Odpis podatkowy w wysokości nawet 200 proc. faktycznie poniesionych wydatków byłby realnym wsparciem i zachętą dla firm badawczo-rozwojowych. Tak uważają eksperci. Sejm zdecydował jednak, że wyniesie on zaledwie 30 proc. kosztów.
Specjaliści nie zostawiają suchej nitki na uchwalonej pod koniec września ustawie o wspieraniu innowacyjności. Przewiduje ona nową ulgę podatkową w PIT i CIT na działalność badawczo-rozwojową (B+R) oraz likwidację dotychczasowej ulgi na nowe technologii. – Ambitne rozwiązania przedstawione przez prezydenta Bronisława Komorowskiego zostały w toku prac parlamentarnych zastąpione przepisami, które de facto utrzymują status quo, a w niektórych przypadkach wręcz pogarszają sytuację polskich przedsiębiorców – uważają Agnieszka Mencel oraz Daniel Banach, menedżerowie w Zespole Zarządzania Innowacjami EY.
Reklama
Małgorzata Boguszewska, przewodnicząca zespołu ds. ulgi na B+R Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, mówi wprost – taka ulga podatkowa to żadna zachęta dla przedsiębiorców. Nie pomoże ona w realizacji zobowiązań Polski wobec Komisji Europejskiej. Zgodnie z nimi do 2020 r. wydatki na działalność B+R mają stanowić 1,7 proc. PKB (dziś przeznaczamy na ten cel 0,9 proc. PKB).

Reklama
Co jest, a co miało być
Przyjęta ustawa wprowadza zmiany m.in. w ustawach o PIT i CIT. Zgodnie z nimi podatnik prowadzący działalność badawczo-rozwojową będzie mógł odliczyć od podstawy opodatkowania wydatki kwalifikowane. Za takie koszty będą uznawane m.in.: wynagrodzenie za pracę i składki ZUS w części finansowanej przez płatnika, dotyczące pracowników zatrudnionych w celu realizacji działalności badawczo-rozwojowej, koszty materiałów i surowców, ekspertyzy, opinie i usługi doradcze. Kosztem kwalifikowanym będą też odpisy amortyzacyjne od środków trwałych (z wyjątkiem m.in. samochodów i budynków) oraz wartości niematerialnych i prawnych wykorzystywanych w działalności gospodarczej.
Ustawa przewiduje jednak, że kwota wydatków kwalifikowanych nie może przekroczyć 30 proc. kosztów na wynagrodzenia i składki ZUS oraz 20 proc. (mikro, małe i średnie firmy) lub 10 proc. (duże) pozostałych kosztów.
Pierwotny projekt złożony w Sejmie przez byłego prezydenta przewidywał, że koszty kwalifikowane nie będą mogły przekroczyć 120 proc. (w przypadku dużych firm) i 150 proc. (dla mniejszych) faktycznie poniesionych wydatków i odpisów amortyzacyjnych na cele badawczo-rozwojowe.
Innowacji nie będzie
Zdaniem Agnieszki Mencel tak niska wartość odliczeń oznacza, że rewolucji i napływu innowacji nie będzie. Nie zachęci ona też spółek venture capital czy firm działających w branżach innowacyjnych do inwestowania w Polsce. Wypracowane w parlamencie mechanizmy nowej ulgi są bowiem o wiele mniej przyjazne niż te, które funkcjonują u naszych sąsiadów.
Małgorzata Boguszewska z Lewiatana wyjaśnia, że innowatorzy w Europie od lat mają ulgę podatkową na B+R w wysokości przynajmniej 100 proc. (Czechy, Węgry), a nawet 200 proc. (Litwa).
– Nawet kraje najmniej innowacyjne jak Rumunia sąsiadująca z nami w rankingach innowacyjności ma ulgę w wysokości 50 proc. – stwierdza Boguszewska.
– Z takim otoczeniem prawno-podatkowym wspierania innowacji będziemy grać w III lidze – kwituje Agnieszka Mencel.
Potrzebny bonus
Zdaniem Daniela Banacha, realną zachętą dla firm chcących inwestować w badania i rozwój byłaby ulga zaproponowana w pierwotnej propozycji przez prezydenta, ponieważ możliwość odliczenia większej kwoty niż rzeczywiście poniesione wydatki stanowiłaby swoisty bonus dany przez państwo firmom, które zdecydowały się na ryzykowne z punktu widzenia gospodarczego działania B+R.
Dopiero poziom ulgi w wysokości 120 lub 150 proc. oznaczałby, że Polska stałaby się państwem konkurencyjnym w stosunku do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Wcześniej Konfederacja Lewiatan wskazywała, że poziom wsparcia dla firm B+R w Polsce powinien wynieść 200 proc. poniesionych kosztów, i to bez względu na wielkość firmy.
Bodziec dla technologii
Lewiatan zalecał też pozostawienie dotychczasowej ulgi na nabycie nowej technologii (patrz DGP nr 87 z 7 maja 2015 r.). Sejm postanowił jednak inaczej.
Daniel Banach z EY uważa, że to błąd. Tłumaczy, że dzisiejsza ulga jest skierowana do zupełnie innej grupy przedsiębiorców.
– Dlatego współistnienie nowej ulgi na B+R z dotychczasową ulgą na zakup technologii byłoby uzasadnione, ponieważ stanowiłyby one bodziec zarówno do wytwarzania innowacji, jak i nabywania gotowych technologii przez innowacyjne przedsiębiorstwa – uważa ekspert EY.