Prawo nie jest rzeczą prostą. A już podatkowe szczególnie. Dlatego ten, kto domaga się prostych podatków, mówi jedynie o pogłównym, sam być może nie zdając sobie z tego sprawy.
Czyli czymś na kształt karty podatkowej, tylko jeszcze prostszej, bo bez deklarowania czegokolwiek przez podatnika. Przychodzi urzędnik i sam wymierza daninę. Nie patrzy na dochód, obrót, majątek ani sytuację życiową. Jedyną przesłanką jest to, że podatnik żyje (istnieje).
T am, gdzie pojawia się element relatywizmu, tam natychmiast otwiera się furtka. Jeśli dodać do tego nieudolność ustawodawcy, jest pewne, że podatnicy okazji nie przepuszczą. Przykładów jest aż nadto.