"37,79 proc. Pani podatku dochodowego trafia do Pani gminy. Z tych dochodów finansowane są przedszkola, szkoły, drogi i bezpieczeństwo. Niech Pani nie będzie nieodpowiedzialnym mieszkańcem gminy i zapłaci zaległy podatek".

Takie wezwanie otrzymała kilka tygodni temu jedna z mieszkanek stolicy Wielkopolski. Podobne pisma administracja podatkowa wysyłała już w ubiegłym roku. Był to element badania realizowanego we współpracy z Bankiem Światowym. Instytucja międzynarodowa zasugerowała, że gdyby fiskus przestał pisać do podatników groźne pisma, w których od razu straszy ich egzekucją, to ci byliby przyjaźniej nastawieni do spłacania zaległości.

Mówiąc wprost: urzędniku pisz bardziej czytelne i przyjaźniejsze pisma, a osiągniesz swój cel. Eksperyment w 2015 r. przeprowadziły izby skarbowe w Poznaniu i w Zielonej Górze. Okazał się sukcesem, bo w reakcji na przyjazny ton urzędnika, ponad 1000 podatników zapłaciło swój dług wobec państwa, a tradycyjne wezwanie napisane urzędowym językiem poruszyło tylko ponad 700 z nich.