauważa, że to pierwsza taka sprawa.

Jędrasik złożył pozew po tym, jak jeden z kontrahentów zerwał z nim współpracę. Stało się to tuż po kontroli, którą białostocki UKS przeprowadził u tego kontrahenta. W protokole po niej znalazły się zapisy: „faktury, które za pośrednictwem firmy Krzysztofa Jędrasika dotarły do kontrolowanej spółki, dowodzą uczestnictwa w łańcuchu dostaw towarów o nieokreślonym źródle pochodzenia” oraz „wina w niezweryfikowaniu dostawcy leży wyłącznie po stronie kontrolowanego”.

UKS ustalił, że przepływ faktur rozpoczął się od podmiotu, który posługiwał się adresem wirtualnego biura, nie zatrudniał pracowników i nie prowadził żadnej działalności gospodarczej, a jedynie wprowadzał do obrotu fikcyjne faktury. IDEA AD miała być czwartym ogniwem karuzeli.

– Protokół jednoznacznie stwierdza, że uczestniczyłem w transakcjach, w które zaangażowani byli znikający podatnicy, a towaru nie było – mówi Jędrasik. Zapewnia jednak, że towar istniał. – Potwierdzają to dokumentacja transakcyjna między spółkami i dokumentacja w centrum logistycznym, gdzie towar był przechowywany – twierdzi.

– Co więcej, pismo z łódzkiego UKS, na które jako dowód w sprawie powołuje się UKS w Białymstoku, nie zawiera żadnego stwierdzenia o braku towaru – podkreśla Jędrasik. I na potwierdzenie przedstawia kopię dokumentu. Tłumaczy, że każda partia towaru przed zakupem była fotografowana, zaś numery IMEI telefonów sprawdzano na stronie producenta w celu zweryfikowania ich autentyczności (destynacji, modelu, pamięci, specyfikacji technicznej). Dodaje, że wszystkie transakcje były opłacane za pośrednictwem rachunków bankowych. Ręczy też, że nigdy nie kupił ani nie sprzedał dwa razy tego samego telefonu, co mogą potwierdzić liczni świadkowie oraz dokumentacja firmy dostarczona do UKS Łódź.

Jędrasik nie dziwi się, że kontrahent zerwał z nim współpracę (działali razem dwa lata). – Nie chciał narażać swojej firmy na dalsze straty – mówi. Uważa jednak, że dyrektor UKS dopuścił się pomówienia, które uderzyło w jego dobre imię i cześć. – Zanim dopuszczono się tych oszczerstw, byłem cenionym sprzedawcą elektroniki. Teraz nikt nie chce ze mną współpracować – argumentuje. I właśnie dlatego złożył pozew do sądu.

Na rozprawie przed Sądem Okręgowym w Białymstoku UKS reprezentował radca Prokuratorii Generalnej. Tłumaczył, że organ był uprawniony do użycia stwierdzeń, które znalazły się w protokole kontroli, ponieważ znajdowały one poparcie w zgromadzonym materiale dowodowym. Powoływał się też na wyrok Sądu Najwyższego (sygn. akt IV CK 213/05), zgodnie z którym o naruszeniu reputacji można mówić dopiero wówczas, gdy dyskredytująca wypowiedź dotrze do osób trzecich, a więc zostanie upubliczniona. A w tej sprawie tak nie było, ponieważ protokół kontroli był skierowany jedynie do pełnomocnika firmy, w której ją przeprowadzono.

Niezależnie od tego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku wpłynęła skarga kontrahenta Jędrasika na decyzję organów odmawiającą prawa do odliczenia VAT. WSA ma teraz przesłać sądowi okręgowemu akta tej sprawy.

OPINIE

Fiskus może się obronić

Sąd Najwyższy orzekał w przeszłości, że naruszeniem dóbr osobistych przedsiębiorcy są wypowiedzi zarzucające mu kreatywną księgowość, sztuczne podnoszenie wyniku czy niejasne operacje księgowe. Nie ma wątpliwości, że zarzut udziału w karuzeli podatkowej także uderza w renomę przedsiębiorcy. Jednak warunkiem udzielenia ochrony prawnej jest bezprawność działania sprawcy. I tu może być problem, ponieważ działanie urzędnika na podstawie przepisu prawa wyłącza bezprawność naruszenia. Jeżeli organ ustalił, że w   sprawie mogło wystąpić przestępstwo karuzelowe, to miał prawo i obowiązek o tym napisać w protokole.

Podatnik ma szansę wygrać, ale tylko wtedy, gdy okaże się, że działanie było bezprawne, przykładowo wskutek nadużycia uprawnień funkcjonariusza publicznego czy też złamania tajemnicy skarbowej.

Wygra podatnik

Wszystko wskazuje na to, że materiał dowodowy, zdaniem fiskusa uprawniający go do „użycia stwierdzeń, które znalazły się w protokole kontroli”, dotyczył pierwszych w łańcuchu spółek, z którymi podatnik nie miał do czynienia. Jak pokazuje praktyka tego typu postępowań (prowadzących do wydawania pustych decyzji wobec oszukanych, a nie oszustów podatkowych), w materiale sprawy prawdopodobnie nie ma żadnych dowodów odnoszących się do transakcji. Sprawa ma duże szanse na wygraną dzięki temu, że sąd powszechny postanowił sam zbadać materiał dowodowy. Nie wykluczałbym bezprawności działania – warunek należytej staranności w   transakcjach handlowych miał chronić podatników (tak np. TSUE w   wyroku o   sygn. akt C-277/14) i   łagodzić art. 88 ust. 3a ustawy o   VAT (np. WSA w   Lublinie w   wyroku o   sygn. akt I   SA/Lu 194/16). Nie stanowi on natomiast zapisanego w   prawie polskim, a   nawet wspólnotowym , warunku odliczenia VAT.