Mossack Fonseca stworzyło własny raj podatkowy. Prawnicy tej kancelarii napisali prawo regulujące jego działanie, które przyjęto na wyspie Niue
Finansowe tsunami, 11 września wszelkiej maści aferzystów. Bez względu na to, jakie określenie przyjmie się ostatecznie, skandal związany z wyciekiem dokumentów kancelarii Mossack Fonseca & Co. jeszcze długo będzie wywoływać wstrząsy wtórne.
Reklama
Nie minęła doba od ujawnienia Panama Papers, jak wzburzeni Islandczycy wyszli na ulice Reykjaviku. W demonstracjach uczestniczyło 22 tys. osób – z jednej strony bywało tłoczniej, z drugiej jednak – mowa o siedmiu procentach populacji wyspy. To tak, jakby w Polsce jednego dnia wyszły na ulice niemal 3 miliony ludzi. Te siedem procent wystarczyło, by do dymisji podał się premier Sigmundur David Gunnlaugsson.

Reklama
Odpalanie tej bomby trwało przez rok – od momentu, kiedy z redakcją niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung” skontaktował się tajemniczy whistleblower. Przekazał on dziennikarzom 2,4 terabajta danych zawierających około 11,5 miliona plików (kilkadziesiąt razy więcej niż telegramów amerykańskiej dyplomacji ujawnionych przez WikiLeaks) z ostatnich niemal 40 lat: dokumenty elektroniczne, korespondencję elektroniczną, skany starszych dokumentów firmy Mossack Fonseca oraz skany dokumentów tożsamości klientów firmy. Całość byłaby nie do przełknięcia dla przeciętnej redakcji, więc Niemcy zgłosili się z otrzymanymi danymi do mającej siedzibę w Waszyngtonie organizacji ICIJ – Międzynarodowego Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych. Ostatecznie opracowywaniem dokumentów zajmowało się blisko 400 dziennikarzy w 76 krajach.
Prawnicy prezydentów
Gunnlaugsson to zaledwie wierzchołek góry lodowej. W dokumentach cieszącej się sporą popularnością wśród możnych tego świata kancelarii można odnaleźć tropy wiodące do 12 byłych i obecnych szefów państw i rządów oraz „krewnych i znajomych” kolejnych 60 światowych liderów.
Co ciekawe, w Panama Papers jest niewielu Amerykanów. Według wyliczeń magazynu „Time” w dokumentach Mossack Fonseca jest około 200 zeskanowanych paszportów obywateli USA. Zaledwie 3100 spółek jest powiązanych z indywidualnymi lub korporacyjnymi klientami ze Stanów, nieco więcej osób – 3500 – posługiwało się przy rejestracji amerykańskim adresem korespondencyjnym.
To nie tak, że Amerykanie są uczciwsi od reszty świata. Dwa lata temu szacowano, że mogli zachomikować w rajach podatkowych na całym globie astronomiczną kwotę 1,2 biliona dolarów. Oni po prostu nie przepadają za Panamą. – W świecie mętnych przepływów finansowych istnieją gusta i guściki, jak w każdej innej dziedzinie życia – twierdzi Edward Kleinbard, profesor prawa i biznesu z University of Southern California. – Myślę, że doradcy amerykańskich krezusów nie przepadają za tym krajem, bo jest postrzegany jako miejsce dalece odstające od światowej normy – dodaje.
Dlatego amerykańska część Panama Papers to najprawdopodobniej archiwalia – z zamierzchłej epoki rządów Manuela Noriegi, obalonego przez amerykańskich marines w 1989 r. To wtedy Panama stała się w USA passé. Od tamtej pory Amerykanie gustują w dyskretnych odpowiednikach Mossack Fonteca na Bermundach czy Kajmanach. Ostatnio w modzie jest też Singapur, który chętnie przechwytuje klientów uciekających z miejsc takich, jak Szwajcaria czy Cypr, gdzie tajemnica bankowa uległa daleko idącemu poluzowaniu pod presją Brukseli czy Waszyngtonu.
„Najbardziej prominentne nazwisko w całym skandalu to nazwisko, które w Panama Papers nie pojawia się w ogóle” – skwitował komentator dziennika „Financial Times”. To Władimir Putin, rzecz jasna. Jest za to bliski przyjaciel prezydenta Rosji – skrzypek, który lata temu poznał Putina z jego (dziś już byłą) żoną i jest ojcem chrzestnym starszej córki Putinów, Marii. Siergiej Roldugin mógłby uchodzić za najbogatszego muzyka świata – przez łańcuch należących do niego spółek przeszło od kilkuset milionów do 2 miliardów dolarów. Kwota zaskakująco zbliżona do szacunków majątku gospodarza Kremla.
