O wysokości podatku mają decydować: pojemność silnika, emisja spalin wyrażona normą Euro i wskaźnik deprecjacji wartości samochodu.
Reklama
Taką koncepcję przedstawiło wczoraj Ministerstwo Finansów na posiedzeniu połączonych komisji senackich.

Reklama
Pierwotna propozycja resortu zmierzała do uzależnienia wysokości podatku wyłącznie od pojemności silnika i od wieku auta (pisaliśmy o tym w artykule „Koniec sporów o akcyzę od aut” DGP nr 206/2016).
To wywołało ogromne kontrowersje, bo oznaczało, że skutki nowego podatku najbardziej odczuliby nabywcy, których nie stać na nowe auto z salonu samochodowego. Zasada miała być bowiem taka, że im auto starsze, tym akcyza wyższa.
Pojawiły się też obawy, że taki system będzie niezgodny z przepisami unijnymi (pisaliśmy o tym w artykule „Nowa akcyza może być niezgodna z prawem UE”, DGP nr 215/2016).
Zgodność z prawem UE
Resort zmienił teraz swoje założenia. To sukces DGP, który pierwszy poinformował, że plany Ministerstwa Finansów mogą być niezgodne z prawem unijnym
Nie będzie więc zasady, że im samochód straszy, tym podatek wyższy. Akcyza ma być wyliczana przez pomnożenie właściwej stawki (określonej w tabeli) przez wskaźnik deprecjacji wartości auta.
Stawka będzie ustalona w zależności od pojemności silnika i normy Euro, przy czym będą to zupełnie inne wartości, niż wynikało z pierwotnej propozycji resortu.
Wiceminister finansów Wiesław Jasiński wyjaśnił wczoraj, że wskaźnik deprecjacji jest konieczny ze względu na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 2007 r. w sprawie Brzeziński przeciwko Izbie Celnej w Warszawie (sygn. akt C-313/05). Trybunał zakwestionował wówczas uzależnienie stawki akcyzy od wieku samochodu (chodziło o auta starsze niż dwa lata).
Zaproponowany przez MF wskaźnik deprecjacji ma uwzględniać utratę wartości samochodów. W pierwszym roku, gdy wartość auta najbardziej spada, stawka podatku będzie obniżana o 20 proc. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że nie zadziała tu prosta zasada: im starszy samochód, tym podatek będzie coraz niższy. Nie musi więc być tak, że właściciele wiekowych pojazdów zapłacą najmniej. Na posiedzeniu wiceminister Jasiński odniósł się też do zarzutu, że na zmianach zyskają najbogatsi, którzy kupują auta luksusowe. Wskazał, że w praktyce unikają oni opodatkowania w Polsce, rejestrując je w innych krajach, np. Czechach.
3,5 tony z wyjątkami
Nadal ma być utrzymana pierwotna propozycja MF mówiąca o tym, że akcyzą mają być objęte pojazdy o masie całkowitej poniżej 3,5 tony. To oznacza, że od wielu samochodów dostawczych, które dziś nie są opodatkowane, trzeba byłoby zapłacić akcyzę.
Pomysł ten na etapie konsultacji krytykowało m.in. Stowarzyszenie Forum Recyklingu Samochodów. Wskazywało, że na takiej zmianie stracą mikro i małe przedsiębiorstwa, dla których samochód jest głównym narzędziem pracy.
Senatorowie chcą, aby akcyzy nie było od motocykli, aut zabytkowych i elektrycznych. Z opodatkowania mają być też wyłączone autobusy, ponieważ są one objęte podatkiem od środków transportowych.
Pojawiła się też propozycja, aby niższy podatek płacili nabywcy aut z silnikiem hybrydowym.
Importerzy już próbują zarobić. Na razie na zamieszaniu
Na zmiany w opodatkowaniu aut z niepokojem patrzą importerzy pojazdów używanych. Niektórzy próbują wykorzystać zamieszanie na rynku i zwiększyć swoje obroty, zamieszczając w mediach reklamy zachęcające do kupna zagranicznych używanych samochodów jeszcze przed zmianami.
Zdaniem Macieja Szymajdy, eksperta z branży importującej pojazdy używane, to tylko „sztuczne nakręcanie popytu”. – Nie zaobserwowaliśmy wyraźnie zwiększonego zainteresowania klientów tylko z powodu zmian w akcyzie – mówi.
Przyznaje jednak, że branża przeżywa okres sporej niepewności, koncepcja nowej akcyzy co chwila się zmienia, a wywołany tym chaos mogą wykorzystywać niektórzy importerzy.
Podobnie widzi to Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. – Reklamy importu samochodów używanych to sztuczne nakręcanie popytu przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, odnoszą się one do nieaktualnej już sytuacji, ponieważ w najbliższym czasie upubliczniona zostanie treść nowej wersji projektu, która będzie uwzględniać spadek wartości samochodów (deprecjacji). Po drugie, reklamy nie mówią o tym, że po wprowadzeniu zmian w akcyzie opodatkowanie znacznej części samochodów używanych realnie by spadło – tłumaczy ekspert.
Inni nasi rozmówcy zwracają uwagę na to, że popyt na samochody używane i tak jest wysoki, m.in. z powodu programu „500 plus”. Pieniądze, które dostają rodzice, często są wykorzystywane na zakup używanego auta.
Etap legislacyjny
Senacki projekt nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym – prace w komisjach sejmowych nad ostatecznym kształtem projektu