Ani fiskus, ani sądy nie dali wiary twierdzeniom podatnika, że faktury wystawiane podczas pobytu w areszcie dokumentują rzeczywiste czynności gospodarcze.
Chodziło o przedsiębiorcę, który prowadził firmę zajmującą się szeroko rozumianą działalnością budowlaną. Organy kontrolne wykazały wiele nieprawidłowości w dokumentach, na których widniał jego podpis. Nie kwestionowały tego, że roboty zostały wykonane. Nie były natomiast pewne, czy rzeczywiście wykonawcą były firmy, których dane widniały na fakturach. Podatnik nie żądał bowiem żadnych gwarancji od swoich kontrahentów i nie był w stanie przedstawić jakichkolwiek kosztorysów wykonanych robót. A należność płacił im rzekomo „do ręki”.
Mężczyzna tłumaczył, że prowadzi działalność gospodarczą od siedmiu lat i przez ten czas udało mu się zebrać na tyle pieniędzy, by regulować należności w gotówce. Organy podatkowe pozostały jednak sceptyczne wobec tych zapewnień, bo – jak ustaliły w trakcie postępowania – mężczyzna płacił kontrahentom i podpisywał sporne faktury, przebywając w zakładzie karnym.