Panamą nie gardzili też przywódcy Państwa Środka. Na liście klientów Mossack Fonseca znajdują się krewni ośmiu aktualnych członków chińskiego politbiura i kilka tuzinów osób związanych z byłymi przywódcami ChRL. W dokumentach można odnaleźć szwagra obecnego prezydenta Xi Jingpinga, krewnych poprzedniego prezydenta Hu Jintao oraz „wujka Wena” – czyli premiera Wena Jiabao, którego osobisty majątek kilka lat temu został oszacowany przez „The New York Times” na... 3 miliardy dolarów. Listę prominentów domyka Li Xiaolin, córka niegdysiejszego premiera Li Penga, znanego jako „Rzeźnik Pekinu” – z uwagi na rolę, jaka odegrał w zmiażdżeniu protestów na placu Tiananmen w 1989 r. „Znaleźć i kasować jakiekolwiek przedruki Panama Papers. Nie śledzić jakiegokolwiek kontentu związanego z tą sprawą, bez żadnych wyjątków. Jeśli atakujące Chiny materiały z zagranicznych mediów zostaną znalezione na jakiejkolwiek witrynie, zostaną potraktowane z całą powagą” – brzmi rozdzielnik, jaki został w tym tygodniu rozesłany do chińskich mediów.
Kartelom się nie odmawia
Czasem wspólnicy w panamskiej kancelarii podejmowali się prowadzenia interesów niektórych klientów... ze strachu. Tak było z narkobossem meksykańskiego kartelu z Guadalajary Rafaelem Caro Quintero. Bandyta wpadł co prawda w 1989 r., ale 40-letni wyrok więzienia o niczym nie przesądzał. „Pablo Escobar był przy Quintero dzieciakiem” – kwitował w jednym z ujawnionych e-maili Mossack. „Nie chcę być wśród tych, których Quintero odwiedzi po wyjściu z więzienia” – dodawał. Uzasadniona obawa: Quintero wymknął się na wolność w 2013 r. I zniknął. Dziś znowu jest poszukiwany przez Interpol.
Panama Papers usatysfakcjonują wszystkich. Media plotkarskie mogą wytropić majątki supergwiazdy futbolu Lionela Messiego, reżyserów Pedra Almodovara i nieżyjącego już Stanleya Kubricka, gwiazdora kina akcji Jackiego Chana czy bollywoodzkiej seksbomby Aishwaryi Rai. Magazyny biznesowe mogą się zająć 15 tysiącami spółek, jakie zostały utworzone w tropikach dla elitarnego grona 500 największych światowych banków.
– Nie ma wątpliwości, że unikanie podatków to wielki problem. Cóż, problem w tym, że mnóstwo takich chwytów jest legalne – komentował Barack Obama na zwołanej we wtorek konferencji prasowej. – Nie powinniśmy pozwalać na transakcje zawierane wyłącznie po to, by uniknąć zapłacenia podatków. Powinna obowiązywać kluczowa reguła: każdy sprawiedliwie płaci swój udział – dorzucił, wzywając do globalnej reformy podatków.
Podobne głosy dochodzą już z Londynu czy Berlina. Paryż zareagował wpisaniem Panamy na czarną listę krajów, które nie współpracują w zakresie wykrywania procederu unikania podatków – na co Panama zagroziła Francuzom konsekwencjami. Nie da się jednak ukryć, że te rytualne gesty oglądaliśmy już nieraz, choćby w apogeum kryzysu finansowego, kiedy to wypowiadano wojny rajom podatkowym i dyskutowano o sposobach tropienia ukrytych fortun.
„Nie ma zgody co do tego, czym jest raj podatkowy” – pisze Nicholas Shaxson, autor książki „Treasure Islands. Tax havens and the men who stole the world” (Wyspy skarbów. Raje podatkowe i ludzie, którzy ukradli świat). „Te miejsca nie oferują wyłącznie ucieczki przed podatkami. Zapewniają też dyskrecję, ucieczkę przed regulacjami, szansę na wymknięcie się poza zasięg praw i reguł innych wymiarów sprawiedliwości, z krajów, gdzie żyje większość ludzkości. (...) Od obowiązków, jakie wiążą się z życiem i uzyskiwaniem dochodów od społeczeństwa – podatków, odpowiedzialności finansowej, praw kryminalnych, zasad dziedziczenia itd.” – kwituje.
Raje podatkowe rozkwitły wraz ze stopniową globalizacją świata. W systemie, w którym amerykańska firma sprzedaje banany z Hondurasu w supermarkecie w Wielkiej Brytanii, z coraz większym trudem można wskazać miejsce, w którym powinien zostać zapłacony podatek – tym bardziej że powyższy schemat to jedynie symbol piętrowych struktur transakcyjnych, jakie tworzą zarówno korporacje, jak i indywidualni klienci kancelarii takich jak Mossack Fonseca. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2010 r. przez rozmaite mikropaństwa, rozpinające parasol nad działaniami ekspertów od optymalizacji podatkowych i innych trików, przepłynęło 18 bilionów dolarów, trzecia część globalnego PKB.
Shaxson dokłada do tego obrazka kilka uderzających przykładów. Pewna partia soku jabłkowego, jaka wyjechała kilka lat temu z Izraela, została wyceniona na 2052 dolary za litr. Chińczycy wyprodukowali najdroższy papier toaletowy świata – kilogram tego drogocennego towaru kosztował, według dokumentacji, 4121 dolarów. Wartość wyprodukowanych w Trynidadzie długopisów kulkowych została określona na 8500 dolarów... za sztukę. Wszystko to dobitne, graniczące z absurdem przykłady mechanizmów, których finalnym etapem jest konto na Kajmanach czy Brytyjskich Wyspach Dziewiczych.
Jeśli nawet świat przyciśnie któreś z takich mikropaństw, na innych krańcach globu tworzy się kolejne. Mossack Fonseca miało własny raj podatkowy – w 1994 r. prawnicy tej kancelarii praktycznie napisali ustawę przyjętą na wysepce Niue. Liczący zaledwie 2 tysiące mieszkańców kraik był idealny dla planów firmy – leżał w pacyficznej strefie czasowej, nie miał tam rywali, a wdzięczna ludność powierzyła kancelarii prawo do obsługi spółek offshore na wyłączność, w perspektywie 20-letniej. W promocji ustawodawcy dorzucili możliwość rejestracji spółek, których nazwy pisane byłyby cyrylicą lub alfabetem chińskim – uroczy element, pozwalający nie tylko kierować ofertę do klientów w Rosji i Chinach, lecz także niebagatelnie utrudniający tropienie takich firm.
Biznes kręcił się tak dobrze, że w 2001 r. 80 procent budżetu wyspiarzy – szacowanego na 2 miliony dolarów – to były opłaty pochodzące z kasy Mossack Fonseca. Wspólnicy nieco przeszarżowali i dwa lata później Niue, pod presją USA, zaczęło ich wypraszać z wyspy. Wówczas kancelaria błyskawicznie przerzuciła interesy swoich klientów na nieodległe Samoa.
Stan Raj Podatkowy
Mossack Fonseca stworzyła jeszcze 123 spółki w Nevadzie. To jednak pikuś przy jednopiętrowym budynku z cegły w niewielkim Wilmington w stanie Delaware. W należącym do firmy Corporation Trust Co. obiekcie – pod adresem 1209 North Orange St. – zarejestrowanych jest... 250 tysięcy firm. Takich miejsc w ostatnich miesiącach, może latach, zaczęło lawinowo przybywać, a firmy takie jak Corporation Trust zachwalają Amerykę jako nowy raj podatkowy.
Cóż, to pojemne pojęcie, ale pod względem ścisłego zachowania tajemnicy biznesowej USA zajmują dziś trzecie miejsce na świecie. Rejestruje się tu zapewne więcej firm niż na egzotycznych karaibskich wyspach. A stany, takie jak Nevada, Delaware, Montana czy Dakota Południowa, słyną z podejścia „business friendly”, które było jednym z chwytów służących do wybrnięcia z kryzysu. Obama, pomstując na Panamę i domagając się globalnej akcji przeciwko rajom podatkowym, miłościwie pominął amerykańskie kryjówki międzynarodowego kapitału. Subtelna różnica jest jednak taka, że gdy władze Nevady chciały się dobrać do skóry Mossack Fonseca, wywołało to popłoch w kancelarii. Działań podejmowanych przez władze na Kajmanach nie skwitowano by zapewne nawet wzruszeniem ramion.
Panama Papers może się okazać pierwszą salwą w finansowej wojnie, która dopiero przed nami.
W niewielkim Wilmington w stanie Delaware pod adresem 1209 North Orange St. zarejestrowanych jest... 250 tys. firm. Ameryka staje się nowym rajem podatkowym